statystyki

Broń biologiczna w ZSRR: Wąglik, ospa i wirus marburski, czyli wirusy po sowiecku

autor: Andrzej Krajewski27.09.2019, 09:00; Aktualizacja: 27.09.2019, 09:39
ebola

W lutym 1988 r. kierujący w Wektorze zespołem badającym wirus marburski Nikołaj Ustinow złamał tylko jedną procedurę. Podczas wstrzykiwania mikroba świnkom morskim założył – zamiast grubych rękawic z kilku warstw tworzywa sztucznego – tylko dwie pary cienkich gumowych rękawiczek. Podczas wbijania igły asystujący mu technik przypadkiem potrącił rękę naukowca. Ten ukłuł się w kciuk. Pomimo podania wszelkich środków mogących powstrzymać rozwój gorączki krwotocznej chory konał 15 dni w izolatce.źródło: ShutterStock

Przejmowanie się procedurami czy bezpieczeństwem nigdy nie było radziecką specjalnością. Nawet gdy rzecz dotyczyła broni biologicznej

Magazyn DGP 27.09.19

Magazyn DGP 27.09.19

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

O Państwowym Centrum Badań Wirusologicznych i Biotechnologicznych „Wektor” głośno zrobiło się 16 września: tego dnia doszło tam do wybuchu. Według rządowej telewizji Rossija 1 eksplodowała butla z gazem – jedna osoba została ranna, pożar ugaszono. Władze wydały komunikat, że z laboratorium w Kolcowie nie wydostał się żaden wirus.

Z kolei Radio Swoboda poinformowało, że Wektor był jednym z największych sowieckich ośrodków zajmujących się tworzeniem broni biologicznej. „To centrum (…) jest jednym z dwóch miejsc na świecie, w których przechowywany jest wirus ospy prawdziwej. Jest tam przechowywany też wirus ebola” – dodało.

Jednak wedle telewizji Rossija 1 dziś jest to miejsce, w którym półtora tysiąca naukowców i personelu technicznego zajmuje się tworzeniem nowych lekarstw. Mają tu powstawać „szczepionki przeciwko odrze, wirusowemu zapaleniu wątroby typu A, wirusowi ebola, leki na grypę”.

Wszyscy mogą więc odetchnąć z ulgą, bo Wektor zmienił się na lepsze. Ale doświadczenia z przeszłości wskazują, że w Rosji rezygnuje się z prac nad jakąś bronią dopiero wtedy, gdy ma się pewność, iż jest zupełnie nieskuteczna lub do niczego się nie przyda.

Gratka dla Armii Czerwonej

Badania nad możliwością użycia bakterii na polu walki prowadzili niemieccy uczeni już podczas I wojny światowej. Nie odniesiono większych sukcesów i ryzykowne eksperymenty zakończyły się wraz z kapitulacją Niemiec w 1918 r. Potem Zachód stracił zainteresowanie dla oręża mogącego łatwo wyrwać się spod kontroli.


Pozostało jeszcze 83% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie