Przestrzennie ograniczony do wnętrza pędzącego samochodu „Locke” to popis żelaznej dyscypliny. Oparty na kreacji jednego aktora film dźwiga ciężar narracyjnej struktury i aż kipi od emocji
Tytułowy bohater to przykładny mąż i ojciec, który jest u szczytu swojej kariery zawodowej. Następnego dnia ma powstać jego opus magnum, największa w Europie konstrukcja architektoniczna, której budowę miał nadzorować. Jednak jeden telefon sprawi, że bohater przewartościuje swoje priorytety. Zamiast na miejsce budowli uda się do oddalonego o kilka godzin jazdy szpitala w Londynie, gdzie w oczekiwaniu na poród leży jego ekskochanka.
W historii Locke’a wybrzmiewa cały dramat jednej tylko pomyłki, której konsekwencje niczym jad zatruwają kolejne obszary życia bohatera. Bo Locke pomylił się tylko raz, kiedy ni to z litości, ni to z samotności, będąc w delegacji, poszedł do łóżka ze swoją asystentką. Ale, jak zostanie mu przypomniane, różnica pomiędzy raz a nigdy jest jak różnica między zły a dobry. W czasie projekcji trudno jednoznacznie sklasyfikować postawę bohatera. Współczucie miesza się tu z potępieniem, wiara w to, że uda mu się wszystko naprawić, z poczuciem jego fiaska i beznadziei. Duża w tym zasługa Toma Hardy’ego, wcielającego się w tytułowego bohatera. Aktor tak konstruuje swoją postać, że udaje mu się wygrać całe spektrum cech i emocji, nierzadko przeciwstawnych i sprzecznych. Jako Locke jest opanowany i targany emocjami, egoistyczny i pełen poświęcenia dla innych, bezwzględny i tchórzliwy, władczy i podporządkowany, opiekuńczy i niedbały, mądry i głupi jednocześnie. Poskładanie tych emocjonalnych puzzli w jedną wiarygodną całość przypieczętowuje talent brytyjskiego aktora.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.