Trzydziestoparoletniemu Henrikowi z „Mężczyzny prawie idealnego” z pewnością przydałby się doradca pokroju Humphreya Bogarta, który udzielał rad fajtłapowatemu Woody’emu Allenowi w filmie „Zagraj to jeszcze raz, Sam”. Kłopot w tym, że gwiazdor „Casablanki” chętniej spuściłby pewnie bohaterowi „Mężczyzny prawie idealnego” tęgie lanie.
Henrik nie ma nic wspólnego ze stereotypowymi obiektami kobiecych westchnień, lecz nie wydaje się tym specjalnie zmartwiony. Zamiast wkraczać w dorosłość, woli – wraz z kumplami – zataczać się od baru do baru. Wydawałoby się, że w swej gnuśności i egoizmie może wzbudzać wyłącznie irytację. Szczeniacki bunt miewa jednak swój czar, a z biegiem czasu bohater odsłania przed nami niespodziewaną złożoność. Henrik pozostaje rozdarty pomiędzy pogardą dla mieszczańskiej stabilizacji a poczuciem odpowiedzialności za ciężarną żonę.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.