statystyki

Polityka historyczna, czyli wojna o pamięć

autor: Andrzej Krajewski10.11.2019, 20:00
żołnierze wyklęci, IPN, AK, wojna, Łupaszka

Żołnierze 5 Wileńskiej Brygady AK. Od lewej: ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”, por. Marian Pluciński „Mścisław”, mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, NN, por. Zdzisław Badocha „Żelazny”źródło: Domena Publiczna

Skutki polityki historycznej odczuwamy nieustannie, po każdym zetknięciu rządzących z przeszłością

Magazyn DGP. Okładka. 8.11.2019

Magazyn DGP. Okładka. 8.11.2019

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

P rowadzenie polityki historycznej przypomina zmagania z nazwą ulicy w Żyrardowie. W 1977 r. władze PRL uznały, że powinna nosić miano Jedności Robotniczej. Można podejrzewać, że chodziło o upamiętnienie kongresu, na którym z PPR i PPS powstała PZPR.

Wywodzący się z PiS prezydent Żyrardowa postanowił ulicę zdekomunizować. W radzie miasta zmianę nazwy na gen. Augusta Fieldorfa „Nila” udało mu się przeforsować w 2017 r., lecz kilka miesięcy później prezydenta Wojciecha J. (już bezpartyjnego) zatrzymało CBA pod zarzutem ustawiania przetargów na zakup miejskich nieruchomości. Dzięki temu szansę odbicia ulicy zyskał utworzony w tym celu Komitet Obywatelski. Sądową sprawę wygrał, lecz w radzie miasta dominował PiS, więc wniosek upadł. Teraz większość ma PO, która przywróciła ulicy dawne miano. W uzasadnieniu napisano, że „jedność stanowiła i stanowi nasze dziedzictwo kulturowe. Jest w głębokiej niezaprzeczalnej robotniczej tradycji naszego miasta”.

Zastąpienie zamordowanego przez stalinowskich oprawców dowódcy Kedywu AK kojarzącą się z PZPR robotniczą jednością wywołało skandal. Sympatyzujące z prawicą media podniosły larum o nadciągającej „rekomunizacji”. Ale i wśród opozycji widać poczucie niesmaku. Tymczasem pechowi mieszańcy Żyrardowa, stając się mimowolnymi ofiarami wojny o pamięć, przez długie lata nie będą mieć pewności, przy jakiej ulicy mogą się pewnego dnia obudzić.

I tak w Polsce jest niemal ze wszystkim, co dotyczy przeszłości.

Wszechobecna polityka historyczna

Polityka historyczna była przez wiele lat III RP terminem wyklętym – związanym z narodową prawicą, bliskim sympatyzującym z nią historykom i publicystom. Dla liberałów i lewicy ów termin był synonimem manipulowania faktami, zakłamywania przeszłości i promowania nacjonalizmu. „Konsolidowanie własnego społeczeństwa i budowanie jego tożsamości poprzez sięganie do historii jest bardzo niebezpieczne, co pokazały wojny bałkańskie. Na Bałkanach po rozpadzie Jugosławii zaczęto budować wspólnoty narodowe, odwołując się do polityki historycznej” – ostrzegał 30 września 2005 r. prof. Janusz A. Majcherek na łamach „Gazety Wyborczej”. „Jedyne, co ma nam do zaproponowania »polityka historyczna«, to odrobina partyjnej polityki i obrona wspólnoty zbudowanej wokół mgławicowej »swojskości«. I bardzo dużo lęku” – dodawał w „GW” 7 kwietnia 2006 r. historyk i socjolog Adam Leszczyński.


Pozostało 80% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (2)

  • Bert(2019-11-10 20:34) Zgłoś naruszenie 22

    dla środowisk PZPR, SB , GW historia obecnie to uwypuklenie ich hańby, więc nie dziwota, że postkomunistyczni liberałowie chcieliby o historii zapomnieć. Dla swojego plugawego interesu rozbroili Polskę na dziesięciolecia wobec napastliwej wobec Polski polityki historycznej Niemiec, Rosji i Izraela, a także państw zachodu, które oczerniały Polskę chcąc same się wybielić

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie