Syberia i Daleki Wschód były dla Imperium Rosyjskiego anus mundi, gdzie zorganizowano – jak pisał brytyjski dziennikarz Colin Thubron – „wysypisko ludzi”. Od początku XIX w. carowie upchnęli przeszło milion ludzi w owym więzieniu, które nie potrzebowało krat, bo kratami był jego bezkres. Skazani, przebywając na syberyjskiej kwarantannie, mieli przy okazji cywilizować ten region (o powierzchni kilkukrotnie większej od Unii Europejskiej), ale Syberia nigdy nie stała się rosyjską Australią.
Moskwa nie musiała też z niej rezygnować jak Brytyjczycy z Australii, ta kolonia nigdy od niej nie odpadła, a zamieszkujące Syberię narody nie zostały poddane procesom dekolonizacyjnym początku lat 90. XX wieku.
Wojciech Lada w „Pożytkach z katorgi” spogląda na tę „nieludzką ziemię” z zajmującej perspektywy. Nie bagatelizując syberyjskich cierpień, pokazuje, co dobrego zsyłki przyniosły światu.
Reklama
W świetnym wstępie historycznym autor podaje jasno: w drugiej połowie XIX w. carat rozumiał już, że pomysł na katorgę się nie sprawdził. „Nie przewidziano, że liczba katorżników będzie wielokrotnie przekraczać zapotrzebowanie na ich pracę (choć skazywano na nią raptem kilka procent więźniów – red.), a tam, gdzie praca ewentualnie by się znalazła, była zbyt ciężka dla niedożywionych i osłabionych przeważnie więźniów”. Dopiero bolszewicy uprzemysłowią ludzką pracę, w bestialstwie znacznie przewyższając carskich funkcjonariuszy. Za cara, owszem, praca przymusowa na Syberii też wiązała się z licznymi cierpieniami, ale Lada podkreśla, że reżim celowo wyolbrzymiał opowieść o trudach katorgi, a pobrzękujące kajdany, w których skazani maszerowali z więzień na wschód, ściągano im często zaraz, gdy znaleźli się poza wzrokiem gapiów – strachem miano zmuszać do niewystępowania przeciwko reżimowi. Dlatego też cenzura dopuściła do druku wstrząsający „Sachalin” Antona Czechowa. I dlatego bohaterowie Lady mieli możliwość dokonania tego, czego dokonali.
Brak pewności, czy kiedykolwiek wróci się do domu, nuda i trudne warunki jednych zmieniają w rewolucjonistów, innych w samobójców, jeszcze innych w naukowców. Lada, powołując się na liczne źródła i literaturę oraz kreśląc szeroki kontekst, opowiada o ludzkich przemianach, biorąc na warsztat sześciu polskich więźniów. To wykształceni mężczyźni z dobrych domów: Wacław Sieroszewski, Feliks Kon, Bronisław Piłsudski, Jan Czerski, Aleksander Czekanowski i Benedykt Dybowski. Sieroszewski podczas kary zaczyna żyć z Jakutami, Piłsudski z Ajnami, badają ich zwyczaje, wierzenia, języki, dla światowej nauki zachowują żywe wówczas jeszcze kultury. Wyprawy etnologiczne Piłsudskiego do Japonii czy Kona do chińskiej Tuwy są finansowane z budżetu rosyjskiego – misje badawcze często były w rzeczywistości misjami szpiegowskimi, stąd rozmaite towarzystwa geograficzne miały spore budżety. Genialny przyrodnik Benedykt Dybowski, o nieskazywanie którego na karę śmierci zabiegał sam Otto von Bismarck, wysłany na Sybir bada tam faunę i florę, jeszcze jako skazaniec otrzymuje wysokie odznaczenie państwowe za zasługi dla rosyjskiej nauki („Co tydzień badacz wysyłał do Warszawy ważącą blisko czterdzieści kilogramów skrzynkę pełną spreparowanych okazów roślin i zwierząt”), a po odbyciu kary z własnej woli udaje się na Kamczatkę, aby kontynuować badania. Zasługi Czerskiego i Czekanowskiego zaznaczyły się nawet na syberyjskich mapach, do dziś istnieją dwa pasma górskie nazwane ich nazwiskami. Szóstka bohaterów Lady oddaje nieocenione zasługi tak rosyjskiej (a ta stoi wówczas na wysokim poziomie), jak i światowej nauce. Jeden z nich, mimo również naukowych inklinacji, wikła się w komunizm: Kon trafia na Syberię jako polski patriota, jego poglądy ewoluują, aż w końcu w 1920 r. jest członkiem Polrewkomu, który po pokonaniu Polski przez Sowietów i utworzeniu Polskiej Socjalistycznej Republiki Rad ma przejąć władzę. I szkoda, że autor sportretował tylko jednego bohatera uwiedzionego polityką. Syberia była wówczas jednym z najbardziej rozpolitykowanych miejsc planety i wybór bohaterów, których losy bardziej by się od siebie różniły, nakreśliłby szerszy obraz syberyjskiego fenomenu i „pożytków z katorgi”. Na podobnej zasadzie szkoda, że zabrakło choćby jednego losu kobiety.

Reklama
Lada ma umiejętność prezentowania nieoczywistych perspektyw. Ciekawa jest obserwacja o ciężkim życiu żołnierzy eskortujących skazanych, którzy długie lata kursowali w strasznych warunkach bez ustanku między Europą i Azją, a którzy też byli przydzielani do tej pracy za karę. Lub uwagi tego pokroju: „Paradoksalnie, największym dramatem katorżników i skazanych na karną służbę wojskową na Syberii było uwolnienie od kary. Przeważnie oznaczało to przymusowe osiedlenie, a przynajmniej zakaz powrotu do Europy. Przy jednoczesnym pozbawieniu skazańców zapomogi finansowej, którą otrzymywali jako więźniowie, stawali oni w sytuacji tragicznej” – więźniowie polityczni przeważnie byli szlachcicami, a więc niczego nie potrafili, a tu nagle byli pozostawiani sami sobie często na środku pustkowia. Czasem amnestia była wyrokiem śmierci.
Wojciech Lada, „Pożytki z katorgi”, Czarne, Wołowiec 2019
Książka Lady nie rości sobie pretensji do całościowego opisania problemu carskich represji na Syberii, jak udanie zrobił to Daniel Beer w wydanym w ubiegłym roku przez Wydawnictwo Literackie „Domu umarłych”. Lada skupia się na losie – powiedzielibyśmy dziś – więźniów politycznych, którzy stanowili jedynie ułamek wszystkich skazanych. Na Sybir trafiali głównie przestępcy, tyle że ci ostatni nie zostawiali memuarów. Syberia Lady to giełda idei, kraina fermentu intelektualnego: syberyjskie biblioteki są pełne, można znaleźć w nich nawet „Kapitał” Marksa (choć w sfingowanej okładce), prace Darwina zdobywają popularność najpierw w Omsku, a dopiero później we Lwowie. Autor nie tyle zrywa z obiegowym wyobrażeniem carskiej Syberii, ile poszerza je o nowe wątki. A nie ma nic bardziej ekscytującego niż zostać brutalnie wyrzuconym z intelektualnych kolein.