Okiełznaliśmy naszą dziką naturę, ale przy okazji straciliśmy też spontaniczność – mówi Jean-Charles Hue, reżyser filmu „Z jednej krwi”
„Z jednej krwi” to pana drugi pełny metraż, w którym występuje rodzina Dorkel. W pewnym sensie od nich zaczęła się pana kariera filmowca. Jak znalazł pan swoich bohaterów?
Kiedy miałem 25 lat, odkryłem, że mój pradziadek był nomadem. Urodził się w Serbii, wraz z rodziną utrzymywali się z obwoźnej sprzedaży ręcznie wyrabianych koszyków. W świetle tego odkrycia zapragnąłem dowiedzieć się więcej o cygańskiej społeczności. Rodowe nazwisko mojej matki to Dorkel, popularne w cygańskich kręgach. Brat mamy, wuj Romain, któregoś dnia dostrzegł stojący przed bramą cygański karawan. Cyganie zatrzymali go, bo nazwisko na furtce było takie samo jak ich – Dorkel. Zaczęli rozmawiać, porównywać rodzinne zdjęcia – wszystko się zgadzało! Przez czysty przypadek udało się odnaleźć nieznaną nam wcześniej część rodziny. Ja sam dopiero co wróciłem wtedy z Indii, gdzie prowadziłem badania nad cygańską muzyką. I wtedy zadzwonił wujek z tą informacją... Nie wiem, czy to był zbieg okoliczności, czy znak.