Autopromocja

"13 grzechów": Grzech nie obejrzeć

"13 grzechów" Ron Perlman
"13 grzechów" Ron PerlmanMedia / Michele K. Short
16 kwietnia 2014

"13 grzechów" smakuje wybornie jako antykapitalistyczna agitka, nieco gorzej jako rasowy thriller. Ale nie powoduje niestrawności.

Nawet w tym drugim wypadku nie jest wcale znów tak źle. Irytujące są jedynie te sceny i wątki, które zostały dodane z tego tylko powodu, ażeby uszczęśliwić nastoletniego widza. Jest tu więc i obowiązkowe bezczeszczenie zwłok, i wyraźnie inspirowana przestarzałą już „Piłą” rzeźnia. Ale po kolei. Oto everyman, jakich w tekstach kultury wielu, odbiera telefon. Rozmówca stawia sprawę jasno: wykonaj 13 zadań, a zamiast żyć w długach, zaczniesz pławić się w dostatku. Jest więc „13 grzechów” popkulturową wariacją na mit o Heraklesie uzupełnioną o inspiracje „Truman Show” Petera Weira. Ale nade wszystko to remake tajlandzkiego filmu „13 game sayawng”. W odróżnieniu od oryginału jest tu o wiele mniej przejmująco i znacznie bardziej na bakier z wiarygodnością. Ale przesłanie pozostaje. Co prawda Daniel Stamm powtarza jedynie kilka lewicowych truizmów, według których światem rządzi wąska grupa bogaczy, znudzonych życiem i szukających rozrywki kosztem uboższych.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png