W reżyserskim debiucie Pawła Chochlewa Westerplatte jest, ale tajemnicy nie ma.
O tym filmie chyba każdy już zdążył usłyszeć – prace nad nim trwały od lat. Co chwila pojawiały się kontrowersje: że film ma rzekomo szargać dobre imię polskich obrońców Westerplatte (jak zwykle opinie takie wygłaszali ci, którzy nawet nie czytali scenariusza), że oparty będzie na spekulacjach i niepotwierdzonych historycznie plotkach. A to Bogusław Linda wycofał się z projektu, a to zdjęcia zostały na kilkanaście miesięcy wstrzymane, i tak dalej. Ale wreszcie „Tajemnica Westerplatte” powstała i specjalnych kontrowersji wzbudzać chyba nie powinna. Jest starcie dwóch skrajnie różnych postaw dowódców obrony przylądka. Jest zderzenie bohaterstwa i tchórzostwa. Owszem, jest również scena, w której pijany żołnierz sika na plakat „Silni, zwarci i gotowi” (w pierwszej wersji scenariusza miał to być portret marszałka Rydza-Śmigłego), ale nawet ta wydaje się raczej niepotrzebna niż oburzająca. Naprawdę trzeba dużo złej woli, żeby poczuć się obrażonym.
Cała tajemnica „Tajemnicy Westerplatte” miała polegać na tym, że podczas bohaterskiej siedmiodniowej walki polskich żołnierzy z hitlerowcami miało dojść do wyrazistego – i w efekcie niemal bratobójczego – konfliktu między majorem Sucharskim a kapitanem Dąbrowskim. Sucharski, który tuż przed wybuchem wojny dostał rozkaz, by utrzymać Westerplatte przez dwanaście godzin, chciał poddać się Niemcom, by ocalić życie swoich żołnierzy. Dąbrowski był gotów walczyć do krwi ostatniej, w jego rozumieniu patriotyzmu wywieszenie białej flagi było najgorszą możliwą hańbą. Skoro nie możemy wygrać, musimy umrzeć, czwórkami do nieba iść ku chwale ojczyzny.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.