statystyki

Miłoszewska: Dla władzy prawie wszyscy ludzie kultury to lewacy [WYWIAD]

autor: Magdalena Rigamonti08.11.2019, 07:00; Aktualizacja: 08.11.2019, 13:30
fot. Maksymilian Rigamonti Marta Miłoszewska reżyserka, wykładowczyni w warszawskiej Akademii Teatralnej i działaczka społeczna. Specjalizuje się w teatralnych adaptacjach literatury współczesnej. Współpracowała m.in. z TR Warszawa, Teatrem Polskim i Teatrem Polonia. Jest także reżyserką filmów krótkometrażowych i słuchowisk

fot. Maksymilian Rigamonti Marta Miłoszewska reżyserka, wykładowczyni w warszawskiej Akademii Teatralnej i działaczka społeczna. Specjalizuje się w teatralnych adaptacjach literatury współczesnej. Współpracowała m.in. z TR Warszawa, Teatrem Polskim i Teatrem Polonia. Jest także reżyserką filmów krótkometrażowych i słuchowiskźródło: DGP

Dla władzy prawie wszyscy ludzie kultury to lewacy. A jest przecież tak, że każdy z nas ma serce po lewej stronie, tylko może artyści bardziej zdają sobie z tego sprawę. Z Martą Miłoszewską rozmawia Magdalena Rigamonti.

To jest lewacka organizacja?

Która? Nasza? Kultura Niepodległa? Jeśli większość artystów w Polsce to lewacy, to tak, jest to lewacka organizacja. Zresztą dla władzy prawie wszyscy ludzie kultury to lewacy. A jest przecież tak, że każdy z nas ma serce po lewej stronie, tylko może artyści zdają sobie z tego sprawę bardziej. W Polsce mamy do czynienia z sytuacją, że każdy, kto się spiera z władzą, jest od razu lewakiem, od razu jest wkładany w jakieś buty. I nikt nie niuansuje, nie zastanawia się, bo żyjemy w czasach, kiedy wszystko musi być czarno-białe, a niuanse są zwyczajnie niemodne. I jeszcze jedno – za rządów Platformy nikt nie nazywał artystów lewakami.

Może dlatego, że sprzyjali władzy.

Nie, nie sprzyjali. Nie pamięta pani boju o 1 proc. z budżetu na kulturę? Ludzie kultury walczyli i z poprzednią władzą, walczą z tą obecną. Albo – nie, nie walczą, pilnują swoich praw, swojej wolności i niepodległości. Jest też tak, że władza nie ma odwagi siąść do stołu z artystami, nie ma odwagi rozmawiać.

Artyści nie chcą rozmawiać. Wygłaszają antyrządowe oświadczenia, protestują, porównują rządy PiS do PRL-u.

Przecież tak nie było na początku. Jeśli minister kultury zaczyna urzędowanie, mówiąc, że jego ulubionym filmem jest „Jak zostać kotem”, a potem twierdzi, że w zasadzie nie uczestniczy w kulturze, że musi nadrobić, że nie ma czasu, a potem znowu, że Tokarczuk nie doczytał. Chciałabym choć raz usłyszeć, że coś przeczytał, zobaczył, ma jakąś refleksję... Proszę się zastanowić: mówi się, że w Polsce prawie nikt nie czyta książek. I nagle dostajemy Nagrodę Nobla. Olga Tokarczuk dostaje, ale tak naprawę Polska dostaje, my wszyscy dostajemy, bo szybujemy na ósme miejsce w rankingu potęg literackich świata. Przecież z jednej strony jest to lokomotywa do promocji Polski, z drugiej – do przeprowadzenia kampanii promujących czytelnictwo. I co? I nic. Przecież ten Nobel jest jak podany na tacy prezent od losu. I nie ma znaczenia, czy się lubi, czy nie lubi pisania Tokarczuk, czy się ceni, czy nie samą pisarkę. Tego Nobla można przecież genialnie wykorzystać. I mówię to jako społecznica, a nie jako lewaczka. A tak jak ja wielu Polaków ma poczucie marnotrawstwa. To tak jakby Polska dostała miliony dolarów, których nie chce wykorzystać. I nie umie wykorzystać.

Instytut Pileckiego zaprosił do współpracy grupę artystyczną Teraz Poliż. Powstał scenariusz projektu, wszystko było opisane i rozpisane – że to opowieść o niepodległości kobiet i narodzinach ruchu feministycznego. I okazało się, że słowo „feministyczny” nie przejdzie, że za bardzo lewackie, że trzeba wykreślić.


Pozostało 83% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (2)

  • Bert(2019-11-09 22:05) Zgłoś naruszenie 41

    Jeżeli ktoś pisze głupstwa i za to dostaje nobla od komitetu świeżo ubabranego w sexskandal, to jest to raczej powód do zażenowania i większa część Polaków tak to odbiera... Polska, to rzeczywiście geopolitycznie obszar nadzwyczajnych, niezrównanych historii do literackiego przetworzenia. Mamy noblistów, którzy czerpali z naszej szeroko rozumianej kultury i stworzyli uniwersalne, pomnikowe dzieła, a ten ostatni przypadek ….taka nasza literacka eko-greta - trochę kiczu , trochę bzika i krucjata dziecięca..

    Odpowiedz
  • Franek(2019-11-10 12:53) Zgłoś naruszenie 03

    Większość Polaków nie czyta książek i nie miała zielonego pojęcia o Oldze Tokarczuk. Z niczego nie czerpie a już z pewnością z dorobku polskich noblistów. To społeczeństwo wtórnych analfabetów. Książki Tokarczuk to zbyt wiele na możliwości intelektualne kołtunów

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie