Film Ralfa Huettenera stanowi jedyną w swoim rodzaju kombinację nieporadności i cynizmu. Zamiast rzekomego współczucia, oferuje bohaterom wyłącznie lekceważenie. Dolegliwości związane z nerwicą natręctw, zespołem Tourette’a i anoreksją stanowią dla reżysera pretekst do opowiedzenia kilku niesmacznych żartów. „Vincent chce nad morze” ogląda się jak pozbawioną wdzięku i subtelności zapowiedź młodszego o dwa lata „Poradnika pozytywnego myślenia”.
W filmie Huettenera komediodramat o nieprzystosowanych społecznie młodych ludziach łączy się także z elementami kina drogi. Choć bohaterowie „Vincenta…” wyruszają na przedziwną eskapadę do Włoch, poziom filmowego wyrafinowania wzbudza raczej skojarzenia z bawarską piwiarnią w trakcie Oktoberfest. Zawarte w tytule marzenie Vincenta wydaje się łatwe do zrozumienia. Cierpiący na zespół Tourette’a bohater nie może znaleźć sobie miejsca w zakładzie, w którym znalazł się na życzenie ojca – ubiegającego się o reelekcję polityka.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.