statystyki

Podziemne radia w stanie wojennym rosły w siłę. Władze PRL były bezradne

autor: Andrzej Krajewski13.12.2019, 10:00
Czołg T-55 ludowe Wojsko Polskie stan wojenny

Czołgi T-55 Ludowego Wojska Polskiego w czasie stanu wojennego 1981-1983 w Zbąszyniu, fot. J. Żołnierkiewicz / domena publicznaźródło: Domena Publiczna

Po wprowadzeniu stanu wojennego władzom PRL wydawało się, że opanowały sytuację w kraju. Aż nagle głos opozycji zabrzmiał w odbiornikach radiowych

Magazyn DGP 13 grudnia 2019

Magazyn DGP 13 grudnia 2019

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

S tan wojenny trwał w Polsce już piąty miesiąc, kiedy szef Wydziału III Stasi gen. Horst Männchen otrzymał zaskakujące pismo. W datowanym na 15 kwietnia 1982 r. liście dowodzący Służbą Wywiadu i Kontrwywiadu MSW gen. Tadeusz Pożoga informował, że w Warszawie zaczęła działalność nielegalna rozgłośnia nadająca na falach UKF audycje o wywrotowych treściach i, co gorsza, Służba Bezpieczeństwa ma kłopot z jej namierzeniem. W związku z tym pytał władze NRD o możliwość „tymczasowego dostarczenia systemów radiolokacyjnych dla wspomnianego zakresu częstotliwości”. „Oprócz instalacji stacjonarnych odpowiednich do montażu na strychach budynków, szczególnie interesują nas instalacje przenośne i mobilne, które mogą być umieszczone w samochodach osobowych i śmigłowcach” – pisał Pożoga.

Pojawienie się podziemnego radia było sensacją w Bloku Wschodnim, zaś lista życzeń władz PRL tak długa, że było jasne, iż sytuacja jest bardzo poważna. W Niemieckiej Republice Demokratycznej od lat kształcono – z myślą o tropieniu radiostacji szpiegowskich – kadry zajmujące się radiolokacją, zapewniając im w tym celu najlepszy sprzęt. Ale przed podjęciem decyzji gen. Männchen poprosił o opinie zwierzchników oraz szefostwo KGB. Tymczasem sytuacja zaczęła naglić, bo po Warszawie podziemne rozgłośnie odezwały się we Wrocławiu, Gdańsku, Krakowie i Poznaniu. Po czym fala rozlała się po całym kraju i SB meldowała, iż nielegalne radia nadają także m.in. w Wałbrzychu, Toruniu, Świdniku, Gorzowie Wielkopolskim, a nawet w małych Siedlcach i Pile.

Takie brewerie były nie do pomyślenia w żadnym kraju rządzonym przez komunistów. Pragnąc zachować twarz, podwładni gen. Wojciecha Jaruzelskiego chcieli nielegalne rozgłośnie jak najszybciej uciszyć. Tymczasem okazało się to nie takie proste – nawet wówczas, gdy z bratnią pomocą władzom PRL przyszła nie tylko Stasi, lecz także służby specjalne ZSRR.

Romaszewscy nadają


Pozostało 81% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie