Teksty z książki „To, co wiem na pewno” przypominają poradnik pozytywnego myślenia. Ale trudno nie korzystać z porad, których udziela kobieta o nieograniczonej władzy w mediach
I to wszystko? Naprawdę tyle? Słabiutko, jak na najbardziej wpływową kobietę w USA. Kitty Kelley, autorka głośnej nieautoryzowanej biografii pierwszej damy amerykańskiej telewizji, wygłosiła złośliwą opinię, że Oprah Winfrey nigdy nie umiała pisać i nie nauczyła się do tej pory. Ma sporo racji. W tekstach publikowanych przez 14 lat na łamach „O, The Oprah Magazine”, a zebranych w zbiorze „To, co wiem na pewno”, ginie gdzieś postać charyzmatycznej i pełnej temperamentu kobiety, którą znamy z ekranu. Oprah w roli felietonistki zmienia się w nieznośną kaznodziejkę. Aspiruje do roli przewodniczki duchowej, lecz serwuje garść tanich banałów, powtarzanych w nieskończoność w tej samej formie.
Jednak ludzie chcą jej banałów. Chcą, by mówiła im, jak żyć. Jedno słowo Winfrey potrafi mieć niezwykłą siłę sprawczą. Gdy w USA ogłoszono wyniki wyborów prezydenckich w 2008 roku, gazety pisały, że Barack Obama powinien podziękować Oprah Winfrey. Wystarczyło, by prezenterka wspomniała publicznie, że ówczesny senator z Illinois byłby doskonałym kandydatem na prezydenta. Jego kariera z miejsca nabrała niespodziewanego rozpędu. Oprah wie, jak posługiwać się słowami.