Przed wojną Eugeniusza Hanemana pasjonowały podróże i fotografia krajobrazowa. W trakcie okupacji zdjęcia portretowe stanowiły dla niego źródło utrzymania, a potem przyszło mu fotografować bohaterstwo i śmierć Warszawy
Fotografią zafascynował się w wieku zaledwie kilku lat. Początkowo profesjonalnym – jak na owe czasy – aparatem mieszkowym ojca. Z czasem, właśnie od taty, otrzymał swój pierwszy sprzęt fotograficzny – wspominał po latach Eugeniusz Haneman w wywiadzie udzielonym Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego.
W warszawskim gimnazjum im. Reja jego nauczycielem wychowania fizycznego był olimpijczyk i późniejszy bardzo znany powstańczy fotograf Eugeniusz Lokajski ps. Brok. W liceum fotograficznym przy ul. Konwiktorskiej pobierał nauki u guru przedwojennej polskiej fotografii Mariana Dederki. To ten licealny profesor, dostrzegając w swoim uczniu talent, postarał się dla niego o posadę w kawiarni Portret Przy Kawie przy ul. Foksal.
W 1941 r. talent młodego fotografa dostrzegł właściciel ekskluzywnego zakładu fotograficznego van Dyck. „Zostałem u niego i laborantem, i fotografistą, że tak powiem. Fotografowałem różne piękne panie. Panie były przygotowywane do zdjęć, robiony był makijaż, sztuczne rzęsy, sztuczne włosy, peruki, odpowiednie stroje z epoki…” – wspominał Haneman. Zakład szczycił się faktem, że nie obsługiwał Niemców, co udało się stosunkowo łatwo osiągnąć, nie włączając do oferty zdjęć legitymacyjnych, które najczęściej były potrzebne żołnierzom. W tym czasie Haneman wykonał z ukrycia kilka fotografii ukazujących życie w warszawskim getcie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.