Jeśli muzyka ma narodowość, to o tej francuskiej można powiedzieć, że jej cechy charakterystyczne czynią ją rozpoznawalną z daleka. Skupienie na barwie, złożoność muzycznej tkaniny jak w najświetniejszych tapiseriach, subtelność linii melodycznych... Cechy, które nawet dla części melomanów czynią ją trudną w odbiorze, trudniejszą w każdym razie niż muzyka włoska – bardziej przebojowa, rozbuchana, wpadająca w ucho, południowa niezależnie od tego, gdzie powstała. To ona – muzyka włoska – zdominowała Europę na z górą 300 lat, podczas gdy francuska rozwijała się w zasadzie tylko na swoim własnym terenie, wyostrzając z czasem swoje znaki szczególne.

Długi pochód kompozytorów wybitnych, czasem wielkich, który w najlepiej znanym poza samą Francją okresie może się poszczycić takimi znakomitościami jak Claude Debussy, Gabriel Fauré czy Francis Poulenc, zaczął się tak naprawdę w wieku XVII, wraz z narodzinami baroku, także tego muzycznego. Wcześniejsza uniwersalna europejska kultura muzyczna zawdzięczała oczywiście wiele kompozytorom znad Sekwany i Loary, choćby ze Szkoły Notre-Dame czy wielkim, acz skromnym twórcom polifonii renesansowych, jednak wybuch „francuskości” to właśnie przełom renesansu i baroku. I tak jak muzykę włoską współtworzyli nawet Mozart czy Haendel, w miejscach tak od Włoch odległych jak Londyn czy Wiedeń, tak tę francuską zawdzięczamy tylko kompozytorom osiadłym na miejscu, niekoniecznie zresztą Francuzom. Za jej ojca uważa się wszak Giovanniego Battistę Lully’ego, znanego lepiej jako Jean-Battiste (nadintendenta muzyki królewskiej samego Ludwika XIV), tego samego, którego publiczność filmowa poznała dzięki filmowi Gérarda Corbiau „Król tańczy”.

Czasy Króla Słońce i jego własne ambicje mają na muzykę tego okresu wpływ zasadniczy. Ludwik XIV uczynił z niej oręż propagandowy – uroczystości w kaplicy w Wersalu miały najbardziej strojną oprawę muzyczną, pozostającą jednak na wskroś religijną w charakterze. Kapela wersalska była też złożona z najlepszych muzyków swoich czasów, a chór – największy, jak na muzykę wieku XVII wręcz gigantyczny (nawet ponad 40 osób). To tu trafiali (lub o taki awans zabiegali) najbardziej utalentowani, ale też najbieglejsi w dworskich intrygach kompozytorzy. Między dworem a kościołem rozciągała się przestrzeń dla ich talentu.

Lully, Couperin, Rameau czy Marais jako prekursorzy Ravela czy nawet niektórych dzieł „francuskiego” Rossiniego? Tym, którzy do muzyki podchodzą wybiórczo, przywiązując się do swoich ukochanych okresów jej historii, musiałoby się to wydać cokolwiek dziwne. Tak jednak widzi muzykę np. Hervé Niquet, wybitny francuski dyrygent i klawesynista, założyciel i szef zespołu Le Concert Spirituel, który wystąpi w Warszawie 23 lutego. W Filharmonii Narodowej zespół wykona program złożony z dzieł, które powstały w złotym czasie francuskiego baroku, lecz głównie autorstwa mniej znanych dzisiaj kompozytorów. Jego podstawą jest Requiem Pierre’a Bouteillera – kapelmistrza katedry w Troyes i Châlons-sur-Marne – uzupełnione instrumentalnymi m.in. dziełami Henriego Frémarta i samego Marka-Antoine’a Charpentiera. Ta część koncertu jest próbą rekonstrukcji mszy żałobnej z II połowy XVII w. Uzupełnia go Stabat Mater Sébastiena de Brossarda – w swoim czasie wysoko cenionego kompozytora, a także teoretyka muzyki. To muzyka blisko spokrewniona z tą „królewską”, skromniejsza jednak i bardziej skupiona na stronie religijnej, co nie ujmuje jej kunsztu. A w wykonaniu wymaga go chyba nawet więcej.

Le Concert Spirituel w Filharmonii Narodowej | wtorek, 23 lutego, godz. 19:00 | Filharmonia Narodowa w Warszawie, ul. Jasna 5 | Wydarzenie na Facebooku >>>