statystyki

Muzyka ostatnich 25 lat. Kasety, płyty CD i era internetu

autor: Wojciech Przylipiak26.12.2015, 10:00
Kaseta magnetofonowa, Wikipedia/fot. Tomasz Sienicki

Maleje sprzedaż płyt CD, za to triumfalnie powróciły winyle, wciąż wydawane są kasety magnetofonowe. fot. Wikipedia/ Tomasz Sienickiźródło: Wikimedia Commons

Nowe imponujące miejsca koncertowe, brak cenzury, większa konkurencja, muzyka sprzedawana bez nośników – przez ostatnie 25 lat doszło do kolosalnej zmiany na naszym rynku muzycznym. Nie wszystko jednak uległo transformacji. Z czego możemy się cieszyć, a co utraciliśmy?

Brak zakładów produkcyjnych zdolnych do wytwarzania nośników, piractwo, wysokie ceny płyt, niedobory papieru na okładki – takie problemy polskiego rynku muzycznego widzieli w połowie lat 80. w tekście o polskiej fonografii dziennikarze „Magazyny Muzycznego MM”: nieżyjący już Adam Halber oraz popularyzator country w naszym kraju Korneliusz Pacuda. Na przełomie lat 80. i 90., tuż po wejściu ustawy liberalizującej działalność gospodarczą, pojawiło się kilku nowych wydawców, a na rynku sypnęło kasetami. Jednak wiele problemów sprzed lat pozostało, a niektóre – jak piractwo – wręcz się nawarstwiały. W walce z nielegalnym muzycznym podziemiem pomogła ustawa z 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wygłodniały polski rynek szybko zaczęła zalewać masa zagranicznej muzyki na płytach CD, ale ta ilość niekoniecznie przekładała się na jakość. Dzisiaj, co prawda, szeroko rozwinięty nielegalny handel płytami znacząco się uszczuplił, ale zastąpiło go piractwo w sieci. Maleje sprzedaż płyt CD, za to triumfalnie powróciły winyle, wciąż wydawane są kasety magnetofonowe. W wielu aspektach rynek muzyczny zatoczył w ciągu ostatnich 25 lat koło, ale w innych nastąpiła diametralna zmiana. Jak wychowaliśmy sobie muzyczny biznes w ciągu ćwierćwiecza wolnej Polski, gdzie zostaliśmy w tyle, a czym możemy się chwalić?

Celebracja, głos pokoleń, kasety

To słowa, które często padały z ust moich rozmówców, pamiętających narodziny współczesnego rynku muzycznego w Polsce. Grzegorz Turnau, który niemal równo 25 lat temu wydał swoją pierwszą długogrającą płytę „Naprawdę nie dzieje się nic” (pokryła się złotem, co oznaczało wtedy sprzedaż ponad stu tysięcy egzemplarzy) zauważa: „Ułatwienia technologiczne spowodowały, że powstaje o wiele więcej muzyki niż przed laty. Siłą rzeczy zmieniła się więc ranga albumu. Kiedyś ważna płyta była wydarzeniem roku, a teraz trzeba się starać, żeby była wydarzeniem tygodnia, taki jest natłok albumów. Stopień uwagi, jaką poświęcało się 25 lat temu jednej płycie, a jaki poświęca się dzisiaj, jest nieporównywalny, właśnie ze względu na ilość i dostępność. Dla mojego pokolenia zdobycie zachodniego krążka było nie lada wyczynem. Przegrywało się go na kasetę, żeby nie zepsuć przez wielokrotne słuchanie. Bo dla nas słuchanie nowej muzyki było rodzajem uroczystości. Dzisiaj ta uroczystość się zredukowała, ale czy to jest złe? Nie, jest po prostu inaczej, dla nowego pokolenia tę uroczystość zastąpiło coś innego”. Na początku kariery Turnau sam chodził ze swoimi kasetami w plecaku, próbując wcisnąć je sklepom do sprzedaży. Szybko jednak podpisał kontrakt z dużą wytwórnią i jego kariera wystrzeliła na dobre.

Początek lat 90. to nowe wytwórnie: MJM Music PL, Zic Zac Marka Kościukiewicza z De Mono, Pomaton Piotra Kabaja (dzisiejszego szefa Warner Music Poland) czy Izabelin Adama Puczyńskiego. Raczkowały też małe wydawnictwa, jak chociażby prowadzone przez Łukasza Pawlaka Requiem Records, który zaczynał od nagrywania materiału swoich artystów na już nagrane kasety zakupione na bazarach, powielania okładek na kserokopiarkach i sprzedawania kaset wąskiej grupie fanów wyłapanych m.in. poprzez liczne w latach 90. fanziny. Kasety królowały na łóżkach polowych na miejskich rynkach, wciąż jednak istniał rynek winyli. Muzyczny boom przyszedł za sprawą trzeciego nośnika, płyty CD, która zadebiutowała na muzycznym rynku w 1982 roku za sprawą albumu Abby „The Visitors”. Założyciel MJM Music PL Andrzej Paweł Wojciechowski ten okres wspomina tak: „W Polsce przełom lat 80. i 90. to był złoty czas kaset. Jednak dla wydawców na świecie to był najlepszy okres, bo pojawiły się CD. Dzięki nowemu nośnikowi można było sprzedawać nie tylko premierową muzykę, ale też wznowienia starych płyt. My zaczynaliśmy od sprowadzania płyt kompaktowych i pośrednictwa w sprzedawaniu licencji na winyle. Kiedy polskie firmy zaczęły ograniczać drastycznie produkcję, sam zacząłem wydawać winyle. Niestety te szybko odeszły do lamusa. Przekonałem się o tym, kiedy wypuściłem album MC Hammera z przebojem »U Can’t Touch This«. Pierwszy nakład sprzedał się na pniu w liczbie 25 tys., więc dorobiłem kolejne 5 tys. Tyle tylko, że z tego nie sprzedało się już praktycznie nic. Coraz lepiej radziły sobie za to CD, choć ich początki nie były łatwe. Stanowiły jakieś 10 proc. sprzedaży. Były zwyczajnie za drogie. W Peweksach, do których wstawialiśmy importowane CD, potrafiły kosztować niemal tyle, ile wynosiła ówczesna pensja”. Królowało CD, ale technologiczni giganci i tak zdecydowali się wprowadzić kolejne nośniki. I tak na początku lat 90. Phillips przedstawił DCC (Digital Compact Cassette), a Sony MiniDisc. Żaden z nich się nawet nie zbliżył do sukcesu płyty kompaktowej.


Pozostało 83% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie