Obowiązkiem jest dla mnie dobre wychowanie dzieci, płacenie podatków i uczciwe życie. I staram się to robić, wiodę żywot człowieka poczciwego. Mam jakieś opory przed mówieniem o patriotyzmie. Bo na miano patrioty trzeba sobie zasłużyć.
To był numer przechwałkowy, o tym, że kiedyś miałem mniej, teraz mam więcej i jestem gość.
Potem powiedziałem, że kiedyś nagram odwrotność, takie „Niewyj...ane na baczność”.
Będziemy na „pan”?
Fajnie, z raperem na „pan”.
Myślę, że wszystko, co teraz nagrywam, jest jednym wielkim „Niewyj...ane na baczność”. Cała moja obecna twórczość taka jest. Dzisiaj staram się nie przejmować rzeczami, na które nie mam wpływu, zmieniać to, na co wpływ mam, i odróżniać jedno od drugiego... (śmiech)
– Akurat nie przeszedłem 12 kroków, ale kiedy na drugiej płycie śpiewałem „Wyj...ane”, byłem jeszcze przed terapią. Po pierwszej pojawiły się pieniądze.
Większość, i kiedy nagrywałem drugi album, to wydałem absolutnie wszystko, co mi zostało.
Dlaczego?
Aż tak nie było. Kiedy nagrywałem drugą płytę „Nowe rzeczy”, w większości nie piłem, bo byłem zaszyty. Co prawda po paru miesiącach wszywkę przepiłem i moje ostatnie zapicie było kilka dni po premierze.
Nie piję od 25 marca 2015 r.
To zacząłbym od tego, że najważniejsza jest dla mnie rodzina.
To prawda, kiedy piłem, hasło „rodzina” nie schodziło mi z ust. Zresztą jak teraz spytasz jakiegoś kompletnie nawalonego pijaka, co jest dla niego najważniejsze, też powie, że rodzina, a pije z żalu. Miłość, rodzina, przyjaźń – ciągle posługiwałem się pustymi słowami bez pokrycia.
Rozumiem, a w każdym razie wydaje mi się, że rozumiem, te wartości. Oczywiście może za rok, dwa lata powiem, że w 2018 r. to ja nic nie rozumiałem i dopiero teraz to pojmuję.
I będziemy mówili, że byliśmy idiotami, tyle pracując zamiast mieć czas dla dzieci. Będę mówił, że mogłem rzadziej wydawać płyty i jeździć w trasy, a więcej czasu spędzać z rodziną.
No, 11 lat różnicy...
W końcu występował w teledyskach. Znosi to normalnie, przyzwyczaił się, nie jest to dla niego żadne wielkie „wow”. Czasem tylko żartuję, że jak czegoś nie zrobi, to przyjdę pod szkołę i narobię mu obciachu, bo będę się zachowywał jak hiphopowiec „Joł, men!”. (śmiech)
Nie jestem twórcą abstrakcyjnym, zawsze piszę o tym, jak żyję. Moja twórczość jest bardzo blisko związana z życiem.
W dużym stopniu. Dlatego kiedy było smutno, to i muzyka była smutna, a kiedy jest rodzinnie, to o tym śpiewam.
Teraz zrobiłem teledysk w swoim domu, z dziećmi, gdzie wyglądam, jak wyglądam, a mojego wieku, odkąd się odchudziłem i wszystko mi wisi, nie da się ukryć. Tak więc pełna jawność, a zainteresowanie moją czwartą płytą, która wyjdzie w marcu, jest rekordowe, odsłony na YouTubie też biją wszystko, co robiłem do tej pory.
Widocznie można robić karierę jako facet z rodziną.
Słyszę, że dzieciaki chcą piosenek tylko o seksie, alkoholu i przemocy. A może jest odwrotnie? Może po prostu wszystko, co dostają, to teksty o seksie, alkoholu i przemocy? Sądzę, że część rzeczywiście chce takiego przekazu, ale reszta po prostu tego słucha, bo taka jest muzyka. A dlaczego młody chłopak nie chciałby posłuchać o odpowiedzialności?
Ja to wiem! Sam mu o tym śpiewam i myślę, że słuchanie o tym jest dla nastolatka bardzo ważne. Chłopak, który nie ma męskiego wzorca w domu, będzie go szukał gdzie indziej i może fatalnie trafić. Dzieciaki są naprawdę chłonne i potrzebują autorytetów, wzorców.
Młodzi ludzie bardzo potrzebują wzorca. Nie myślą o tym w kategorii „autorytet”, ale wzorzec, który mogą naśladować, jest im potrzebny.
Że Polska jest jedną z tych spraw, na których mi zależy.
NCK zaprosiło mnie na spotkanie w Kancelarii Prezydenta o 100-leciu niepodległości. Nie wiem, co może raper z tym zrobić, zobaczymy.
Zostałem zaproszony, by na obchodach 40. rocznicy Czerwca ’76 zaśpiewać „Szosę E7” i nie był to dla mnie pierwszy kontakt z jego piosenkami. Kelusa znałem już wcześniej.
Jestem z Radomia, jak mogłem nie znać „Szosy E7”?!
Znałem nie tylko Kelusa, ale jeszcze za moich pijących czasów słuchałem Kaczmarskiego, Gintrowskiego, Wysockiego, choć rosyjskiego nie znam. Na szczęście są translatory.
To bardzo mi miło. Oczywiście nie wiem, „co poeta miał na myśli”, bo to tylko moja interpretacja, w której wybiłem: „I tylko nie wiem, gdy przyjdzie pora / To co odpowiem, gdzie wtedy byłeś?”.
Każdy czas, każdy człowiek ma swoje wyzwania. Dziś dla mnie patriotycznym obowiązkiem jest dobre wychowanie dzieci, płacenie podatków i uczciwe życie. I to robię, staram się to robić, wiodę żywot człowieka poczciwego, osiadłem jak Skrzetuski w pieleszach. Mam jakieś opory przed mówieniem o patriotyzmie.
Bo na miano patrioty trzeba sobie zasłużyć. Nie mogę sam się nazwać patriotą, bo to będzie śmieszne. Mam teraz opowiadać, że jestem patriotycznym raperem i śpiewam patriotyczny hip-hop, a pan jest patriotycznym dziennikarzem?
Więc zostaje mi moje normalne życie i wywieszanie flagi z okazji świąt państwowych, co zawsze robię. W tych dniach nie gram też koncertów, bo to czas, który trzeba spędzać odświętnie, z bliskimi. 11 listopada jeżdżę z rodziną do Poznania, tam jest św. Marcin, rogale. To drobne rzeczy, które nie czynią ze mnie wielkiego patrioty.
Ja nie. Głosuję w wyborach, jasne, ale się nie angażuję.
Nie dzieje się nic takiego, co miałoby mnie przerażać, martwić. Ani moja wolność nie jest zagrożona, ani żadne swobody. Moich tekstów nikt nie chce cenzurować, więc nie.
Równomiernie. Muzycy rockowi mają tantiemy z radia, nas nie grają, ale za to lepiej sprzedajemy płyty. Tak samo bilety – to my jesteśmy głównym nurtem, choć nas nie ma na dożynkach.
Pomaga mi to, że sam jestem wydawcą swoich płyt.
Sí, senor Mazurek. Jestem biznesmenem, płacę podatki, ZUS, wszystko...
Pojedyncze ciuchy, ale nie mogę się temu poświęcić, bo doba jest ograniczona i mam inne sprawy. Czas nie jest z gumy.
Tak, za muzykę odpowiadają producenci, a ja piszę teksty i potem je melorecytuję, staram się podśpiewywać. Nigdy nie nazywam się muzykiem, tylko raperem. Ale czy tekst w rapie jest ważniejszy niż w rocku czy w popie? Nie wiem.
Myślę, że wiele osób się utożsamia. Jedno, co różni rap od popu czy rocka, to fakt, że na pewno nie jesteśmy muzyką tła, muzyką towarzyszącą, dlatego właściwie nie ma nas w radiu.
Bo to muzyka, która wymusza uwagę, koncentrację.
Rano wstaję, robię śniadanie synom, młodego do żłobka, a potem idę do pracy, do biura.
Oczywiście, tam mam faktury, pracę. Biorę laptopa i pracuję. Teksty zresztą też tam pisałem, tam robię sobie trening, bo mam tam drążek i ciężary. I tyle.
Próbowałem poradzić sobie z wagą, bo wcześniej regulowałem sobie emocje kompulsywnym obżeraniem się, potrafiłem o trzeciej w nocy do McDonalda jechać, tyć po 10 kg miesięcznie. Miałem z tym to samo, co z alkoholem.
Jeżdżę po Polsce od pięciu lat i nie widzę, w czym Radom miałby być gorszy, skąd się to wzięło.
Nie wiem, niektórzy mówią, że jeszcze wcześniej, że tu się budzi Gierek i jego słowa: „Wstyd mi za tych z Radomia”. Może to krążyło, a teraz podgrzane jeszcze urosło.
Zawsze znajdą się ludzie, którzy, by poczuć się lepiej, będą ośmieszać innych, ale z drugiej strony jest w tym też dużo bezmyślnego powtarzania, śmieszków, za którymi nic więcej nie stoi. W końcu żyjemy w czasach internetowej beki.
Zaczynałem jeszcze w liceum, ale po nim nie poszedłem na studia. Od pierwszej klasy jeździłem na saksy do Niemiec, do ojca i tam pracowałem. I po maturze wyjechałem tam ułożyć sobie życie.
Oczywiście, tylko złapali nas, jak pracowaliśmy na czarno przy remoncie mieszkania. A że kiedy wpadli, to ja akurat odkręcałem gniazdko, żeby zedrzeć tapetę, więc w dokumentach mi wpisali: „Specjalista od instalacji elektrycznych”.
Jestem zupełnie nietechniczny. No ale tak się zakończyła moja kariera robotnika w Niemczech, dostałem trzyletni zakaz wjazdu i wróciłem do Radomia.
Nie bardzo wiedziałem, co ze sobą robić, o pracę w Radomiu było wtedy ciężko, więc rzeczywiście poszedłem na studia. Mam wykształcenie jak Kwaśniewski – absolutorium i nie napisałem pracy.
Byłem na międzywydziałowych studiach historyczno-filozoficznych.
Głównie historia. Skończyło się tak, że nie napisałem pracy, no nie mogłem się zmusić, lecz zainteresowanie historią mi zostało.
Jak tylko mam czas, czyli ostatnio mniej, bo raczej słucham audiobooków. Niestety, na stacjach nie ma ambitnej literatury, więc ostatnio były kryminały skandynawskie, ale i „Cesarz” Kapuścińskiego. Hajle Selasje przydał mi się zresztą do piosenki „Cesarz” na najnowszej płycie. Ale wcześniej były choćby „Opowiadania kołymskie” Szałamowa.
Połamałem antenę i nie mogłem słuchać radia, to dlatego... (śmiech)
A tak pracowałem w sklepie z artykułami dziecięcymi, zostałem listonoszem, pracowałem w okienku na poczcie.
Już raz mnie uhonorowała, ucinając mi etat i nie przedłużając umowy, co mi na dobre wyszło, bo miałem motywację, żeby iść w rap.
Od dawna mówiłem o sobie, że jestem alkoholikiem, nie rozumiejąc, co to znaczy. Tak naprawdę zrozumiałem to dopiero wtedy, kiedy poszedłem na terapię.
Robiłem sobie w internecie testy „Sprawdź, czy jesteś alkoholikiem” i miałem 12 odpowiedzi na 13 w wieku 19 lat! Teoretycznie to wiedziałem, tylko że jakoś to do mnie nie docierało.
Parodniowe, miesięczne, kilkumiesięczne, tak, to wszystko było. Oczywiście różnie to wyglądało, bo kiedy byłem bezrobotny, to stałem od rana pod sklepem albo piłem gdzieś na osiedlu, a kiedy pracowałem, to starałem się w tygodniu nie pić, za to w weekendy nadrabiałem. Przepijałem całe urlopy.
Nie piłem tyle, ile chciałem, z braku pieniędzy, ale jak się pojawiły po płycie, to poszło. Wcześniej też pewnie stoczyłbym się bardziej, gdyby nie to, że do 30. roku życia mieszkałem u rodziców. To mnie trzymało.
Od trzeciego roku studiów.
Historia, niestety, lubi się powtarzać. Zresztą w „Smutku” o tym śpiewałem. W moim trzeźwieniu bardzo pomogło mi to, że poznałem Martę, moją narzeczoną. Ona ma wielki wpływ na moje życie w wielu aspektach.
(śmiech) Ale ja chcę tylko tyle o niej powiedzieć. Nie chcę, żeby wyszło tabloidowo.
Marta jest fundamentem mojego nowego życia. Nie wiem, czy wyszedłbym na prostą, gdyby się nie zjawiła.
Stół nie stoi na jednej nodze i w trzeźwieniu też najważniejsze jest to, by budować swoje życie w wielu obszarach. Chcę mieć porządek wszędzie. I ja dzisiaj jestem spełniony osobiście, spełniony rodzinnie, spełniony zawodowo.
Wstydzić to się mogłem, kiedy leżałem gdzieś pijany, a nie tego, że przyszedłem się leczyć. Więc się nie wstydziłem, zresztą i tak o tym śpiewałem, więc wszyscy wszystko wiedzieli.
34 lata!
Tak czy inaczej, jestem starszy od swojego przeciętnego słuchacza.
Jest też młoda fala raperów, ale ma pan rację, że coś w tym jest.
Jestem cały czas bardzo aktywny w mediach społecznościowych, tam się z nimi komunikuję. Jasne, wiem, że jestem od nich starszy, ale biorą mnie takiego, jakim jestem.
Czasem piszą, ale na to nie da się łatwo odpowiedzieć. Na każde pytanie, co z takim czymś zrobić, odpowiadam: „Iść do lekarza”. Mam świadomość, że niektórzy mogą mnie traktować jak autorytet, ale staram się bardzo ten balonik przekłuwać. Głównie zresztą przekłuwam go ze strachu przed odpowiedzialnością. Na nowej płycie śpiewam wprost: „Nie pytaj mnie o nic”.
Nie jestem ich terapeutą, nie uleczę ich rodzin czy ojców. Każdy odpowiada za swoje życie. A moje rady? Staram się ich przekonać, by się ze mną nie utożsamiali. Nie głoszę prawd objawionych i proszę mnie nie słuchać.
Bo za rok, dwa lata wszystko może się zmienić, mogę mówić zupełnie coś innego. I dlatego proszę nie wcielać w życie rad żadnych artystów.
Słyszę, że dzieciaki chcą piosenek tylko o seksie, alkoholu i przemocy. A może jest odwrotnie? Może po prostu wszystko, co dostają, to teksty o seksie, alkoholu i przemocy? Sądzę, że część rzeczywiście chce takiego przekazu, ale reszta po prostu tego słucha, bo taka jest muzyka. A dlaczego młody chłopak nie chciałby posłuchać o odpowiedzialności?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu