Autopromocja

"Wenus w futrze" - recenzja

"Wenus w futrze" Emmanuelle Seigner
"Wenus w futrze" Emmanuelle SeignerMedia
13 listopada 2013

Czy na pewno wszyscy oglądaliśmy ten sam film? Czytając kolejne entuzjastyczne recenzje z „Wenus w futrze” Romana Polańskiego, zastanawiam się, co ze mną jest nie tak, skoro pomimo najszczerszych chęci nie dostrzegam w filmie wspaniałości, o których rozpisują się koledzy.

 Zamiast „porażającej wiwisekcji ludzkiej psychiki” zobaczyłem przeciętnie udany, dłużący się Teatr Telewizji albo mało apetyczną, pełną pychy ekshibicjonistyczną zabawę starzejącego się satyra w mechanicznym stylu eksplorującego tematykę walki płci i seksualnych gier. Po autorze „Wstrętu” i „Lokatora” można było oczekiwać więcej. Sztuka teatralna Davida Ivesa „Wenus w futrze” jest wariacją na temat dziewiętnastowiecznej powieści erotycznej Leopolda von Sacher- Masocha. Wanda (Emmanuelle Seigner) przychodzi na casting prowadzony przez egotycznego reżysera Thomasa Novachka (Mathieu Amalric). Przesłuchanie stanie się areną sadystycznej, perwersyjnej, ale i komicznej woltyżerki słów, ze zmianą płciowych kodów na czele. W nowelce Masocha Wanda sprawiała wrażenie zboczonej walkirii – mocarnej wojowniczki. Dla Polańskiego i Ivesa ważniejsza staje się naskórkowa diagnoza rzeczywistości, w której rozbudzone samice alfa rządzą słabymi, egotycznymi samcami. Walka płci to dzisiaj męski walkower ze spóźnionym erotycznym zapłonem. „Kobieta, która nosi futro, nie jest niczym innym jak wielką kotką” – pisał Sacher-Masoch.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png