„Thor: Mroczny świat” to widowisko chwilami oszałamiające, ale teraz nie da się inaczej: komiksowe blockbustery muszą być szybsze, głośniejsze, bardziej efektowne.
Pierwszym scenom filmu Alana Taylora bliżej do spektakularnego widowiska batalistycznego skrojonego według wzorca ustanowionego przez „Władcę Pierścieni” Petera Jacksona niż do poprzednich blockbusterów, które zeszły z taśmy produkcyjnej fabryki Marvela. Ba, nawet zdolny poruszać się między wymiarami statek kosmiczny mrocznych elfów przypomina zmechanizowane oko Saurona, łypiące łakomie na londyńską dzielnicę Greenwich, którą lada chwila ma pochłonąć. Kenneth Branagh, reżyser pierwszej odsłony „Thora”, preferował spektakl skromniejszy, przynajmniej jak na standardy wielomilionowej produkcji rozrywkowej głównego nurtu. Sporo czasu ekranowego poświęcił tłumaczeniu prawideł rządzących asgardzkim światem i skupił się na motywie dojrzewania do odpowiedzialności.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.