Stanisław Kania jako przywódca PZPR był ważną postacią, choć dziś słabo rozpoznawalną. Wynika to z tego, że był I sekretarzem partii jedynie przez trzynaście miesięcy – mówi PAP prof. Antoni Dudek, historyk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Reklama

Polska Agencja Prasowa: Swoją wielką karierę polityczną w strukturach PZPR Stanisław Kania rozpoczynał pod koniec rządów Władysława Gomułki. Jaka była jego ówczesna pozycja w strukturze Komitetu Centralnego?

Prof. Antoni Dudek: Była to rola niezwykle ważna. Kania był kierownikiem Wydziału Administracyjnego KC PZPR. Objął to stanowisko w wyniku zmian wywołanych zmianami personalnymi po marcu 1968 r. Nazwa tego wydziału nie kojarzy się zbyt atrakcyjnie, ale jego zadaniem nie było wyłącznie nadzorowanie funkcjonowania administracji państwowej, lecz kontrola aparatu przymusu, czyli Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Ministerstwa Obrony Narodowej, ale również wymiaru sprawiedliwości, czyli sądownictwa i prokuratury. Oczywiście Kania nie był „szefem” wszystkich tych instytucji. Na to musiał jeszcze poczekać, stanął jednak na czele zespołu funkcjonariuszy partyjnych, którzy na bieżąco monitorowali ich działanie i poprzez niego kierowali je na ręce I sekretarza KC PZPR. Kania znalazł się więc w bezpośrednim otoczeniu Gomułki i zaczął się przyglądać, jak funkcjonuje centrum rzeczywistej władzy PRL.

Można powiedzieć, że było to newralgiczne miejsce aparatu władzy. Jego kontrolowanie było wielkim wyróżnieniem dla relatywnie młodego funkcjonariusza partyjnego. Był to spektakularny awans, jeśli weźmie się pod uwagę, że wcześniej Kania pełnił funkcję w ramach komitetu warszawskiego. Należał do grupy funkcjonariuszy, około czterdziestego roku życia, których Gomułka u schyłku swoich rządów zaczął awansować. Najbardziej błyskotliwą karierę zrobił Józef Tejchma, który został ministrem rolnictwa i członkiem Biura Politycznego KC PZPR. Podobnie przebiegała kariera Stanisława Kociołka czy Stefana Olszowskiego. Łączyło ich m.in. przejście przez struktury Związku Walki Młodych lub Związku Młodzieży Polskiej.

Reklama

PAP: Jaka była jego rola w grudniu 1970 r., gdy został obalony Władysław Gomułka?

Prof. Antoni Dudek: Niezwykle istotna. Kania należał do bardzo wąskiej, liczącej kilka osób grupy, która zawiązała spisek przeciwko Gomułce. Spośród nich najodważniejszy był Józef Tejchma, który przekazał Gomułce żądanie ustąpienia ze stanowiska. Kania był wśród tych, którzy szukali jego następcy. Wraz z Franciszkiem Szlachcicem brał udział w słynnej wyprawie do Katowic. W ostatniej chwili z wyjazdu wymówił się chorobą Edward Babiuch. Ich celem było namówienie Gierka do objęcia funkcji I sekretarza KC PZPR. Być może nie była to tak duża odwaga jak w przypadku Tejchmy, ale bez wątpienia gdyby Gomułka utrzymał się na stanowisku, działacze ci zapłaciliby stanowiskami, a może nawet wolnością. Porywali się przecież na najwyższą świętość, czyli I sekretarza. To zapoczątkowało ich wielką karierę w latach siedemdziesiątych. Gierek uznał ich bowiem za jednych z najbardziej zaufanych członków swojego otoczenia. Zaufanie to stopniało po kilku latach „dekady Gierka”. Należy dodać, że w grupie spiskowców ważną rolę odegrał gen. Wojciech Jaruzelski, który w latach siedemdziesiątych będzie najbliższym współpracownikiem Kani.

PAP: Kania wspominając masakrę na Wybrzeżu, powiedział: „Grudzień chodził za mną jak rabacja Szeli za polską szlachtą”. Jaki wpływ miały te wydarzenia na jego stosunek do późniejszego ewentualnego siłowego rozwiązania „problemu +Solidarności+”?

Prof. Antoni Dudek: Był to wpływ podobny do tego, jaki wywarły te wydarzenia na samego Gierka. Zdecydowana większość pogrudniowego kierownictwa PZPR uważała, że nigdy już nie można używać broni palnej. Oczywiście zupełnie inaczej traktowano użycie sił milicyjnych. Po wybuchu rewolucji solidarnościowej Kania za wszelką cenę dążył do uniknięcia scenariusza stanu wojennego właśnie z obawy, że może to się skończyć użyciem broni na skalę znacznie większą niż w grudniu 1970 r. Ostatecznie nigdy nie zgodził się na jego wprowadzenie. Wyjątkiem w otoczeniu Kani był Jaruzelski, który „zaryzykował”.

PAP: Jeśli mielibyśmy stworzyć piramidę struktury władzy w epoce Gierka, to na którym miejscu umieścilibyśmy Stanisława Kanię?

Prof. Antoni Dudek: W moim przekonaniu był w pierwszej piątce. Oczywiście ta hierarchia zmieniała się w ciągu niemal dziesięciu lat rządów Gierka. Na początku na jej czele, zaraz za Gierkiem, znajdował się Franciszek Szlachcic, który został szefem MSW i szybko stał się zbyt ekspansywny, co doprowadziło do upadku jego pozycji. Jego miejsce zajął dotychczasowy „numer 3”, czyli Piotr Jaroszewicz. Za nimi znajdował się Edward Babiuch, który kierował całym aparatem partyjnym. Na piątym miejscu w hierarchii znajdował się właśnie Kania, który został sekretarzem KC odpowiedzialnym za resorty siłowe. Musiał poczekać kilka lat na zajęcie miejsca w Biurze Politycznym. O jego znaczeniu decydowało jednak głównie to, jaką sferą funkcjonowania systemu się zajmował. Pamiętajmy, jak ważne są służby przymusu w państwie autorytarnym lub totalitarnym.

Kania zajmował się nie tylko służbami, lecz prowadził także ważne rozmowy z przedstawicielami episkopatu. Najczęściej dyskutował z sekretarzem episkopatu abp. Bronisławem Dąbrowskim. Później, po 1976 r., był głównym odpowiedzialnym za strategię działań wobec rodzącej się opozycji demokratycznej. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych pozycja Kani była już na tyle znacząca, że Gierek twierdził później, iż jego były sojusznik zawiązał przeciwko niemu spisek. W „Przerwanej dekadzie” [wywiad rzeka Janusza Rolickiego z Edwardem Gierkiem – przyp. red.] sugerował nawet, że Kania jest odpowiedzialny za wywołanie protestów w Radomiu w czerwcu 1976 r. Ten z kolei wyśmiewał te zarzuty.

Wydaje się, że dopiero latem 1980 r., gdy rządy Gierka znalazły się w głębokim kryzysie, Kania rozpoczął walkę o stanowisko I sekretarza. Okazał się bardzo skuteczny. Po odwołaniu Gierka, który przeszedł zawał, rozpoczął rozgrywkę o władzę ze Stefanem Olszowskim. Ten funkcjonariusz partyjny dużo wcześniej popadł w niełaskę i został „zesłany” na stanowisko ambasadora w NRD. Wrócił za późno i nie był już w stanie zagrozić zwycięstwu Kani, który potrafił wykorzystać sytuację w Biurze Politycznym. Wykorzystał wsparcie Jaruzelskiego i innych członków kierownictwa partii. Tak rozpoczął się trzynastomiesięczny okres jego rządów jako I sekretarza.

PAP: Czy Kania obejmując to stanowisko, posiadał jakikolwiek program wyjścia z kryzysu?

Prof. Antoni Dudek: Był to program mało odkrywczy. Dążył do spacyfikowania „Solidarności” metodami innymi, niż ostatecznie zrobił to Jaruzelski. Nie chciał doprowadzić do ogromnego uderzenia. Sformułował koncepcję ataku na dwóch frontach, który miał doprowadzić do wewnętrznego rozpadu „S”. Zakładał, że należy doprowadzić do podziału „Solidarności” na tzw. zdrowy nurt robotniczy, który byłby wbudowany w system polityczny PRL, i ten opanowany przez „siły antysocjalistyczne”, który należałoby wyeliminować. Do końca pełnienia funkcji I sekretarza zakładał, że można to osiągnąć przy wykorzystaniu dwóch narzędzi. Uważał, że ok. 1800 agentów w szeregach NSZZ „Solidarność” będzie podsycało animozje i konflikty wewnętrzne, że doprowadzi to do pęknięcia. Jednocześnie zamierzał wpływać na nastroje przez media. Zamierzał stopniowo zniechęcić społeczeństwo do „S”, oskarżając ją o anarchizowanie życia społecznego.

Początkowo Moskwa akceptowała to podejście. Po paru miesiącach była jednak coraz bardziej zniecierpliwiona, bo Kania wciąż obiecywał, że jeszcze kilka tygodni stosowania tej techniki doprowadzi do zamierzonych rezultatów. „Solidarność” słabła, ale nie był to proces widoczny aż do 13 grudnia. Kreml był więc coraz bardziej zniecierpliwiony działaniami Kani jako I sekretarza. W czerwcu 1981 r. podjęto próbę jego obalenia. Było to wspólne przedsięwzięcie towarzyszy sowieckich, wspieranych przez towarzyszy z NRD i Czechosłowacji, którzy zainspirowali grupę członków KC na czele z Tadeuszem Grabskim i innych „twardogłowych”. Podczas obrad plenum KC zgłosili wniosek o jego odwołanie. Kania wyraźnie wygrał głosowanie. W tym czasie większość członków KC wciąż wierzyła w „doktrynę Kani”.

Kluczową rolę w jego obronie odegrał gen. Jaruzelski, który kilka miesięcy wcześniej został premierem. Ten tandem wciąż trzymał się razem. Towarzysze sowieccy wyrażali jednak niezadowolenie. Postanowili więc oddziaływać na Jaruzelskiego. Między czerwcem a październikiem 1981 r. przekonali go do pozostawienia Kani, mimo że I sekretarz odniósł w lipcu tamtego roku ogromny sukces. Na IX Nadzwyczajnym Zjeździe PZPR wyraźną przewagą został wybrany na I sekretarza. Był to jedyny przypadek wyboru I sekretarza przez Zjazd, a nie wąskie grono Komitetu Centralnego. Kania otrzymał więc bardzo silny mandat do dalszego sprawowania władzy. Jednak już w październiku został zmuszony do ustąpienia. Odwrócili się od niego gen. Jaruzelski i kilku innych, ważnych stronników. Na ich decyzję wpłynęła presja Moskwy.

Kania podjął jeszcze jedną próbę zachowania władzy. W trakcie IV plenum Komitetu Centralnego 17 października 1981 r. zgłosił wniosek o wotum zaufania. Na 183 głosujących 104 było za jego odwołaniem, a 79 przeciw. Była to więc przegrana, ale niezbyt wyraźna. Głosujący przeciwko Kani popierali Jaruzelskiego, ponieważ wiedzieli, że jego działania przeciw NSZZ „Solidarność” będą znacznie ostrzejsze.

Oczywiście należy pamiętać, że Kania popierał przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego. Uważał, że jest to opcja ostateczna, która może służyć ewentualnie jako forma nacisku. Już w marcu 1981 r. podpisał tzw. myśl przewodnią stanu wojennego. Dla prokuratorów Pionu Śledczego IPN stanie się to argumentem na rzecz postawienia mu zarzutów o współodpowiedzialność za jego wprowadzenie. W rzeczywistości jednak konsekwentnie odmawiał realizacji scenariusza stanu wojennego. Wczesną jesienią 1981 r. Jaruzelski uznał, że strategia proponowana przez Kanię nie przynosi jakichkolwiek rezultatów i należy uderzyć. Do tego należy również dodać kryzys emocjonalny, w jakim znalazł się Kania. Na jego działania wpływał stres, a to skutkowało nadużywaniem alkoholu. W kierownictwie PZPR krążyła plotka, że często jest nietrzeźwy. Sugerowano, że w obliczu tak poważnego kryzysu nie może kierować partią. Ten ciąg wydarzeń doprowadził do objęcia funkcji I sekretarza przez Jaruzelskiego, który w ten sposób przejął pełnię władzy.

Historyczna rola Kani skończyła się 17 października 1981 r. W 1982 został członkiem Rady Państwa i do 1985 r. funkcjonował na marginesie tej instytucji. Do 1989 r. zasiadał w Sejmie. Po raz ostatni zaistniał na początku lat dziewięćdziesiątych, wydając bardzo ciekawy wywiad rzekę „Zatrzymać konfrontację”. Oczywiście nie jest to w pełni wiarygodna relacja, ponieważ Kania wybiela część swoich decyzji.

Podsumowując jego działania, można powiedzieć, że w okresie rewolucji „Solidarności” odegrał o tyle pozytywną rolę, że nie zgadzał się na wprowadzenie stanu wojennego. Bez wątpienia odpowiadał za masowe łamanie praw człowieka w latach siedemdziesiątych. Nie można jednak powiedzieć, że miał krew na rękach, chyba że weźmiemy pod uwagę skrytobójcze mordy SB – trudno powiedzieć, jaki był zakres jego wiedzy w tych sprawach. Bez wątpienia Kania był dość powściągliwy. Podczas jednej z narad z kierownictwem MSW w drugiej połowie lat siedemdziesiątych sprzeciwił się aresztowaniom członków KOR i KPN, bo „linia towarzysza Gierka jest inna”. Zakładał inwigilowanie i inne formy represji, ale uważał, że pojawienie się grupy więźniów politycznych będzie niekorzystne dla PRL.

PAP: Rozpoznawalność Stanisława Kani na tle innych przywódców PZPR jest dziś bardzo niewielka. Czy można więc powiedzieć, że była to najbardziej nijaka postać pełniąca tę funkcję?

Prof. Antoni Dudek: Zdecydowanie nie. Jego niska rozpoznawalność wynika tylko z pełnienia władzy przez trzynaście miesięcy. Krócej tę funkcję pełnił wcześniej tylko Edward Ochab, a później Mieczysław F. Rakowski. Ochab był postacią dużo bardziej bezbarwną. Kania trafił na okres, w którym jego umiejętności nie mogły się w pełni rozwinąć, bo kierował partią w głębokim kryzysie, po którym PZPR już nigdy się nie podniosła. Nie był erudytą (ukończył kursy partyjne i studia z ekonomii rolnictwa), ale uchodził za człowieka o fenomenalnej pamięci, która ujawniała się w m.in. w czasie ważnych narad. Ta umiejętność budziła postrach wśród funkcjonariuszy służb specjalnych, gdyż Kania potrafił weryfikować ich twierdzenia bez sięgania do dokumentów. Bez wątpienia jednak nie była to intelektualnie postać formatu Gomułki czy Rakowskiego. Z kolei przewyższał pod tym względem Gierka i chyba gen. Jaruzelskiego.

Rozmawiał Michał Szukała (PAP)