statystyki

Długosz: Mam biegunowe wrażenia. Pamiętam Ewę Demarczyk przemiłą, ale też niestety gorzką [WYWIAD MAZURKA]

autor: Robert Mazurek21.08.2020, 06:00; Aktualizacja: 21.08.2020, 07:51
Leszek Długosz Fot. Bartosz Siedlik

Leszek Długosz Fot. Bartosz Siedlikźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Dobry jest ten stan, kiedy już niczego nie muszę, nie muszę się napinać, nie muszę zdobywać, niczego udowodniać, brać udziału w wyścigach. To co zrobiłem, to zrobiłem, więcej nie muszę. - Z Leszkiem Długoszem rozmawia Robert Mazurek.

Nie było jej tyle lat…

Ale i tak widać stratę. Wielka postać, nie widzę takiej teraz.

Na czym polegał fenomen Demarczyk?

Na potężnej sile wyrazu. Ewa miała niezwykły, magnetyczny, wbijający w fotel głos, genialnie interpretowała teksty, stworzyła niepowtarzalny image. Wszystko to razem zbudowało jej postać sceniczną, zupełnie nie do podrobienia.

Poznaliście się…

O Boże, prawie 60 lat temu, jeszcze przed moimi i jej występami w „Piwnicy pod Baranami”, na jakiejś imprezie studenckiej w klubie „Rotunda”, bodaj w 1961 r. Ewa była już wtedy gwiazdą studenckiego kabaretu „Cyrulik”.

Jaką gwiazdą, przecież miała ledwie 20 lat, dopiero zaczynała?

Ale była świetna i z miejsca stała się tam główną piosenkarką. A wtedy w „Rotundzie” śpiewała zupełnie konwencjonalne piosenki: „Nie jestem głupia”, „Kupcie szczeniaka”, jakiś włoski szlagier. Ale jak ona je śpiewała! Zrobiła na mnie ogromne wrażenie, już wtedy miała wszystko, co pokazała światu: głos, niezwykłą ekspresję, skupienie, osobowość sceniczną, no i tajemniczość.

Ty też dopiero zaczynałeś.

Byłem dobijającym się piosenkarczykiem w teatrzyku „Hefajstos” na UJ, gdzie studiowałem. Niedługo potem dołączyłem do „Piwnicy pod Baranami”, gdzie już śpiewała Ewa.

À propos, jak poznałeś Piotra Skrzyneckiego?

Przez mojego szwagra i przyjaciela Wieśka Dymnego. Moja żona, Basia, wtedy kierowniczka organizacyjna Piwnicy, i pierwsza żona Wiesława, Teresa Hrynkiewicz, były siostrami. Wiesiek był chyba najzdolniejszym człowiekiem, jakiego w życiu spotkałem, studiował na ASP, pisał scenariusze, robił scenografię, grał w filmach. Zacząłem śpiewać w Piwnicy przez niego i skończyłem w 1978 r., po jego śmierci, tak to się złożyło.

W „Piwnicy pod Baranami” poznałeś Demarczyk lepiej.

Mam biegunowe wrażenia, bo pamiętam Ewę przemiłą, przyjacielską, zabawną, prostolinijną, ale też, niestety, nieprzyjemną, gorzką, z którą lepiej było unikać kontaktów.

Występowaliście razem.

Mieliśmy wspólne recitale, w pierwszej części śpiewałem ja, w drugiej ona. Tłumaczyłem też dla niej piosenki z niemieckiego, pisałem teksty, śpiewałem z kolegami w chórku – łączyły nas różne więzy, od znajomości, koleżeństwa, po współpracę zawodową.

Jej kariera potoczyła się błyskawicznie.


Pozostało 83% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (2)

  • jul(2020-08-21 19:09) Zgłoś naruszenie 51

    Jest to duża strata - nie do podrobienia Pani Ewa Demarczyk zapisze się na długo

    Odpowiedz
  • Ulka (2020-08-23 00:46) Zgłoś naruszenie 00

    Fenomenalna ,głos jedyny w swoim rodzaju. Jak śpiewa p.Leszek ....jaka szkoda ,jaka szkoda,dni mijają bezpowrotnie...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie