statystyki

Halbersztadt: W Polin polityka była zawsze [WYWIAD]

autor: Magdalena Rigamonti19.07.2019, 07:51; Aktualizacja: 19.07.2019, 07:51
Jerzy Halbersztadt Fot. Maksymilian Rigamonti

Jerzy Halbersztadt Fot. Maksymilian Rigamontiźródło: Dziennik Gazeta Prawna

W muzeum polityka była od początku. To znaczy politycy próbowali wpływać, ingerować, stawiać na swoim. W 2007 r., kiedy w Warszawie i całej Polsce zaczęła rządzić PO, szybko się okazało, że politycy tej partii chcieli zrobić z POLIN swoje własne osiągnięcie – mówi w rozmowie z Magdaleną Rigamonti Jerzy Halbersztadt.

Muzea to w Polsce polityka.

Muzea to polityka, historia to polityka – niestety. Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, które stworzyłem i którym do 2011 r. kierowałem, staje się kolejnym terenem sporów personalnych. Wystarczy spojrzeć na inne instytucje, w których złe nominacje, niekompetentni, ale jakoś politycznie powiązani dyrektorzy, np. w Muzeum Narodowym w Warszawie czy w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, doprowadziły nie tylko do konfliktów wewnętrznych, rozpadu twórczych zespołów i zakłóceń w działalności programowej, lecz także do załamania pozycji tych ośrodków w świecie. Trzeba zrozumieć, że ciągłość działania, budowanie na dorobku tego, co już zostało osiągnięte, jest w kulturze rzeczą o fundamentalnym znaczeniu.

Widzę, że i pana ulubionym kandydatem jest prof. Dariusz Stola?

Nie mam żadnych osobistych powodów, by lubić prof. Stolę. Szanuję jednak to, że jest bardzo dobrym reprezentantem najważniejszej zasady, na której zostało ufundowane to muzeum, a mianowicie, że ma być ono wspólnym miejscem rozmowy Polaków i Żydów o wzajemnych relacjach, historii i współczesności. Tworząc tę instytucję, przyciągaliśmy bardzo różnych, często ze sobą skłóconych ludzi. Zawsze chcieliśmy budowy nie jakichś murów czy wystawy, ale strefy wzajemnego zaufania, gdzie mówi się nawet niewygodne prawdy, ale w atmosferze szukania zrozumienia. Stola to wszystko reprezentuje dobrze i wydaje mi się najlepszym możliwym kandydatem. Poza tym mam nadzieję, że w kolejnej kadencji, poznawszy już lepiej prawdziwe problemy, czego mu na początku brakowało, mniej będzie się zajmował propagandą sukcesu, a bardziej skupi się na tym, co już od dawna jest niezbędne – na poprawie wystawy głównej i rozszerzeniu działalności edukacyjnej poza murami budynku muzeum.

Minister Gliński jednak go ciągle nie powołuje.

Ubolewam, że dotąd się na to nie zdobył. Trzeba widzieć, że niezależnie od tego, co mówi, o jakich zastrzeżeniach sobie nagle przypomina, tak naprawdę chodzi o sprawę polityczną. Wystarczy zajrzeć do internetu, żeby stwierdzić, że minister Piotr Gliński jest zajadle atakowany przez skrajnie nacjonalistyczne elementy w jego własnym obozie politycznym, a także radykalnych narodowców, często antysemitów, którzy działają poza PiS. A chodzi przecież o głosy, które mogą mieć wpływ na wynik nadchodzących wyborów i powyborcze roszady polityczne. Zwleka więc z podjęciem decyzji, ale mam nadzieję, że w końcu się z nią upora. Mniej ważne jest, czy to będzie parę tygodni wcześniej czy później. Minister Gliński nie chciał nominacji prof. Stoli, ale zgodził się na konkurs. Był on zresztą jedynym kandydatem z prawdziwego zdarzenia i zdecydowanie wygrał. Ale jego kontrkandydatką była pani Monika Krawczyk, wieloletnia przewodnicząca Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego, a teraz przewodnicząca Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich RP. No przecież to się ot tak nie wydarzyło, że ona wystartowała w konkursie na dyrektora POLIN.

Sugeruje pan jakiś spisek?

Nie, logicznie myślę. Natychmiast po tym nieudanym dla niej konkursie i obnażeniu jej braku kompetencji do kierowania wielkim muzeum, jakoś tak się złożyło, że minister Gliński przyznał jej nagrodę za wcześniejszą działalność w Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego.

Nagroda pocieszenia?

Raczej rodzaj podziękowania za współpracę. Podobne objawy ministerialnych wyróżnień mają miejsce wobec nowo utworzonego Muzeum Getta Warszawskiego, którym kieruje usunięty z Muzeum POLIN Albert Stankowski, czy wobec Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Do Muzeum Historii Żydów Polskich przyszedłem z zewnątrz, ze środowiska akademickiego, a potem pracowałem w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie. Praktycznie nie byłem związany z żadną organizacją żydowską w Polsce. To być może pozwoliło mi patrzeć z dystansu na różne rozgrywki, na walkę o wpływy i ambicje. Zna pani takie słowo „wypierwszyć”? Kiedy pewna moja kuzynka była mała, to ciągle się szarpała ze swoją siostrą, a kiedy przegrywała, przybiegała do mamy i mówiła: „Mamo, mamo, ona mnie wypierwszyła”. I słowo „wypierwszyć” odzwierciedla moim zdaniem wiele postaw i działań w środowisku żydowskim w Polsce. Na przykład długoletnie opóźnienie i niechęć ministra kultury Waldemara Dąbrowskiego do realizacji Muzeum POLIN i niemal zapaść całego projektu za sprawą działań Szymona Szurmieja. W mojej ocenie robił on wszystko, co mógł, żeby przeszkodzić w tworzeniu tej instytucji.

Bo chciał być jej dyrektorem?

Ależ skąd! Po prostu uważał, że wszystkie inicjatywy żydowskie, które nie wychodzą od niego i jego środowiska, nie powinny być realizowane. On projekt POLIN najzwyczajniej w świecie sabotował. Chodziło też oczywiście o pieniądze. Wtedy, jego zdaniem, każde kilkaset tysięcy złotych, które mogliśmy wykorzystać na prace projektowe, na przeżycie, na posunięcie POLIN do przodu, stanowiło w jego oczach zagrożenie dla Teatru Żydowskiego i Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce.


Pozostało jeszcze 77% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie