"Sugar Man" stanowi jedyne w swoim rodzaju połączenie klasycznej baśni, muzycznego dokumentu i autotematycznej medytacji.
Debiut Malika Bendjelloula zapewnia także spóźnioną sławę Sixto Rodriguezowi – piosenkarzowi z Detroit, który przed laty bywał porównywany do samego Boba Dylana. Przede wszystkim jednak film szwedzkiego reżysera –w sposób godny pasjonującego kryminału – odsłania przed nami kolejne fakty z biografii zapomnianego geniusza.
Sixto Rodriguez na przełomie lat 60. i 70. nagrał dwie płyty docenione przez garstkę krytyków, lecz zupełnie zignorowane przez publiczność. Mężczyzna wycofał się z show-biznesu, a swoim niewyjaśnionym zniknięciem sprowokował plotki o rzekomym samobójstwie. W krótkim czasie o Rodriguezie zdążyli zapomnieć pozornie wszyscy. Wyjątek stanowiła jedynie grupa fanów, którą bezwiednie udało się zdobyć muzykowi w Republice Południowej Afryki.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.