statystyki

Historyk o strajku w Stoczni Gdańskiej: Najgorszy był strach przed nieznanym [WYWIAD MAZURKA]

autor: Robert Mazurek14.08.2020, 10:05; Aktualizacja: 14.08.2020, 14:24
Jerzy Eisler historyk, profesor nauk humanistycznych, dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie

Jerzy Eisler historyk, profesor nauk humanistycznych, dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawieźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Darek Golik

- Wejście do groty, gdzie jest smok, wymaga heroizmu, ale wejście do groty, w której nie wiemy, co jest, to heroizm niewyobrażalny. Nikt nie mógł przewidzieć, czy w partii nie zwycięży opcja, by przykładnie ukarać stocznię - mówi w rozmowie z Robertem Mazurkiem Jerzy Eisler historyk, profesor nauk humanistycznych, dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie.

Nie o porozumieniach, długopisie z papieżem i Matce Boskiej w klapie?

Nie.

Znakomicie!

Był czwartek, 14 sierpnia...

Magazyn DGP z 14 sierpnia 2020

Magazyn DGP z 14 sierpnia 2020

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

A sierpień 40 lat temu był paskudny, zimny i deszczowy.

W Stoczni im. Lenina dzień jak co dzień.

I trzech stoczniowców – Jerzy Borowczak, Bogdan Felski i Ludwik Prądzyński – zaczyna strajk.

Kto rzucił hasło: „Strajkujemy!”?

Padło na którymś ze spotkań Wolnych Związków Zawodowych…

Słynnych WZZ-ów.

Które powstały wiosną 1978 r. w Gdańsku. Założyli je bracia Krzysztof i Błażej Wyszkowscy, małżeństwo Gwiazdów, Bogdan Lis, był wśród nich pracujący do 1976 r. w stoczni Lech Wałęsa i była oczywiście Anna Walentynowicz. Łącznikiem WZZ z KOR-em był należący od obu organizacji Bogdan Borusewicz.

Ktoś prócz Walentynowicz pracował w stoczni?

To nie była sformalizowana organizacja z legitymacjami, więc nie wiem, czy tacy ludzie jak Borowczak, Felski czy Prądzyński byli przed strajkiem członkami WZZ.

Ale to ta trójka rozpoczęła strajk, który – co tu gadać – zmienił Polskę.

Oni 14 sierpnia od rana biegali po wydziałach, rozdawali ulotki i zachęcali do strajku, bo chodzi o panią Anię, o upamiętnienie Grudnia ’70 i oczywiście o pieniądze, czyli rekompensatę za lipcowe podwyżki cen.

Pani Ania to Anna Walentynowicz.

Robotnica, wcześniej spawaczka, wtedy suwnicowa. Zwolniono ją ze stoczni tydzień wcześniej, 7 sierpnia, pod bzdurnymi zarzutami, a tak naprawdę dlatego, że od 1978 r. działała w Wolnych Związkach Zawodowych.

Strajkujący wierzyli, że władza się ugnie?

Wielokrotnie się nad tym zastanawiałem. Myślę, że na początku chodziło o załatwienie kilku postulatów: przywrócenie do pracy pani Ani, rekompensata do pensji za podwyżki, może wybudowanie pomnika ofiar Grudnia ’70. Na to mogli liczyć, ale wśród tych żądań było też powstanie wolnych związków zawodowych.

I to już była rewolucja.

To był postulat stary, jeszcze z grudnia 1970 r., tylko że wtedy można to było jeszcze załatwić jakąś kosmetyką w Centralnej Radzie Związków Zawodowych, a 10 lat później żadne tasowanie kart nikogo już nie interesowało.


Pozostało 86% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie