statystyki

Sny o imperium. Jak II RP chciała zostać mocarstwem kolonialnym

autor: Wojciech Lada07.12.2019, 16:00; Aktualizacja: 07.12.2019, 17:07
Gustaw Orlicz-Dreszer, Józef Piłsudski, zamach majowy

Józef Piłsudski (w środku) i Gustaw Orlicz-Dreszer (po prawej) na warszawskim moście Poniatowskiego, podczas zamachu majowego 12 maja 1926. Zdjęcie z kolekcji starych zdjęć dr. Marka Tuszyńskiego.źródło: Domena Publiczna

II RP chciała zostać mocarstwem kolonialnym. Jednak podejmowane działania były groteskowe

Magazyn DGP 6 grudnia 2019

Magazyn DGP 6 grudnia 2019

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

W 1 935 r. „Ilustrowany Kurier Codzienny”, jedna z najbardziej poczytnych gazet II Rzeczpospolitej, opublikowała artykuł Zygmunta Dreszera „Liberię można już uważać niemal za polską kolonię”. Autor opowiadał w nim o rodakach, którzy z sukcesami prowadzą plantacje kauczuku, bawełny, ryżu oraz orzeszków kola. Dodawał też coś o zwiększających się wpływach politycznych Warszawy w tym zachodnioafrykańskim kraju i świetnych warunkach dla rozwoju osadnictwa.

W rzeczywistości Liberia nigdy nie stała się naszą kolonią, chociaż autor miał prawo sądzić, że wkrótce nią będzie. Nad Wisłą sporo się wówczas mówiło o rozmowach między oboma krajami prowadzonych na najwyższych szczeblach władzy, o rozwijającej się wymianie gospodarczej, o możliwości zrekrutowania w Liberii stutysięcznej armii żołnierzy na wypadek wybuchu wojny na Starym Kontynencie. Wiele było w tym plotek, jeszcze więcej niemożliwych już dziś do zweryfikowania doniesień medialnych, choć rozmowy istotnie prowadzono, a ich inicjatorem były władze Liberii.

Całe zamieszanie było jednak bardzo w duchu epoki. Polska niemal natychmiast po odzyskaniu niepodległości zaczęła propagandowo uderzać w mocarstwowe tony, nawet wtedy, kiedy nie była jeszcze ustalona właściwie żadna jej granica. Jednym z najwyraźniejszych tego objawów była kolonizacyjna gorączka, która targała krajem przez całe dwudziestolecie.

„Przejęcie” Liberii było akurat najmniej zwariowanym pomysłem.

Pożegnania z Afryką

Zdobywanie dla Polski zamorskich terytoriów miało już wówczas długą tradycję, która zaczęła się, gdy państwo stopniowo znikało z mapy Europy. Uwieczniony przez Juliusza Słowackiego Maurycy Beniowski, uciekając z rosyjskiej Kamczatki, planował zaanektować dzisiejszy Tajwan, do tego kilka bezludnych wówczas wysp japońskich, a przy okazji Madagaskar – którego istotnie został cesarzem. Nie miało większego znaczenia to, że Beniowski był Węgrem, a krainy te chciał zajmować najpierw w imieniu Francji, później USA, wreszcie Anglii, o Polsce nawet się nie zająknąwszy – legenda żyła własnym życiem i zapładniała w dwudziestoleciu umysły Polaków.


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie