statystyki

Władysław Filar: Nazwanie ludobójstwem tego, co się wydarzyło w 1943 r., nic nie zmieni [WYWIAD]

autor: Magdalena Rigamonti12.07.2019, 07:36; Aktualizacja: 12.07.2019, 20:32
Prof. Włodzimierz Filar pułkownik Wojska Polskiego w stanie spoczynku, profesor zwyczajny nauk wojskowych, żołnierz 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, pracownik naukowy Akademii Sztabu Generalnego, wykładowca Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Łączności, wiceprzewodniczący Zarządu Okręgu Wołyńskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej

Prof. Włodzimierz Filar pułkownik Wojska Polskiego w stanie spoczynku, profesor zwyczajny nauk wojskowych, żołnierz 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, pracownik naukowy Akademii Sztabu Generalnego, wykładowca Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Łączności, wiceprzewodniczący Zarządu Okręgu Wołyńskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowejźródło: DGP

Nie wymagam przeprosin od Ukrainy. Chciałbym, żeby kiedyś tamtejsi politycy dojrzeli do tego, żeby powiedzieć, iż rzeź wołyńska to była zbrodnia przeciwko ludzkości, żeby powiedzieli, że banderowcy byli bandytami - mówi w rozmowie z Magdaleną Rigamonti prof. Włodzimierz Filar.

Ile pan ma lat?

95. A w zasadzie 95 i pół. Mówię o tym, bo teraz te każde pół się liczy. Każdy dzień. Tylko w dokumentach jestem młodszy o dwa lata. W 1944 r. proboszcz z Włodzimierza Wołyńskiego spotkany przypadkiem na ulicy w Lublinie odmłodził mnie. Na moją prośbę. Bo dwa lata młodszych mobilizowano. Mieliśmy iść na Warszawę. To był sierpień. Wiem tylko, że w życiu nie ma przypadków. Każdy z nas ma jakieś zadanie do wykonania.

Jakie pan ma?

Miałem. Rozsławiać 27 Wołyńską Dywizję Piechoty AK, w której służyłem i walczyłem oraz doprowadzić do pojednania między Polakami a Ukraińcami. I jeśli to pierwsze się udaje, to drugą sprawę przegrałem. Ponad 20 lat pracy na nic. Politycy nie chcieli słuchać. Nas politycy nie rozumieli.

Ukraińscy?

Nie, polscy. Chociaż ukraińscy też. Gdyby nasi politycy zorganizowali seminaria rządowe, zaprosili polityków ukraińskich, to...

To można by mówić o pojednaniu?

Tak. Byliśmy bardzo blisko.

W którym roku? W 2013?

Nie, wcześniej. W 2003 r. Kiedy w 1991 r. przeszedłem na emeryturę, pojechałem na 12. Zjazd 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK w Hrubieszowie. Wybrali mnie od razu na zastępcę prezesa. Zająłem się historią dywizji. Z rzetelności musiałem sięgnąć do tła, do rzezi wołyńskiej, do relacji polsko-ukraińskich, zacząłem studiować te relacje. Doprowadziłem do tego, że mieliśmy seminaria polsko-ukraińskie. Dwanaście takich seminariów z profesorami historii z Polski i Ukrainy. Były świetnie zorganizowane, bez awantur, pyskówek. Wypowiadali się historycy, inni mogli się przysłuchiwać. Gdyby było inaczej, tobyśmy nigdy jednego seminarium nie skończyli. Rozmawiałem z wieloma ukraińskimi historykami, którzy myślą tak samo jak ja.

Teraz wielu tamtejszych historyków neguje rzeź wołyńską, jak prof. Wołodymyr Wiatrowycz, szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej.

Dokumenty mówią same za siebie. Mam ich bardzo dużo, również dokumenty UPA. Poza tym, wtedy takich historyków nie było, nie dochodzili do głosu. Pokażę pani, jaki dyplom dostałem na swoje 80-lecie z uniwersytetu w Łucku. Oni mnie tam rozumieli i chcieli tego samego, co ja, czyli pojednania polsko-ukraińskiego. Część z nich dalej chce, tylko ja już nie pracuję, a oni w Polsce nie bardzo mają z kim rozmawiać. Polscy politycy chcą, żeby Ukraińcy uklękli i powiedzieli: przepraszamy.

Magazyn. Okładka. 12 lipca 2019

Magazyn. Okładka. 12 lipca 2019

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

A panu co by wystarczyło?

Próbowałem działać na różnych płaszczyznach, również językowej. Używałem i używam słowa eksterminacja ludności polskiej na Wołyniu.

Dlaczego nie ludobójstwo?

Właśnie ze względu na wyższy cel, na pojednanie. Mówię, że ta rzeź była zbrodnią przeciwko ludzkości.

Ucieka pan od słowa ludobójstwo.

Zawsze uciekałem. Nazwanie tego, co się wydarzyło w 1943 r., ludobójstwem nic nie zmieni. Chciałbym, żeby sąd stwierdził, na podstawie dokumentów, czy to było ludobójstwo, czy nie.

Po co?

Wtedy łatwiej rozmawiać.

Ukraiński sąd tego nie stwierdzi.

Teraz już nie. Powtarzanie, że to ludobójstwo, nie doprowadzi do pojednania. Nie wymagam przeprosin. Chciałbym, żeby kiedyś strona ukraińska, tamtejsi politycy, dojrzeli do tego, żeby powiedzieć – rzeź wołyńska to była zbrodnia przeciwko ludzkości i bardzo ciemna strona w historii, żeby powiedzieli, że banderowcy byli bandytami.

To jeszcze więcej niż przeproszenie. Pomniki Bandery stoją teraz na Ukrainie.

Wiem, że postawili pomniki w całej Ukrainie.

To jak mają teraz powiedzieć, że to był bandyta?

Na Ukrainie od lat działają siły, które nie chcą pojednania. Na tym cały wic polega. Ale wciąż są ludzie, którzy rozumieją, że gloryfikacja Bandery i UPA do niczego dobrego nie doprowadzi. Byłem wraz z prof. Leonem Kieresem na seminarium w Kijowie. Miałem referat. Po drugiej stronie byli Ukraińcy, w tym ostatni dowódca UPA Wasyl Kuk. W przerwie podszedłem do niego i mówię: pan najlepiej wiesz, jak było, jak mordowano Polaków na Wołyniu, bo przecież pan byłeś w kierownictwie. I zaczął się tłumaczyć, że to polityka, że inaczej teraz mówić nie może.

W Polsce jest pewnie 1,5 mln Ukraińców.

Oni niewiele wiedzą. W szkołach jest im wkładane do głów, że Bandera to bohater. Do Polski przyjeżdżają nie po pojednanie, tylko żeby zarabiać. W Polsce też nie ma klimatu politycznego do tego, by rozmawiać z Ukraińcami o strasznej historii.


Pozostało jeszcze 72% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (8)

  • IB(2019-07-13 22:41) Zgłoś naruszenie 50

    No to jak Ukraińcy w szkołach mają mówione, że Banderą to bohater... To jak to ma się zmienić? I się nie zmieni. Idziemy raczej w przeciwnym kierunku. Tak już od wielu lat, nie od kilku.

    Odpowiedz
  • Pr(2019-07-13 17:19) Zgłoś naruszenie 50

    Ten fragment: "Po drugiej stronie byli Ukraińcy, w tym ostatni dowódca UPA Wasyl Kuk. W przerwie podszedłem do niego i mówię: pan najlepiej wiesz, jak było, jak mordowano Polaków na Wołyniu, bo przecież pan byłeś w kierownictwie. I zaczął się tłumaczyć, że to polityka, że inaczej teraz mówić nie może." A przecież fałszywa wizja tamtych wydarzeń tzw. wojna polsko-ukraińska wylansowana przez Wiatrowicza jest na Ukrainie najpowszechniejsza, bo dla Ukraińców, zwłaszcza tych młodych wychowanych już na kulcie UPA, jest najłatwiejsza do przełknięcia. I to właśnie z tych młodszych pokoleń rekrutują się ludzie, którzy najmniej chcą pojednania. A ukraińscy świadkowie tamtych zdarzeń, jak i sami sprawcy, którzy wiedzą jak było naprawdę, wymierają nie przekazując im co się w rzeczywistości wydarzyło - może dla nich też jest tak wygodniej?

    Odpowiedz
  • Bert(2019-07-12 22:31) Zgłoś naruszenie 50

    Przewaga określonej narracji historyczne wymaga dwóch rzeczy - dobrej, prawdziwej opowieści i kasy, żeby ją rozpowszechniać. Dobrą prawdziwą opowieść mamy, teraz trzeba mądrze dokładać kasy - i po latach wydatek się zwróci.

    Odpowiedz
  • Tak i Nie(2019-07-13 18:58) Zgłoś naruszenie 50

    Tak dla przypomnienia: w 2015 Rada Najwyższa Ukrainy uznała deportację Tatarów krymskich za ludobójstwo. Ostatnio zrobiła to Litwa. Nasi sąsiedzi nie mają jak widać oporów przy używaniu tego terminu.

    Odpowiedz
  • A jak(2019-07-12 08:22) Zgłoś naruszenie 37

    Polacy mówią o tzw. wyklętych ???

    Pokaż odpowiedzi (3)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie