statystyki

Morskie ucieczki z powojennej Polski

autor: Wojciech Lada05.01.2020, 09:00
morze, łódź rybacka, rybołóstwo

Ich pomysł, by uciec do Szwecji, był rozsądny, bo granica morska Polski Ludowej była stosunkowo najłatwiejsza do przekroczenia. Choć zainstalowano na morzu urządzenia wykrywające ruch, które wystrzeliwały rakiety sygnalizacyjne, to pogranicznicy zazwyczaj ignorowali alarmy, bo najczęściej wywoływały je dzikie zwierzęta. (Zdjęcie ilustracyjne)źródło: ShutterStock

W pierwszych powojennych latach, aby wydostać się z Polski, trzeba było z niej uciec. W czerwcu 1951 r. kilku rybaków porwało własny kuter

magazyn okładka 3 stycznia 2020

magazyn okładka 3 stycznia 2020

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Ł ajba nazywała się „Walery” i była typową łodzią rybacką – z maleńką kabinką dającą niewielkie schronienie przed deszczem oraz wiatrem. Był jednak koniec czerwca i nie padało, więc rejs zapowiadał się przyjemnie. Mimo to młodzi rybacy byli zdenerwowani.

Dwa tygodnie wcześniej ich plan nie wypalił, bo burzowe opady zalały otwór we włazie beczki, w której schowali się dodatkowi nielegalni pasażerowie. Cudem się nie udusili, lecz ucieczkę trzeba było odłożyć. Z kolei tydzień później kontrola Wojsk Ochrony Pogranicza była wyjątkowo drobiazgowa, jakby żołnierze dostali cynk, że szykuje się grubsza afera. Nic nie znaleźli, jednak wypłynąć w morze nie pozwolili. Wśród spiskowców pojawiły się też podejrzenia, że ktoś sypie.

Teraz też sprawy nie wyglądały różowo. – Nie wypłyniecie, jest was za mało – oznajmił rybakom wopista. Ich nalegania na nic się nie zdawały. Dopiero gdy zjawił się sam dyrektor przedsiębiorstwa i wspomniał coś o narzuconych przez centralę planach, o 100 tonach zaległości i o młodej, zgranej załodze, żołnierz zdecydował się wypuścić „Walerego” w morze.

27 czerwca 1951 r. łódź wypłynęła z portu w Kołobrzegu i już nigdy do niego nie wróciła.

Myśli o horyzoncie

Józef Tchorek opowiadał mi, że chciał zostać pilotem. Nie dlatego, że kochał latanie. Po prostu wydawało mu się, że tak najłatwiej będzie uciec z Polski – a o tym marzył już od sześciu lat. Był młody, ale pod koniec wojny działał w partyzantce AK i na zawsze zapamiętał strach przed aresztowaniem i katownią bezpieki.

Kiedy przyszedł czas odbycia służby wojskowej, lekarz stwierdził u niego zbyt wysokie ciśnienie, by mógł zostać pilotem. – To może choć do marynarki? – Tchorkowi zaświtał w głowie nowy plan. Lekarz zgodził się, podpisał papiery i tak chłopak przez kolejne dwa lata pływał na ORP „Błyskawicy”. Jednak o ucieczce z okrętu nie mogło być mowy.

Aby nie tracić kontaktu z morzem, Tchorek zgłosił się na kurs szyprów: postanowił zostać rybakiem. – Tu przypadkowo poznałem Mietka Nycza – wspominał. – Gdy się trochę zapoznaliśmy, opowiedział mi, że ma ojca w Kanadzie. Pomyślałem, że mamy ten sam cel, ale muszę być bardzo ostrożny. Po zakończeniu kursu Mietek dostał pracę jako motorniczy na kutrze „Walery” w Kołobrzegu. Natomiast ja musiałem jeszcze przejść dodatkowe kursy na innych jednostkach. Pracowaliśmy ciężko, ale mieliśmy zarobek i mogłem szukać odpowiednich ludzi do ucieczki – dodawał.

Nycz nie miał AK-owskiej przeszłości, ale świadomość, że za oceanem ma rodzinę, sprawiała, że o ucieczce z PRL myślał równie intensywnie co Tchorek. – Chciałbym się przekonać, co jest tam za horyzontem – tak zagaił rozmowę z Tchorkiem po kilku setkach wódki. Także odbył dwuletnią służbę w Marynarce Wojennej i tak jak on pozostał na Pomorzu jako rybak. Mężczyźni zamieszkali razem, dużo pracowali, a czas wolny dzielili między picie w tawernach i poszukiwanie wspólników do ucieczki. W tej chwili najważniejsze było jednak to, by zdobyli pracę na tym samym kutrze. I w tym akurat pomógł im przypadek, który wiele mówi o atmosferze, jaka panowała w ówczesnej Polsce.


Pozostało jeszcze 75% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie