Prześmieszny i mądry „Nowy Kapoan” Zofii Tarajło- Lipowskiej to rzecz o polsko-czeskich lingwistycznych pułapkach.

Mimo rzeczywistego podobieństwa polszczyzny i czeszczyzny – nie da się mu zaprzeczyć, skoro jakieś osiem wieków temu był to niemal ten sam język – polsko- -czeskie relacje lingwistyczne są najeżone setkami pułapek. By odwołać się do przykładu skrajnego: Polak chodzący nerwowo po czeskim miasteczku i mówiący do przechodniów „Szukam marketu” wywoła niemały popłoch, jako że czasownik „šukat” to po czesku wulgaryzm odnoszący się do aktu płciowego, a Marketa jest po prostu naszą Małgorzatą. Czesi to przeważnie ludzie spokojnie odnoszący się do ludzkich dziwactw, może więc po prostu wzruszyliby ramionami i rzekli: „Děláte to, pane, na vlastní zodpovednost” („Robi to pan na własną odpowiedzialność”).

Niemniej problem – mam na myśli problem językowy – pozostaje. Owi fałszywi przyjaciele, zdradzieckie słowa prześladujące Polaków, którym wydaje się, że znają czeski, prowadzą do rozmaitych komicznych nieporozumień. Prof. Zofia Tarajło-Lipowska postanowiła więc podejść do całej sprawy z przymrużeniem oka, najpierw w kultowej wśród bohemistów książce „Kapoan – Na opak” (2000), teraz zaś w jej kontynuacji „Nowy Kapoan”. Nie jest to więc ponura rozprawa filologiczna, lecz seria pysznych, erudycyjnych anegdot operujących puentą niczym wysokiej klasy dowcipy. Mowa tu zresztą nie tylko o językowych pułapkach, lecz także o naturze pokrewieństwa między polszczyzną i czeszczyzną, a także o różnicach obyczajowych i kulturowych, które sprawiają, że mimo terytorialnej bliskości czasami patrzymy na siebie wzajemnie z fascynacją zmieszaną z osłupieniem. Z „Nowym Kapoanem” warto przekroczyć tę (południową) granicę.