Krótkie formy Zadie Smith to robota koronkowa – każdy detal został tu wykończony z niebywałą precyzją
ikona lupy />
Dziennik Gazeta Prawna
Ładnie pisze Zadie Smith o tym, jak wiele różni powieść od opowiadania. Są pisarze jak Alice Munro czy Etgar Keret, którzy tylko w obrębie krótkich form potrafią się poruszać jak po własnym terenie. Są też tacy jak Orhan Pamuk i Zadie Smith – ich wyobraźnia bywa rozrzutna, czują więc nieodpartą potrzebę poszerzania pola widzenia. Oboje mają przecież w pamięci wielkich klasyków literatury: Manna, Tołstoja, Dickensa, Joyce’a, Nabokova.
Zadie Smith pokornie przyznaje, że do pisania opowiadań nie ma wrodzonego talentu, a jej próby tworzenia lapidarnych form przez wiele lat miały się kończyć fiaskiem. Opowiadanie wymaga niebywałej koncentracji i autodyscypliny. Trzeba uważać, by jego szkic nie zamienił się przypadkiem w początek wielowątkowej powieści. „Mój umysł jest we wszystkich swoich aspektach rozlazły, rozwlekły, gadatliwy i niedookreślony. Opowiadanie wymaga według mnie szczególnego kunsztu” – przekonuje pisarka, by za chwilę wyznać: „Minęło wiele czasu, zanim zrozumiałam, że opowiadanie nie musi zawierać całego życia i losu każdego ze swoich bohaterów. Nie każda postać musi być zaraz Pickwickiem”.
Przyzwyczailiśmy się, by powieści Smith opisywać etykietą prozy o poszukiwaniu tożsamości; o wielokulturowym tyglu, jakim stał się zachodni świat, w którym pamięć o własnych korzeniach oznacza dziwaczny atawizm i niepotrzebny balast. To etykieta użyteczna, choć lepiej na twórczość autorki „Białych zębów” patrzeć pod wieloma kątami. Smith jest nie tylko utalentowaną pisarką, ale i wielką erudytką. Świadomie szafuje odwołaniami do tradycji europejskiej i amerykańskiej literatury. Po jej książkach możemy się poruszać jak po labiryntach, bawiąc się w poszukiwania ukrytych wskazówek. W „Białych zębach” o losach kilkorga bohaterów pisarka opowiedziała, kreśląc historyczną panoramę ubiegłego stulecia; „O pięknie” było udaną realizacją marzenia Smith o stworzeniu współczesnej wielkiej powieści realistycznej; napisany z mniejszym rozmachem „Londyn NW” pod wierzchnią warstwą tekstu również kryje wiele znaczeń – szukajmy śladów choćby Jamesa Joyce’a i Virginii Woolf. Nałożenie klasycznych ram powieściowych na dzisiejsze realia doskonale pozwala pisarce ukazać paradoksy współczesności.
Zbiorek „Lost and Found. Opowiadania” pokazuje inne oblicze Zadie Smith. W trzech opowiadaniach, stworzonych na zamówienie pism „Granta” i „New Yorker”, autorka „O pięknie” postanawia dać poleniuchować swoim postaciom, odpuścić im reprezentowanie idei, pozwolić po prostu być ludźmi. Smith nazywa opowiadania „eposami upakowanymi w naparstku”. Szukając oparcia w klasykach, tym razem sięga do Czechowa. Jej krótkie formy prozatorskie to robota koronkowa; każdy detal został tu wykończony z niebywałą precyzją, najważniejsi jednak są bohaterowie i ich trudne do zdefiniowania emocje.
Mamy oto Marthę, irytującą dziewczynę, której zachowanie zdaje się irracjonalne. Poznajemy ją po kawałku: po sztywnej fryzurze afro, zardzewiałych guzikach od tandetnej marynarki, kilku burknięciach w stronę agentki nieruchomości, do której przychodzi na spotkanie. Wystarczy krótka bezsłowna scena, byśmy zrozumieli emocjonalne uwikłanie Marthy i zaczęli jej współczuć. Podobnie pojmujemy dramat samotności kucharza z podejrzanej knajpy w scenie malowania pokoju dla córek. Sytuacje bohaterów odzwierciedlają puste miejsca w domach. Za duży dom w opowiadaniach Smith symbolizuje poczucie braku przynależności jej postaci. Fatou, czarnoskóra dziewczyna, pracująca niewolniczo dla rodziny zamożnych hinduskich imigrantów, jako jedyna zostawia puste miejsce po sobie. Tylko ona zdaje się mieć szanse zacząć wszystko od nowa.
Opowiadania Smith to mistrzowskie miniatury. Są jak drzewka bonsai: tętnią życiem, choć trzeba przyglądać im się z bliska.



Lost and Found. Opowiadania | Zadie Smith | przeł. Michał Kłobukowski | Znak 2015
Warszawa czyta
„Człowiek nie pies i czytać musi” – brzmi żartobliwe hasło trzeciej edycji Big Book Festivalu. Przyznajmy, że ta prosta prawda niekiedy nam umyka. Jeśli mamy na sumieniu czytelnicze zaniedbania, warto je odrobić przy okazji jednej z najbardziej atrakcyjnych imprez literackich w warszawskim kalendarzu. Podczas trzech dni odbędzie się 40 spotkań, na których zjawi się stu gości. Nie byle jakich. Spodziewajmy się pisarzy z najróżniejszych krajów – od Indii po USA. Niekwestionowaną gwiazdą będzie Zadie Smith, brytyjska pisarka, która już w wieku 26 lat, jako autorka debiutanckiej powieści „Białe zęby”, stała się ikoną literatury poruszającej problem wielokulturowości. Autorka o irlandzko-karaibskich korzeniach, urodzona w Londynie, mieszkająca w Nowym Jorku, należy do grona największych współczesnych autorytetów w literaturze. Do Warszawy przybędą także: Norweżka Herbjorg Wassmo; Brytyjka Sophie Hannah, która opublikowała kontynuację serii o Poirocie, Władimir Sorokin – jeden z najpopularniejszych w Polsce pisarzy rosyjskich, i Hanif Kureishi, enfant terrible brytyjskiej literatury, autor kultowego „Buddy z przedmieścia” i scenarzysta „Intymności” Patrice’a Chéreau. Pojawią się wybitni i dobrze znani pisarze polscy, m.in. Magdalena Tulli, Anna Janko, Joanna Bator, Stefan Chwin, Artur Domosławski. Niektórzy nawet przybędą z psami, bo wedle zapowiedzi ma być radośnie, na luzie i nie do końca poważnie. MW