Autopromocja

"Niezniszczalni 3" - kino macho bez krwi

Niezniszczalni 3 - kadr z filmu
Niezniszczalni 3 - kadr z filmuMedia / Phil Bray
14 sierpnia 2014

Film „Niezniszczalni 3” można by bez trudu zmiażdżyć, gdyby nie jeden szkopuł. Takie filmy ogląda się właśnie dla kuriozalnego scenariusza, pościgów, bijatyk i tekstów, które pewnie wielu z nas chciałoby przynajmniej raz w życiu sprzedać swojemu wrogowi.

Dlaczego, gdzie i skąd – tych pytań nie powinni zadawać sobie widzowie trzeciej części „Niezniszczalnych”. Poziom absurdu przekroczył tu znane limity. Do tego dochodzą wszelkie filmowe schematy, drewniane aktorstwo i masa wybuchów. Film „Niezniszczalni 3” można by bez trudu zmiażdżyć, gdyby nie jeden szkopuł. Takie filmy ogląda się właśnie dla kuriozalnego scenariusza, pościgów, bijatyk i tekstów, które pewnie wielu z nas chciałoby przynajmniej raz w życiu sprzedać swojemu wrogowi. Z „Niezniszczalnymi” jest jak z kinem macho z lat 80.: mało rzeczy rozluźnia bardziej od oglądania rozprawiających się ze zbirami Stallone’a czy Schwarzeneggera. Takim rozluźniającym seansem są „Niezniszczalni 3”.

Do ekipy najemników znanych z poprzednich części dołączają tu Harrison Ford, Antonio Banderas, Mel Gibson i Wesley Snipes. Na ekranie pojawiają się też m.in. Kelsey Grammer (Złoty Glob za rolę w serialu „Boss”) i Robert Davi („Goonies”, „Szklana pułapka”). Skinięciem w stronę młodszej widowni (tej, która nie wychowała się na „Rambo” i „Szklanej pułapce”) jest zatrudnienie młodych wykonawców, choć część z nich trudno nazwać aktorami – to przede wszystkim mistrzowie sztuk walki: Ronda Rousey (dżudoczka i zawodniczka MMA), Victor Ortiz (bokser), Glen Powell i Kellan Lutz. Na tle starych wyjadaczy (Ford, Stallone, Arnold, Gibson, Lundgren, Banderas i Snipes mają razem niemal 500 lat) młody narybek wypada jednak blado. Może nie licząc widowiskowo bijącej się Rousey. Obraz skierowany jest do młodszej widowni także dzięki temu, że nie widać w nim krwi, a przecież giną w nim setki osób i to na różne sposoby. Sam film jest zresztą, oprócz walki Barneya (Stallone) ze Stonebanksem (Gibson), trochę o konflikcie pokoleń i odchodzeniu starych wyjadaczy na emeryturę.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.