Fascynująca biografia, ponadczasowe piosenki, niepodrabialny wokal. Sto lat temu urodziła się Edith Piaf, której chropowaty głos wciąż robi wrażenie
Dziennik Gazeta Prawna
Historia jej życia jest fascynująca, ma w sobie coś z bajki. Biedna dziewczynka wychowana na ulicy zostaje wielką gwiazdą” – powiedział „Guardianowi” o Edith Piaf kurator wystawy w The Bibliotheque Nationale de France przygotowanej z okazji 100-lecia urodzin artystki, Joël Huthwohl, i dodał: „Jej repertuar był magiczny, bo trafiał do każdego. W jej prostych piosenkach z pięknymi melodiami każdy z nas odkrywał opowieści z własnego życia”. Z okazji rocznicy urodzin Edith Piaf ukazał się okazały zestaw jej piosenek. W limitowanej wersji boksu „100th Anniversary” znalazło się ponad 300 piosenek, w tym nagrania ze słynnych koncertów Piaf w paryskiej Olympii czy nowojorskiego Carnegie Hall. Dołączono do tego książeczkę z opowieściami z jej życia i zdjęciami. Ukazała się też okrojona wersja wydawnictwa „100th Anniversary”. Składa się na nią 40 piosenek z różnych etapów twórczości „małego wróbelka”.
Przeżyła zaledwie 47 lat. Urodziła się w Paryżu, w grudniu 1915 roku. Legenda głosi, że przyszła na świat na paryskiej ulicy w części miasta zwanej Belleville. Na budynku przy 72 Rue de Belleville jest nawet tablica upamiętniająca ten fakt. Jej akt urodzenia mówi jednak co innego: Édith Giovanna Gassion urodziła się w pamiętającym XIX wiek szpitalu Tenon. Jej rodzicami byli cyrkowy akrobata (Piaf przy wzroście 147 cm była wyższa od ojca o 7 cm) oraz śpiewaczka. Rodzice szybko oddali malutką Edith pod opiekę jej dziadków. Piaf zaczęła pracować, jeszcze zanim ukończyła 10 lat: najpierw pomagała ojcu podczas jego występów, później sama prezentowała wokalne umiejętności. Kiedy miała 17 lat, urodziła córkę, we wspomnianym szpitalu Tenon. Edith, podobnie jak jej rodzice, niespecjalnie radziła sobie z wychowaniem dziecka. Maleństwo zmarło zaledwie po dwóch latach. Tragedia w życiu Piaf zbiegła się z pierwszym punktem zwrotnym w jej karierze. Na paryskiej ulicy odkrył ją bowiem właściciel nocnego lokalu, impresario Louis Leplée, który nazwał ją małym wróbelkiem. Zmarł rok później, ale kariery Edith nie mogło już nic zatrzymać. Kolejną bardzo ważną osobą w jej życiu został śpiewak Raymond Asso. Wprowadził ją w świat okazałych paryskich klubów, a co ważniejsze, poznał z kompozytorką Marguerite Monnot, której piosenki śpiewali chociażby Charles Aznavour, Yves Montand i Marlene Dietrich. Piaf zaprzyjaźniła się z Monnot i była pod jej wpływem przez wiele lat. Kariery Piaf nie zastopowała nawet okupacja niemiecka. Edith występowała w wielu paryskich lokalach dostępnych tylko dla Niemców i kolaborantów (po wojnie musiała się z tego wielokrotnie tłumaczyć). Kiedy do stolicy weszli alianci, występowała już dla nich. Tuż po wojnie wypuściła jeden ze swoich największych przebojów, napisany wraz z Monnot „La Vie en rose”. Rozwinęła się też jej kariera filmowa. Edith grała u boku chociażby Montanda, Juliette Gréco, Gary Coopera, Jeana Marais, Jeana Gabina.
W 1949 roku w katastrofie lotniczej zmarła jej wielka miłość, jeden z najwybitniejszych bokserów w historii (walczył m.in. z Jakiem LaMottą) Marcel Cerdan. Piaf chodziła na jego walki. To zresztą ona prosiła, by w dniu śmierci zamienił podróż statkiem na przelot samolotem, by szybciej mogła go zobaczyć. Rok po śmierci Marcela zaśpiewała piosenkę skomponowaną przez Monnot „Hymne a l’amour”, do której napisała tekst o miłości do Marcela. To jedna z kompozycji, która znalazła się w zestawie „100th Anniversary”. Cerdan nie był ostatnią namiętnością Edith. Na liście jej kochanków znaleźć można m.in. Yves’a Montanda, aktora Johna Garfielda czy mistrza kolarskiego, także aktora, Andrégo Pousse’a. Ponownie stawała też na ślubnym kobiercu, m.in. z piosenkarzem Jacques’em Pillsem (świadkiem na ich ślubie była Marlena Dietrich). W przerwach między miłosnymi uniesieniami Piaf starała się wspierać innych artystów. Pomogła w karierze m.in. Charles’owi Aznavourowi. Z nim też przeżyła chwile grozy podczas groźnego wypadku samochodowego w 1951 roku. Wspierała również karierę młodziutkiego (był od Piaf młodszy o 20 lat) Théo Sarapo. Przy okazji została jego żoną. Dzielili też scenę, nagrali chociażby hit „A quoi ça sert l’amour?” (również jest na „100th Anniversary”). Théo zmarł tragicznie w 1970 roku i został pochowany na paryskim cmentarzu Pere-Lachaise. W tym samym grobie, w którym wcześniej, w 1963 roku, sam pochował Edith Piaf. Artystka zmarła wycieńczona uzależnieniem od leków, narkotyków i alkoholu. Była wychudzona, wyglądała dużo starzej niż w rzeczywistości. Trudno się jednak dziwić po tym, jak przeżyła kilka wypadków samochodowych, operacji, załamań nerwowych, odwyków. Zmarła dzień przed odejściem swojego wielkiego przyjaciela Jeana Cocteau. Ten powiedział kiedyś: „To ją właśnie kontemplują splecione pary, które umieją jeszcze kochać, cierpieć i umierać”. Jej przeżycia, emocje wychodziły z jej przejmującego, chropowatego głosu. Biografia Piaf pełna jest tragicznych chwil i ciemnych zakamarków, ale artystka nigdy nie żałowała swoich decyzji. W jednym z najsłynniejszych przebojów „Non, je ne regrette rien” śpiewała: „Nie! Nie żałuję niczego/ Ani dobra, które mi uczyniono/ Ani zła, już jest mi wszystko jedno!”.
Piosenki w zestawie „100th Anniversary” wciąż poruszają, nawet jeżeli odstawimy jej burzliwą biografię na bok. Wspomniany Huthwohl słusznie zauważył: „Kiedy była wśród nas, uważaliśmy ją za typową francuską kobietę, ze wszystkimi jej słabościami i problemami, która niespecjalnie zmieniła się, nawet kiedy odniosła sukces. Dzisiaj jej osobowość jest wciąż ważna, ale ponad nią są po prostu świetne piosenki, które przetrwały próbę czasu”.
Edith Piaf | 100th Anniversary | Warner Music