Autopromocja

"Moja ulica" - recenzja

"Moja ulica"
"Moja ulica"Media
15 lutego 2013

Widzowie, którzy przemierzają korytarze galerii handlowych z torbami pełnymi zakupów, będą "Moją ulicę" Latałły oglądać z narastającym poczuciem dyskomfortu. Zasłużenie.

Zaczęło się od pomysłu na nakręcenie filmu dokumentującego budowę centrum handlowo-rozrywkowego Manufaktura w Łodzi.To największe tego typu przedsięwzięcie w Polsce, jedno z największych w Europie, zbudowane na terenach dawnej fabryki Izraela Poznańskiego. „Filmu nie robi się jednak o inwestycjach, tylko o ludziach. Spacerując z Irene Jacob po ulicach Łodzi i patrząc na miejskie familoki, skupiłem się na społecznej, ludzkiej stronie tej inwestycji. Powstało pytanie o tych ludzi, którzy kiedyś tu mieszkali, pracowali”– wspominał reżyser „Mojej ulicy” Marcin Latałło. Przez pięć lat towarzyszył z kamerą rodzinie Furmańczyków – kiedyś od pokoleń pracującej w fabrykach Poznańskiego, dziś skazanej na bezrobocie, zepchniętej na margines, zapomnianej.

Dokument Latałły jest jednak nie tylko portretem rodziny, która musi się odnaleźć w nowej rzeczywistości.To także gorzki obraz zmian, jakie zachodzą wokół nas. Manufaktura – świątynia konsumpcji, a przecież też miejsce wielkiej kultury (by wspomnieć fantastyczne Muzeum Sztuki MS2) – zabrała Łodzi równie wiele, ile dała.Wyssała życie z innych części tego pięknego miasta. Dla ludzi takich jak rodzina Furmańczyków Manufaktura jest obiektem z innej galaktyki, miejscem, które ogląda się z daleka, po cichu marząc o lepszym życiu, choć trochę przypominającym to z reklamowego folderu. Widzowie, którzy przemierzają korytarze galerii handlowych z torbami pełnymi zakupów, będą film Latałły oglądać z narastającym poczuciem dyskomfortu. Zasłużenie.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png