„Myślałam, że to głupie i że jestem jedyną osobą, która chce to robić”, wyznała Basford w rozmowie z „New York Timesem”.
Książeczki do kolorowania przeznaczone raczej dla rodziców niż dla ich dzieci – tylko z pozoru ten pomysł może wydawać się dziwaczny. Po nagłej eksplozji popularności kolorowanek w Wielkiej Brytanii psychologowie i publicyści zaczęli wyliczać korzyści z nich płynące. „Niektórzy używają ich, by odstresować się po złym dniu, a jedna z matek powiedziała, że po prostu ma frajdę z kolorowania czegoś innego niż Świnka Peppa i jej córeczki. I oczywiście mają olbrzymie znaczenie nostalgiczne, pozwalają wrócić do czasów dzieciństwa, gdy decyzja, którą kredkę teraz wybrać, była najważniejsza”, pisała Frances Ambler na łamach lifestyle’owego magazynu „The Simple Things”. Kolorowanki dla dorosłych pojawiły się w szpitalach i u psychoterapeutów, podobno pozwalają również walczyć z objawami stresu pourazowego. I nawet jeśli to tylko chwilowa moda, to przynajmniej przez jakiś czas może być realną alternatywą dla bezmyślnego przeszukiwania kanałów telewizyjnych czy obsesyjnego sprawdzania postów na Facebooku. Popularność kolorowanek – i to nie tylko ze względu na zawrotne liczby sprzedanych egzemplarzy – zwróciła także uwagę poważnych mediów, takich jak „The New York Times” i „The Guardian”. A w Polsce właśnie ukazał się „Tajemny ogród”, debiutancka książeczka szkockiej artystki Johanny Basford. Na dobrą sprawę to od niej zaczęła się nowa światowa moda na kolorowanie.
Wydawca, który zaakceptował jej pomysł, także nie do końca wierzył w sukces: pierwszy nakład „Tajemnego ogrodu”, który w Wielkiej Brytanii ukazał się w 2013 roku, wynosił zaledwie 16 tys. egzemplarzy. „Wiedzieliśmy, że ludzie pokochają ilustracje Johanny, ale nie byliśmy w stanie przewidzieć, jak nośny okaże się trend kolorowanek dla dorosłych”, tłumaczyli na łamach „NYT” wydawcy z Laurence King Publishing.