PROZA I ESEJE | Jest źle – zdają się mówić Michel Houellebecq i Virginie Despentes. Ale w kwestii tego, dlaczego właściwie z Zachodem jest źle, już zgody brak
W powietrzu czuć odór nadciągającego pożaru – nawet jeśli to nieprawda, nastroje w Europie są dość dekadenckie. W rozmowach na temat końca znanego nam świata często powraca przykład Francji. Francja, powiada się, wpadła w turbulencje, nie radzi sobie, jest w kłopotach. Francja, pogrążona w socjalnych strajkach, zaszachowana przez islamski terroryzm, przymierzająca się do głosowania na skrajną prawicę, to podobno nasza przyszłość. Cóż, nie da się ukryć, że nasza przyszłość ma chwilowo własne problemy – bo my już w zeszłym roku zagłosowaliśmy.
Tak czy owak, warto spojrzeć na kwestię potencjalnej francuskiej apokalipsy oczyma samych Francuzów i Francuzek. Zrządzeniem wydawniczego losu właśnie ukazały się u nas książki ważnych i opiniotwórczych autorów znad Sekwany, Michela Houellebecqa i Virginie Despentes. Oboje dostrzegają stan kryzysowy, ale skrajnie się różnią zarówno w kwestii jego diagnozy, jak i dróg możliwej terapii.