Nie najlepiej skończyła się zabawa Davide’a Manuliego konwencją filmów o Dzikim Zachodzie w obrazie „Legenda Kaspara Hausera”.

Legenda Kaspara Hausera” to chybiona wariacja na temat znanej z kinowego ekranu historii. Film Davide’a Manuliego irytuje jako opowieść zakochana w sobie, manieryczna i egzaltowana. Chwilami „Legenda…” sprawia wręcz wrażenie najbardziej pretensjonalnego filmu od czasu „Kreta”. W przeciwieństwie do słynnego dzieła Alejandro Jodorowskiego eksperyment Manuliego nie ma jednak w sobie ani grama kontrkulturowego wdzięku. Zamiast reinterpretować analizowane przez siebie motywy, „Legenda…” odbiera im znaczenie i zamienia w szkodliwy banał. Manuli niby bawi się konwencją filmów o Dzikim Zachodzie, ale w rzeczywistości realizuje tylko nieświeży spaghetti western. Włoskiemu twórcy daleko do finezji, z jaką gatunkową żonglerkę uprawiają choćby bracia Coen. Przed laty, w „Bracie, gdzie jesteś?”, słynni twórcy byli w stanie uwiarygodnić na ekranie nawet tak karkołomny koncept jak przeniesienie „Odysei” Homera w realia amerykańskiego Południa.

Reklama

Coenowie odnieśli sukces, bo – niezależnie od wprowadzonych przez siebie innowacji – deklarowali wiarę w siłę opowieści. Dla Manuliego bardziej liczą się tymczasem przestylizowane czarno-białe kadry i ścieżka dźwiękowa skomponowana przez słynnego DJ-a Vitalica. Wszystko to sprawia, że „Legendę…” ogląda się jak awangardowy teledysk. Po pewnym czasie hipnoza przestaje jednak działać, a rozkosz transu ustępuje miejsca świadomości bad tripu. Film Manuliego wygląda jakby zaprojektowano go jako potencjalny fetysz hipsterskiej młodzieży. Nic dziwnego, że w pierwszych recenzjach roi się od pustosłowia i bełkotliwych fraz w rodzaju „postfuturystyczny techno - western”. Najsmutniejsze, że cała ta pseudointelektualna hochsztaplerka prowadzi do znieczulenia na – ukazany chociażby w „Zagadce Kaspara Hausera” Herzoga – dramat bohatera.

W przeciwieństwie do niemieckiego reżysera, Manuli nie próbuje zastanowić się nad przyczyną i charakterem męczącego Kaspara poczucia wyobcowania. Enigmatyczność bohaterów próbuje być przedstawiana jako rezultat wyrafinowanego konceptu, lecz w rzeczywistości stanowi wyłącznie dowód reżyserskiej nieporadności. Przywoływane czasami w kontekście „Legendy…” nawiązania do Jungowskiej teorii archetypów brzmią przekonująco wyłącznie na papierze. Samego Kaspara Manuli potrzebuje wyłącznie po to, by pobawić się jego wizerunkiem, którego najistotniejszym elementem okazują się nałożone na uszy słuchawki. Dzięki nim wszelkie wątpliwości egzystencjalne będą mogły zostać zagłuszone przez królujące na ekranie techno.

Legenda Kaspara Hausera | Włochy 2012 | reżyseria: Davide Manuli | dystrybucja: Spectator | czas trwania: 90 min | Recenzja: Piotr Czerkawski | Ocena: 2 / 6