Debiutująca w pełnym metrażu Rama Burshtein staje się ofiarą swej ambitnej strategii. „Wypełnić pustkę” to kino jednocześnie autentyczne i irytujące.
Film Burshtein do samego końca pozostaje tajemnicą, która budzi raczej niedosyt niż zaciekawienie. Nie sposób przejść obojętnie wobec przedstawianej przez Burshtein bezkrytycznie obyczajowości, w której patriarchat wciąż ma się świetnie, a rozmowy o małżeństwie przypominają handlowe negocjacje. Pod tym względem „Wypełnić pustkę” wzbudza znacznie większe zakłopotanie niż – obecne na naszych ekranach kilka lat temu – „Oczy szeroko otwarte”. Film Haima Tabakmana, opowiadający o homoseksualnej miłości w środowisku ortodoksyjnych Żydów, przekonująco buntował się wobec opresyjnej roli tradycji. U Burshtein akceptacja narzucanych przez środowisko ograniczeń byłaby jeszcze zrozumiała, gdyby stała za nią autentyczna namiętność bohaterów. Na takiej zasadzie zbudowała niedawno swoją klasę chociażby, osadzona w środowisku konserwatywnych Filipińczyków, „Druga żona”. Niestety, inaczej niż w świetnie przyjętym na festiwalu w Wenecji filmie Brillante Mendozy w „Wypełnić pustkę” emocjonalna temperatura pozostaje zaskakująco chłodna.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.