Starość może mieć w Europie świetlane perspektywy, pod warunkiem że zachowa związek z władzą. Bez tego wiekowe osoby są balastem, którego społeczeństwo próbuje się pozbyć
Reklama
Kartka wyborcza ma swoją moc. Gdy w 2007 r. liczba Polaków w ”wieku poprodukcyjnym„ stanowiła 16 proc. populacji, furorę zrobiło hasło: ”Uratuj Polskę. Zabierz babci dowód na wybory„. Tak liberalni politycy i ich elektorat wyrażali niechęć wobec starszych osób, kojarzonych wówczas z Radiem Maryja i głosowaniem na PiS. Przez dekadę społeczeństwo sukcesywnie się starzało i dziś liczba emerytów przekracza już 20 proc. populacji Polaków. Co więcej, są oni przyzwyczajeni do regularnego uczestniczenia w wyborach. Nic dziwnego, że Prawo i Sprawiedliwość zafundowało im waloryzację oraz trzynastą emeryturę. Do idei odbierania dowodów osobistych staruszkom nikt już nie próbuje wracać. Starsi wyborcy stali się bardzo wypływową grupą, lepiej wykształconą i świadomą swoich praw.
Magazyn DGP 15.03.19 / Dziennik Gazeta Prawna
Na Zachodzie obawa przed dyktatem gerontokracji zrodziła już pomysły zezwolenia na udział w wyborach nastolatkom, by równoważyć wpływy starców. Echem tej idei była zgłoszona przez Jarosława Gowina propozycja głosowania rodzinnego, by rodzice mieli prawo wypowiedzieć się w imieniu nieletniego potomstwa. Jak dotychczas wszelkie tego typu rozwiązania pozostają w sferze teorii. Tymczasem w społeczeństwach krajów wysokorozwiniętych coraz więcej aspektów codziennego życia kręci się wokoło starzejących się konsumentów. Dostosowują się do nich nie tylko ugrupowania polityczne, lecz także przemysł rozrywkowy, media, banki, usługodawcy etc. Wszystko prezentuje się pięknie, poza jednym niuansem. Nowoczesna cywilizacja opiera się na ludzkiej pracy, generującej dochód, który umożliwia konsumpcję. Z upływem lat każdy człowiek wnosi tej pracy coraz mniej. Na starość, by godziwie żyć, musi mieć dochód gwarantowany przez państwo, zwłaszcza jeśli nie ma dzieci lub nie może na nie liczyć. Tak rodzi się kluczowe pytanie, skąd wziąć na to środki, nie zarzynając przy tym finansowo młodszych pokoleń? Zwłaszcza gdy one same zaczynają pytać, w imię czego muszą oddawać dochód na bezdzietnych starców. Treść udzielanych odpowiedzi nadal zależy od tego, o czyj głos muszą w pierwszej kolejności zabiegać elity władzy oraz w jakim same są wieku. Ale patrząc na wskaźniki demograficzne, to w dalszej przyszłości bezpieczna starość może mieć makabryczny finał.

Reklama
W większości klasztorów na zachodzie Europy od VIII w. wydzielano pomieszczenia dla osób w podeszłym wieku. Mnisi zapewniali im opiekę i wyżywienie, wymagając w zamian udziału w modlitwie. Jednocześnie Kościół uczył wiernych, by traktowali osoby wiekowe tak jak nakazywał Stary Testament, a rodziców otaczali opieką i szacunkiem

Wiek mądrości

”Gdy stary pies szczeka, daje mądre rady„ – mówi dalekowschodnie przysłowie, oddając w syntetyczny sposób, jak w starożytnej kulturze Chin postrzegano rolę wiekowych osób. Bezwzględnego szacunku dla nich 2,5 tys. lat temu uczyli chińscy filozofowie Konfucjusz i Lao-Tsy (Laozi), zwany Starym Mistrzem. Starość oznacza doświadczenie i mądrość, wręcz zbliżenie się do doskonałości. ”Gdy miałem lat piętnaście, skupiałem swe wysiłki na nauce. Gdy osiągnąłem lat trzydzieści, ustaliły się me zasady, w wieku lat czterdziestu zaś nie miałem już wahań. W wieku lat pięćdziesięciu pojąłem wolę Niebios. Gdy osiągnąłem wiek lat sześćdziesięciu, rozumiałem wszystko, co się kryło za tym, co mówiono mi. Dopiero gdy dożyłem lat siedemdziesięciu, mogłem iść za pragnieniem mego serca, nie przekraczając tym żadnej z reguł„ – zapisał w ”Dialogach„ Konfucjusz.
Wedle reguł rządzących chińskim społeczeństwem osoby starsze są predestynowane do sprawowania władzy. To one przeczytały więcej mądrych ksiąg, doświadczyły najwięcej cierpień i radości, gromadząc kapitał pozwalający lepiej rozumieć świat. Nieodłącznie wiążą się z tym obowiązki narzucane przez konfucjanizm młodym: dzieci muszą opiekować się rodzicami na starość, zapewniając im jak największy komfort życia. Uchylanie się od tego przynosi hańbę i potępienie ze strony całej społeczności. Jak fundamentalne znaczenie mają starcy w chińskiej kulturze, mówi anegdota, przytoczona przez znawcę problematyki Dalekiego Wschodu prof. Jakuba Polita w książce ”Pod wiatr. Czang Kaj-szek 1887–1975„. Gdy tonął statek pasażerski, na którym płynęli europejscy dżentelmeni, jak np. w 1912 r. ”Titanic„, i zabrakło szalup, to szanujący się mężczyźni dbali, żeby miejsce w nich zajęły kobiety i dzieci. Sami szli z godnością na dno. Natomiast, kiedy tonie chiński statek, to szanujący się dżentelmeni z Państwa Środka zawsze w pierwszej kolejności umieszczą w szalupie starców. Kobiety i dzieci mogą najwyżej liczyć na to, że miejsc nie zabraknie.
Bardzo podobną filozofię odnaleźć można w Starym Testamencie. ”Przed siwizną wstaniesz, będziesz szanował oblicze starca, w ten sposób okażesz bojaźń Bożą„ – nakazuje Księga Izajasza. ”Kto szanuje ojca, długo żyć będzie„ – obiecuje Księga Mądrości Syracha. ”Czcij twego ojca i twoją matkę, aby długo trwały dni twojego życia na ziemi, którą daje ci Jahwe, twój Bóg„ – tak przekazuje czwarte przykazanie Dekalogu Księga Wyjścia. Nakaz szacunku dla starych rodziców i zapewnienia im opieki jest w Biblii bezwarunkowy. ”Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił. Miłosierdzie względem ojca nie pójdzie w zapomnienie, w miejsce grzechów zamieszka u ciebie„ – poucza Księga Mądrości Syracha. ”Podeszły wiek jest znakiem łaski Bożej i jednocześnie rodzajem Bożego wyroku na korzyść pobożnych„ – tak płynące dla wiernych nauki ze Starego Testamentu podsumowują wybitni teolodzy, będący autorami ”Nowego leksykonu biblijnego„.

Władza lub pogarda

Zupełnie inaczej osoby wiekowe traktował antyczny świat europejski, który wysoko cenił przede wszystkim piękno ludzkiego ciała, bystrość umysłu i zdrowie. Starość budziła wielki lęk, nie szanowali jej nawet mityczni bogowie z Olimpu. Uranosa, gdy osłabł, wykastrował jego syn Kronos. On z kolei został pokonany i strącony do Tartaru przez swojego syna Zeusa. Przykład szedł z góry i Grecy traktowali starców w najlepszym wypadku pogardliwie. Wyraz temu dawano zarówno na co dzień, jak i w dziełach sztuki. Z siwych włosów natrząsali się wielcy komediopisarze, a twórcy dramatów na przykładzie starości ukazywali ludzką bezsilność. Tak jak to czynił choćby Eurypides w ”Heraklesie szalonym„, gdy chór tebańskich starców wygraża tyranowi Lykosowi, że porachuje mu kości laskami. Po czym okazuje się, że dziadkowie nie są w stanie nawet ich podnieść. Przez wieki w greckich polis rzeczą normalną było pozostawianie staruszków bez opieki, by zmarli z głodu. Osiągnięcie podeszłego wieku uznawano wręcz za przekleństwo bogów.
Niezwykły wyjątek stanowiła Sparta. Przodkowie Spartan podbili Lakonię, zamieniając miejscowych chłopów w uprawiających ziemię niewolników. Jednak Heloci stanowi większość i okupanci zawsze bali się powstania. Dlatego Spartanie od młodych lat doskonalili się w wojennym rzemiośle, by nigdy nie utracić panowania nad zdobytymi ziemiami. Polityką na poważnie mogli zajmować się dopiero, gdy już nie byli zdolni do wojskowej służby. Sparta stała się więc krajem rządzonym przez starców. Najważniejszy organ władzy, zwany geruzją, składał się z dwóch równoważących swoje wpływy królów, zdolnych przewodzić żołnierzom podczas bitwy oraz 28 nadzorujących ich gerontów. Na tę funkcję można było zostać wybranym dopiero po ukończeniu 60. roku życia. Geruzja decydowała o polityce zagranicznej, tworzyła projekty aktów prawnych, była najwyższym sądem i mogła usunąć ze stanowiska nawet obu królów. Imponująca potęga militarna Sparty sprawiła, że z czasem w innych polis zaczęło się zmieniać podejście do wiekowych osób. W Atenach reformator Solon nakazał dzieciom łożenie pieniędzy na utrzymanie zniedołężniałych rodziców. Osoby uchylające się od tego obowiązku karano pozbawieniem obywatelstwa. Gdy nawet to nie wpłynęło na tradycyjne zachowania społeczne, Ateny zapewniły wiekowym obywatelom darmowe posiłki. Zaś zasłużonym dla państwa osobom wypłacano nawet skromne emerytury. Pod prąd przyjętym zwyczajom szli też niektórzy filozofowie. Najdalej w krytyce reguł obowiązujących w greckich polis szedł Platon. W jego opinii ludzie stawali się zdolni do rządzenia państwem dopiero w wieku co najmniej 50 lat. Wcześniej nie powinni zajmować ważnych stanowisk, a jedynie poszerzać swą wiedzę i doświadczenie, ucząc się od starszych. Takie tezy stały w całkowitej sprzeczności z ateńskim porządkiem prawnym, zabraniającym pełnienia urzędów osobom po sześćdziesiątce.
Początkowo również Rzymianie nie okazywali atencji starcom, lecz stopniowo zmieniło się to w czasach później republiki. Długie okresy pokoju i dobrobytu przyniosły, po raz pierwszy w dziejach, ”wysyp„ osób w podeszłym wieku. Tuż przed początkiem naszej ery na terenie imperium ok. 10 proc. ludzi dożywało sześćdziesiątki, a w prowincjach w Afryce Północnej ponad 30 proc. Jednocześnie rzymskie prawo oraz zwyczaje dawały olbrzymią władzę każdemu seniorowi rodu. Mógł on swoich potomków wydziedziczyć, wykluczyć z grona rodziny, a jeśli któryś dopuścił się zbrodni, nakazać jego stracenie. Choć wcześniej musiał zebrać przekonujące dowody winy i przedstawić członkom rodu, by w głosowaniu zatwierdzili lub odrzucili wyrok śmierci. Seniorzy patrycjuszowskich rodów zasiadali w zarządzającym republiką Senacie. Wprawdzie w okresie cesarstwa stał się on instytucją całkowicie fasadową, lecz senatorowie nadal posiadali olbrzymie wpływy polityczne oraz dzierżyli wielkie fortuny. Nic dziwnego, że stosunek do osób wiekowych (zwłaszcza tych wpływowych) w Rzymie łączył obowiązkowy szacunek z podszytą lękiem przed wydziedziczeniem nienawiścią.

Niuanse miłosierdzia

”Panie, Ty wiesz lepiej, aniżeli ja sam, że się starzeję i pewnego dnia będę stary. Zachowaj mnie od zgubnego nawyku: mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym. Czynnym, lecz nie narzucającym się. Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale Ty, Panie, wiesz, że chciałbym zachować do końca kilku przyjaciół„ – wykuł wiosną 1274 r. na grobie św. Tomasza z Akwinu w Tuluzie kamieniarz. Wielki filozof i teolog pisał tę niezwykłą modlitwę pod koniec życia, wyraźnie obawiając się zmian, jakie przynosiło starzenie się. Jednocześnie próbował znosić je z wielką pogodą ducha. ”Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać. Nie chcę być święty, ale zgryźliwi starcy to jedno ze szczytowych osiągnięć szatana„ – prosił Boga. W jego czasach rola wiekowych osób i ich pozycja w europejskim społeczeństwie znów ulegała przemianie. Upadek Imperium Rzymskiego, który nastąpił 700 lat wcześniej, przyniósł drastyczne obniżenie poziomu życia. Nieustanne wojny oraz regres sztuki medycznej sprawiły, że znikomej liczbie ludzi udawało się doczekać podeszłego wieku. Do tego w plemionach germańskich, które zdominowały wówczas Stary Kontynent, kultywowano tradycję akceptowania przez dzieci decyzji ojca jedynie do momentu, gdy ten potrafił narzucać swą wolę siłą. Utrata tężyzny fizycznej oznaczała utratę władzy.
Powrotowi do greckich zwyczajów porzucania starców zapobiegło chrześcijaństwo. W większości klasztorów na zachodzie Europy od VIII w. wydzielano specjalne pomieszczenia dla osób w podeszłym wieku. Mnisi zapewniali im opiekę i wyżywienie, wymagając w zamian udziału w modlitwie. Bardziej majętni seniorzy zawczasu rezerwowali miejsce w klasztorach, a opłacając swój pobyt, domagali się sporządzenia szczegółowego kontraktu. Zapisywano w nim m.in. gwarancję przydzielenia samodzielnej, ogrzewanej celi, regularnego wydawania nowych kompletów odzieży oraz serwowania smacznych posiłków. Jednocześnie Kościół konsekwentnie uczył wiernych, by traktowali osoby wiekowe tak jak nakazywał Stary Testament, stawiając przed ludźmi w sile wieku wymaganie, żeby rodziców otaczali opieką i szacunkiem.
Jednak prawdziwie rewolucyjną zmianę przyniosły dopiero w XIV i XV w. kolejne epidemie dżumy. ”Zmarło wielu dzielnych ludzi, lecz dżuma uderzała częściej w ludzi młodych i dzieci aniżeli mężczyzn i kobiety w wieku dojrzałym„ – odnotował w 1383 r. włoski kronikarz Baldassarre Bonaiuti. Ta obserwacja okazała się nadzwyczaj trafna. W ciągu zaledwie kilku dekad liczba ludzi po sześćdziesiątce w społeczeństwie europejskim nagle powiększyła się z poniżej 10 do ponad 20 proc. ”W okresach epidemii wyraźnie wzrosła liczba rodzin wielopokoleniowych o rozszerzonym składzie. Ci, którzy sporządzali spisy, w odniesieniu do żyjących samotnie starych ludzi stale podkreślają anormalność takiej sytuacji„ – opisuje w ”Historii starości„ Georges Minois. Nadreprezentacja młodych wśród ofiar dżumy przywróciła społeczne porządki znane z czasów rzymskich. Seniorzy rodów ponownie zaczęli mocno dzierżyć władzę na rodzinnym majątkiem, a przez to członkowie familii musieli okazywać im posłuszeństwo. Następujące jednocześnie zmiany w sposobie prowadzenia wojen (zdominowanie ich przez zawodowych dowódców i wojska zaciężne) sprawiły, iż monarchowie i możnowładcy nie musieli już dowodzić tężyzny fizycznej na polach bitew. To dodatkowo zwiększało szansę dożycia późnego wieku. Skupienie władzy przez starców zaowocowało w czasach renesansu pojawieniem się bardzo negatywnych uczuć pod ich adresem. ”Starość jest w istocie bajorem, do którego spływają wszelkie nieczyste wody, a jedynym jego ujściem jest śmierć. Chcesz życzyć człowiekowi czegoś złego? Powiedz mu: – Obyś dożył starości„ – zauważał w 1532 r. dramatopisarz Ruzante. Notabene nie dane mu było dożyć czterdziestki. Jednocześnie pojawienie się wielopokoleniowych rodzin i kluczowa rola seniorów rodu przyniosła nowe zjawisko w świecie chrześcijańskim, a mianowicie tworzenie się bardzo mocnych więzi emocjonalnych między wnukami a babciami i dziadkami. Zaczęli oni odgrywać znaczącą rolę w wychowaniu potomków oraz kształtowaniu ich światopoglądu. Co nie zmieniło się aż do dziś.

Paradoksy nowoczesności

”Starość to zimna febra, to boleści, / z chwilą gdy komu minie lat trzydzieści / już tyle samo wart, co gdyby sczezł„ – zauważał doktor Faust w dramacie Johanna Wolfganga Goethego. Starość tak mu dopiekła, że odrzucił mądrość wraz ze zbawieniem i zaprzedał duszę diabłu, byle tylko znów zakosztować młodości. Kiedy Goethe pisał swoje dzieło, średnia długość życia człowieka w Europie Zachodniej wynosiła ok. 30 lat, a wśród osób zamożnych ok. 49 lat. Statystykę tę kształtowała jednak bardzo wysoka umieralność dzieci i młodzieży. Gdy ktoś już przetrwał dzieciństwo i kolejne choroby zakaźne, miał szansę dożyć późnego wieku. Zwielokrotniły ją zmiany, jakie przyniosła ze sobą rewolucja przemysłowa. Choć początkowo wyglądało na to, iż zmienia się na gorsze. Wielka migracja ludności wiejskiej do miast oraz fatalne warunki życia robotników oznaczały, że osoby wiekowe znów zaczęto traktować jak balast. Starcy, gdy nie mogli pracować, musieli zająć się żebractwem. Opisując ówczesne realia Jean-Pierre Bois w ”Historii starości„ wyszczególnił trzy jej główne odmiany. Ta najlepsza miała miejsce, gdy potomkowie chcieli starsze osoby otoczyć opieką. Na drugim krańcu znajdowały się dzieci, pragnące szybko pozbyć się balastu. Wówczas staruszkowi lub staruszce ”po cichu aplikowano śmiertelną miksturę„ – opisuje Bois. Trzecią grupę osób wiekowych tworzyli ludzie samotni oraz porzuceni przez krewnych. Początkowo zaludniali oni ulice miast jako żebracy, lecz już w pierwszej połowie XIX w. zajęli się nimi filantropi oraz organizacje religijne. W większych miejscowościach budowano przytułki i szpitale dla starców. Tak zapewniano im dach nad głową oraz wyżywienie. Wprawdzie było on marnej jakości, lecz ratowało przed śmiercią głodową.
Z czasem do tworzenia sieci przytułków i schronisk dla ludzi w podeszłym wieku zaczęły się poczuwać władze miejskie, a także państwowe. W końcu zapanowała moda na ostentacyjną filantropię. W najsławniejszym w Europie wiedeńskim przytułku dla starców zawsze przed Wielkanocą pojawiał się w Wielki Czwartek osobiście cesarz Franciszek Józef. Naśladując Chrystusa oraz papieży, mył stopy dwunastu wybranym pensjonariuszom. Odziewano ich wówczas w luksusowe szaty, a po obmyciu nóg cesarz siadał z nim do jednego stołu, by zafundować wspaniałą kolację. Kończyło ją przekazanie każdemu ze szczęśliwców sakiewki, zawierającej 300 srebrnych florenów. Takie gesty niczego nie zmieniały w codziennym położeniu osób starszych, lecz przynajmniej stopniowo przywracały społeczny szacunek dla nich. Radykalną zmianę na lepsze zapoczątkowało dopiero wprowadzenie przez kanclerza Niemiec Ottona von Bismarcka w latach 80. XIX w. obowiązkowego systemu ubezpieczeń społecznych. Gwarantował on ludziom, którym udało się dożyć do siedemdziesiątki, godziwą emeryturę. Naśladowana przez kolejne kraje reforma Bismarcka dała impuls do narodzin europejskiego modelu państwa opiekuńczego. Jednocześnie sprawiła, że ludzie w podeszłym wieku mogli poczuć się dużo bezpieczniej, uniezależniała ich bowiem od dobrej woli krewnych.
Na te społeczne zmiany nakładał się też burzliwy rozwój nauk medycznych. Nowe lekarstwa, wprowadzenie pierwszych szczepień oraz upowszechnienie zasad higieny zaowocowało dłuższym życiem ogromnych rzesz mieszkańców Starego Kontynentu. Na początku XX w. prowadzone w Europie spisy powszechne odnotowały, że kontynent zamieszkuje już ponad 30 mln ludzi w wieku poprodukcyjnym. Niespotykane nigdy wcześniej zjawisko tak powszechnego kontaktu ze starością przyniosło bardzo pozytywne zmiany. Rodziny wielopokoleniowe stały się normą, a chrześcijańska moralność nakładała na młodsze pokolenia obowiązek opieki nad rodzicami. W tym czasie samotnie żyjący starcy znów stali się rzadkością, bo porzucenie rodziców groziło powszechnym potępieniem. Te zasady obowiązywały aż do drugiej połowy XX w. Zaczęły kruszeć wraz z systematycznym spadkiem liczby narodzin oraz przejmowaniem na siebie dbałości o osoby w podeszłym wieku przez instytucje państwa opiekuńczego. Tak wielopokoleniowe rodziny, mieszkające pod jednym dachem, odeszły w przeszłość. Z kolei nowoczesne przytułki, nazywane potocznie domami starców, przeżywają prawdziwy renesans.
Jednak zachodzące zmiany dalekie są od finału. Jednocześnie znów jak w starożytnej Grecji czy wczesnym średniowieczu standard życia osoby wiekowej zależy od posiadanych zasobów finansowych oraz sprawności fizycznej i intelektualnej. Gdy wszystko w ciele działa dobrze, może cieszyć się ona całkiem miłą jesienią życia. Do tego jeszcze być dopieszczoną przez polityków, zabiegających o głosy wyborcze. Gorzej, gdy zniedołężnieje, a krewni nie wykażą chęci zatroszczenia się o przodka. Wówczas taka osoba staje się anonimowym bytem, zdanym na łaskę personelu instytucji opiekuńczych. A ten niekoniecznie może poczuwać się do rzetelnego wykonywania obowiązków zawodowych. Perspektywa pełnej udręk starości skłania do rozmyślań o eutanazji (acz legalne przeprowadzenie jej z powodu długotrwałej depresji jest nadal możliwe jedynie w Holandii i Belgii). Kluczową kwestią pozostaje jednak odporność na finansowe obciążenia systemów emerytalnych. Dzięki nim we współczesnym społeczeństwie osoby wiekowe odgrywają bardzo istotną rolę. Kres gwarantowanych emerytur oznaczałby błyskawiczne zepchnięcie ich na margines. A wówczas żadne normy moralne czy religijne nie zapewnią ochrony przed nawrotem do tradycji niemającej nic wspólnego ani z biblijnym szacunkiem dla starców, ani nawet z miłosierdziem.