Kapka Kassabova: Tematami mojego życia są tyrania i wolność [WYWIAD]

autor: Piotr Kofta21.07.2019, 17:00; Aktualizacja: 21.07.2019, 17:28
Strandża, Bułgaria

Strandża, fot. Evgeni Dinev / Wiimedia Commons / CC-BY-SAźródło: Wikimedia Commons

„Granica” to rzecz piękna i niepokojąca – historie z pogranicza Bułgarii, Grecji i Turcji, z gór Strandży i Rodopów, budują w czytelniku uczucie zapierającej dech nostalgii za miejscem, w którym się nigdy nie było

Magazyn. Okładka. 19 lipca 2019

Magazyn. Okładka. 19 lipca 2019

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Zastanawiam się nad powodem, który skłonił panią do napisania „Granicy”. We wstępie pisze pani o „pierwotnym emocjonalnym impulsie”. Chciała pani odwiedzić miejsca, do których nie można było kiedyś pojechać? Do zakazanych stref czasów dzieciństwa?

Jeśli chodzi o impulsy, podzieliłabym je na emocjonalne, intelektualne oraz instynktowne. Kwestia emocjonalna jest oczywista: to miłość i gniew związane z moimi wspomnieniami. Moje zainteresowanie Strandżą i Rodopami zaczęło się od tematu zimnej wojny – od komunizmu i żelaznej kurtyny. Jestem dzieckiem tamtej epoki.

Ja także.

Czyli rozumie pan, że to punkt ulokowany centralnie w mojej głowie i jest to też, siłą rzeczy, centralna kwestia książki. Kiedy podróżowałam po pograniczu, odsłaniały się powoli kolejne warstwy rzeczywistości. Zimna wojna w dziejach tych ziem była tylko mgnieniem. Oczywiście, uformowała nasze życie, ale gdy spojrzeć w odpowiedniej skali czasowej, to ledwie mgnienie. Na granicę zaprowadził mnie także mój instynkt pisarski związany z potrzebą snucia opowieści – czułam, że znajdę tam niezwykle ciekawe historie. Bo nie jestem zawodową reporterką, lecz poetką i pisarką, zajmuję się opowiadaniem historii. Wiedziałam, że trafiam do wypełnionego po brzegi skarbca rozmaitych narracji. Bardzo mnie ciekawi, w jaki sposób ludzie opowiadają, jak i z czego budują narracje, jak ujmują w opowieści samych siebie i życie. Szczególnie wtedy, gdy mowa o sprawach trudnych – o traumach, krzywdach, wykorzenieniu, a granice mają moc przyciągania tego rodzaju wydarzeń. Ale interesuje mnie też to, w jaki sposób ludzie opowiadają o swoich związkach z danym miejscem. Tak się składa, że na obszarach, o których piszę, ludzie granicy są często także ludźmi gór, żyją blisko natury i ta relacja – zwłaszcza osadzona w bardzo długiej tradycji, tyleż historycznej, co ludowej – wydaje mi się fascynująca.

Czyli ludzie i miejsca?

Pociągają mnie miejsca z charakterem, po prostu muszę się dowiedzieć, co się składa na ich duszę. Napisałam parę lat wcześniej książkę o fenomenie argentyńskiego tanga („Dwanaście minut miłości. Opowieść o Tangu”) – to była ewidentnie miejska książka, potem miałam wewnętrzne przekonanie, że teraz chcę trafić do miejsc położonych z dala od miast. Są takie – jak Strandża czy Rodopy – gdzie polityczna brutalność swobodnie współistnieje z pięknem przyrody i wolnością ducha. Tym, co łączy piękno z brutalnością, jest opowieść. Genius loci jest tam tak potężny, że chciałam spędzić w tych miejscach trochę czasu i podjąć próbę uchwycenia tego ducha, który zdaje się być tak stary, że aż bezczasowy. Kiedy się pisze o tym pograniczu i jego ludziach, pisze się, dosłownie, o głębokim czasie.


Pozostało 81% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie