Autopromocja

"Droga na północ" - recenzja

"Droga na północ"
"Droga na północ"Media / Veera Aaltonen
8 października 2013

"Droga na północ" Miki Kaurismäkiego, czyli kino drogi w kraju tysiąca jezior i Świętego Mikołaja.

Nowy film Kaurismäkiego zabiera widza w intrygującą podróż po fińskiej prowincji. Historia mężczyzny, który próbuje odbudować relacje ze swym dorosłym synem, nie grzeszy może oryginalnością, ale zostaje opowiedziana ze swadą. „Droga na północ” bywa rubaszna, ale nie wulgarna, sentymentalna, lecz nigdy ckliwa.

Mice Kaurismäkiemu po raz kolejny nie udaje się dorównać swemu starszemu bratu. W przeciwieństwie do twórcy „Człowieka z Hawru” reżyser „Drogi...” nie wydaje się jednak aspirować do grona autorów kina. Kaurismäki nieźle sprawdza się za to jako twórca kina gatunkowego wpisujący narracyjne schematy filmu drogi w realia współczesnej Finlandii. Reżyser zdradza także wrażliwość na szczegóły, które definiują tożsamość bohaterów i czynią ich bardziej atrakcyjnymi w oczach widza. Szczególnie ciekawa wydaje się w „Drodze...” postać ojca. Postawa Leo nie ma nic wspólnego ze stereotypowym wizerunkiem surowego patriarchy. Jowialny 60-latek, daleki kuzyn „Kolesia” Lebowskiego z filmu braci Coen, nie rozstaje się z butelką finlandii, a nieodłącznym elementem garderoby czyni hawajskie koszule. Jako osoba ukształtowana najpewniej przez wyzwolone obyczajowo lata 60. wprowadza w życie swojego syna odrobinę potrzebnego fermentu. Leo bez trudu zauważa, że – pozujący na człowieka sukcesu – Timo również cierpi z powodu kompleksów i neuroz.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png