źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Książeczki do kolorowania przeznaczone raczej dla rodziców niż dla ich dzieci – tylko z pozoru ten pomysł może wydawać się dziwaczny. Po nagłej eksplozji popularności kolorowanek w Wielkiej Brytanii psychologowie i publicyści zaczęli wyliczać korzyści z nich płynące. „Niektórzy używają ich, by odstresować się po złym dniu, a jedna z matek powiedziała, że po prostu ma frajdę z kolorowania czegoś innego niż Świnka Peppa i jej córeczki. I oczywiście mają olbrzymie znaczenie nostalgiczne, pozwalają wrócić do czasów dzieciństwa, gdy decyzja, którą kredkę teraz wybrać, była najważniejsza”, pisała Frances Ambler na łamach lifestyle’owego magazynu „The Simple Things”. Kolorowanki dla dorosłych pojawiły się w szpitalach i u psychoterapeutów, podobno pozwalają również walczyć z objawami stresu pourazowego. I nawet jeśli to tylko chwilowa moda, to przynajmniej przez jakiś czas może być realną alternatywą dla bezmyślnego przeszukiwania kanałów telewizyjnych czy obsesyjnego sprawdzania postów na Facebooku. Popularność kolorowanek – i to nie tylko ze względu na zawrotne liczby sprzedanych egzemplarzy – zwróciła także uwagę poważnych mediów, takich jak „The New York Times” i „The Guardian”. A w Polsce właśnie ukazał się „Tajemny ogród”, debiutancka książeczka szkockiej artystki Johanny Basford. Na dobrą sprawę to od niej zaczęła się nowa światowa moda na kolorowanie.

Wydawca, który zaakceptował jej pomysł, także nie do końca wierzył w sukces: pierwszy nakład „Tajemnego ogrodu”, który w Wielkiej Brytanii ukazał się w 2013 roku, wynosił zaledwie 16 tys. egzemplarzy. „Wiedzieliśmy, że ludzie pokochają ilustracje Johanny, ale nie byliśmy w stanie przewidzieć, jak nośny okaże się trend kolorowanek dla dorosłych”, tłumaczyli na łamach „NYT” wydawcy z Laurence King Publishing.

Do dziś na całym świecie sprzedało się blisko 1,5 miliona egzemplarzy. Olbrzymim hitem okazała się w Korei Południowej – prawie jedna trzecia sprzedanych książeczek trafiła w ręce Koreańczyków, a wszystko dzięki popularnemu aktorowi i piosenkarzowi Kimowi Ki-bumowi, który zdjęcia pokolorowanych przez siebie obrazków opublikował na Instagramie. Media społecznościowe szybko podchwyciły kolorowankowy trend, a użytkownicy zaczęli nie tylko wymieniać się pomysłami, lecz także naciskać na Basford, by szybko dostarczyła im nowych wrażeń. Druga książeczka – „Zaczarowany las” (polska premiera we wrześniu) – również trafiła na listy bestsellerów, na trzecią („Lost Ocean”) czekają już dziesiątki tysięcy fanów obserwujących postęp prac na Facebooku i Twitterze artystki.

Autorka „Tajemnego ogrodu” natychmiast doczekała się naśladowców (z których warto wspomnieć choćby Emmę Farrarons i jej „The Mindfulness Colouring Book”), a komercyjną niszę wypełnił tłum żądny pieniędzy (w sprzedaży pojawiły się nawet specjalne zestawy kredek dla dorosłych, choć od tych dziecięcych pewnie różnią się jedynie opakowaniami). Ale sukces 31-letniej Basford nie wynika wyłącznie z tego, że nagle wielu ludzi uświadomiło sobie, że wolny czas mogą spędzać z kredkami w ręku. Jej książeczki to małe dzieła sztuki użytkowej. Wszystkie ilustracje Basford robi ręcznie („Wolę tusz i ołówki od pikseli”, mówi, a komputera używa przede wszystkim do „usuwania śladów po herbacie i rozmazanych odcisków palców” z gotowych prac), inspirując się szkocką przyrodą, sztuką M.C. Eschera, lecz także grafiką użytkową: od projektów opakowań po wzory tatuaży. W każdym z albumów obrazki układają się w pewną logiczną całość – choć oczywiście narrację każdy czytelnik musi ułożyć sobie samemu. W „Tajemnym ogrodzie” można się zgubić w gąszczu gałęzi i liści, wśród owadów i dzikich zwierząt. W przypadku grafik Basford aż głupio używać określenia „kolorowanki”: to skomplikowane, zaskakujące bogactwem wyobraźni ilustracje, które trzeba nie tylko wypełnić kolorem, lecz także uzupełnić własnymi szkicami i pomysłami.

32-letnia Johanna Basford pewnie na długie lata zostanie panią od kolorowanek, ale jej ambicje sięgają zdecydowanie dalej. Za swoje najważniejsze dzieło wcale nie uważa „Tajemnego ogrodu”, lecz okładkę narysowaną do katalogu edynburskiego festiwalu teatralnego Fringe. W serwisie crowdfundingowym Kickstarter udało jej się zebrać pieniądze na projekt Wonderbeasts – wielkoformatową grafikę, współtworzoną przez fundatorów (każdy, kto wsparł przedsięwzięcie, mógł wymyślić kolejny element ilustracji). Marzy o zilustrowaniu okładki „Vogue’a” i zaprojektowaniu wystawy ekskluzywnego londyńskiego domu handlowego Selfridges. W rozmowie z serwisem UCreative.com opowiadała: „Generowane komputerowo ilustracje są zimne i pozbawione życia, a ręczne rysunki są w stanie uchwycić energię i charakter artysty, czego nie da się oddać za pomocą pikseli”. Z kolei zapytana o najlepszą radę, jakiej może udzielić rysownikom, którzy chcą iść w jej ślady, odpowiada po prostu: „Pracuj ciężko i bądź miły”.