statystyki

Od kaowca do animatora czasu wolnego. Krótka historia pogromców nudy

autor: Konrad Wojciechowski17.03.2018, 14:00; Aktualizacja: 17.03.2018, 16:09
Jan Himilsbach jako Sidorowski w filmie "Rejs"

Jan Himilsbach jako Sidorowski w filmie "Rejs"źródło: Inne
autor zdjęcia: youtube.com/StudioFilmoweTOR

Malowanie buziek czy puszczanie baniek mydlanych to chleb powszedni animatora czasu wolnego. Kiedyś funkcja kaowca była pracą u podstaw, dziś to zawód bez przyszłości.

Kultowy „Rejs” Marka Piwowskiego – film o fałszywym kaowcu, który podstępem dostaje się na pokład statku pasażerskiego odbywającego rejs po Wiśle – ukształtował zbiorowe myślenie na temat poziomu organizowanej oddolnie rozrywki w PRL. Czy to na statku wycieczkowym, czy podczas grzybobrania, czy w uzdrowisku na wieczorku zapoznawczym – wszędzie wiódł prym kierownik od rozrywki, zwany instruktorem kulturalno-oświatowym albo w skrócie kaowcem. Miał przede wszystkim zadbać o wypoczynek spracowanej klasy robotniczej, która całą rodziną wyjechała nad morze na zorganizowany urlop w ramach Funduszu Wczasów Pracowniczych. Kaowiec dbał o świadomość klasową swoich podopiecznych – robił im prasówki, uczył pieśni masowych i opowiadał o ruchu robotniczym.

Krzysztof jest za młody, żeby pamiętać tamte czasy, ale „Rejs” widział i jeszcze długo po upadku PRL spotykał na swojej drodze kaowców, jeżdżąc z dziadkami nad morze, w góry, na pojezierze. – W latach 90. w wielu ośrodkach ostali się samozwańczy organizatorzy rozrywki wczasowiczom – wspomina. – Pamiętam mało śmieszne zabawy przy ognisku, typu przerzucanie patyka przez rozłożony koc, zza którego ktoś inny odrzucał dwa razy większy konar. Albo wieczorne posiedzenia na świeżym powietrzu, kiedy kierownik ośrodka w Krasnobrodzie i animator zabaw w jednej osobie chwytał akordeon i na nutę piosenki Wojciecha Młynarskiego kazał wszystkim śpiewać: „Jesteśmy na wczasach w krasnobrodzkich lasach”. Innym razem mocno podchmielony właściciel domków kempingowych, w ramach zacieśniania więzi z kuracjuszami, zmusił babcię do zabawy na huśtawce wagowej. On siedział na jednym końcu – babcia na drugim. Skończyło się na licznych sinikach i otarciach, ale wszyscy dookoła mieli dobry ubaw.

Jak kaowiec został event managerem

Dziś takie zachowanie byłoby nie do pomyślenia, zaś animator pewnie od razu straciłby pracę. Jeszcze bardziej prawdopodobne, że w ogóle by jej nie dostał – w czasie licznych castingów, rekrutacji i szkoleń organizatorzy kursu zawczasu by rozpoznali, że kandydat nie nadaje się do pracy z ludźmi. A jeśli jakimś cudem udałoby mu się przecisnąć przez eliminacyjne sito, wczasowicze nie zostawiliby suchej nitki na jego umiejętnościach interpersonalnych. – Ludzie są dziś bardzo wymagający. Potrafią pisać skargi i składać reklamacje, że im się u nas nie podoba, bo animator za rzadko się uśmiecha – mówi szefowa jednej z firm zatrudniających animatorów do aktywizowania wczasowiczów na wakacjach. A ściślej rzecz ujmując: „animatorów rekreacji i organizacji czasu wolnego”, bo tak w bazie Klasyfikacji Zawodów i Specjalności regulowanej rozporządzeniem Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej brzmi pełna nazwa zawodu uprawianego przez współczesnego kaowca, opatrzonego sygnaturą 342311. Dziś po kaowcu w urzędniczej nowomowie nie ma śladu, choć oczywiście z mowy potocznej owo nazewnictwo nie wyparowało. Starsi pracownicy z tej branży, pamiętający PRL, jeszcze go używają i żaden z nich się nie obraża, kiedy ktoś inny tytułuje go kaowcem. Młodszym kojarzy się on z niegrzeszącym intelektem bohaterem „Rejsu”, więc wolą nowocześnie brzmiące określenia, jak właśnie animator czy event manager.

Z ulotki przygotowanej przez Instytut Badań Edukacyjnych można się dowiedzieć, że animator czasu wolnego ma wszelkie kompetencje do „planowania i organizacji np. aktywnego wypoczynku lub rodzinnego spędzania czasu wolnego, wspólnej zabawy, niezależnie od zainteresowań i stopnia aktywności fizycznej odbiorców usług”. Powinien koniecznie przejawiać „inicjatywę w samodzielnym podejmowaniu zadań wynikających ze zmieniających się warunków realizacji imprez turystycznych, zajęć rekreacyjnych i zadań animacyjnych”. A także, że do jego obowiązków należy dbałość o bezpieczeństwo osób uczestniczących w tychże zajęciach. Nie musi spełniać wygórowanych kryteriów: wystarczy zaświadczenie o niekaralności, ukończone 18 lat oraz świadectwo potwierdzające ukończenie szkoły średniej.


Pozostało 74% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie