Wyidealizowana starożytność, świat filozofii, gramatyki i kolumnady, jest wynalazkiem nowożytności – mówi Jakub Szamałek, autor znakomitego cyklu kryminałów osadzonych w greckim antyku
Doktorat z archeologii, otwarte drzwi do międzynarodowej kariery naukowej – a pan zostaje pisarzem. Skąd ten wybór?
Drzwi rzeczywiście były chyba otwarte, ale w pewnym momencie zorientowałem się, że nie mam po prostu ochoty przez nie przechodzić. Przypominam sobie pewne seminarium – piątkowym popołudniem, w bardzo dusznej sali. Deszcz bębnił o szyby, siedzieliśmy tradycyjnie nad Tukidydesem, nad którym siedzi się podobnie już od jakichś 300 lat. Kolega z roku miał odczyt; dukał, męczył się, nie mógł znaleźć u Tukidydesa cytowanego przez siebie ustępu. Mój promotor, prowadzący to seminarium, najzwyczajniej w świecie zasnął. Ocknąwszy się, niezrażony tym, że spał, zadał pytanie, a następnie sam sobie udzielił wyczerpującej odpowiedzi. Wtedy zasnął z kolei kolega, który dawał odczyt. I w tamtej chwili pomyślałem, że może nie jest to zajęcie, któremu chcę poświęcić resztę życia. Ale jednocześnie miałem wrażenie, że dzięki tym naukowym przygodom zebrałem całe mnóstwo ciekawych informacji i faktów nieznanych szerszemu odbiorcy, utopionych w morzu nudnych, suchych wywodów. Zacząłem eksperymentować – i z tego eksperymentowania narodziła się książka „Kiedy Atena odwraca wzrok”, pierwsza część cyklu o Leocharesie.