Krajewski: Najtrwalszą spuścizną po PRL jest miara wartości człowieka wyznaczona na podstawie tego, jakie posiada znajomości

autor: Andrzej Krajewski08.02.2019, 08:04; Aktualizacja: 08.02.2019, 14:40
społeczeństwo ludzie

W PRL nawet zdobycie pralki wymagało układów i znajomości.źródło: ShutterStock

Najtrwalszą spuścizną po PRL jest miara wartości człowieka. Wyznacza się ją na podstawie tego, co potrafi załatwić, jakie posiada znajomości i kto jest jego patronem.

P olska to zmienny kraj. Rządzące ekipy wymienia się tu często, a co jakiś czas zmienia się konstytucję i ustrój polityczny. Jednak w morzu niestabilności jest jeden pewnik – są nim nieformalne układy.

Mechanizm, według którego funkcjonują, jest tak prosty, że dorośli mieszkańcy III RP rozumieją go bez słów. Jeśli w spółce Skarbu Państwa, jaką jest KGHM, jest wiele dyrektorskich posad, to rzecz jasna jedną z nich wiceszef rządzącej partii rezerwuje dla chrześniaka. Gdy MON przejmuje nadzór nad Polską Grupą Zbrojeniową, szef resortu obsadza ją swoimi ulubieńcami. Takie przykłady, wzięte z pierwszych stron gazet z ostatnich dni, można mnożyć.

„Kliki kumoterskie działają podobnie w przedsiębiorstwach przemysłowych, wyższych uczelniach i szkołach podstawowych, organizacjach politycznych i administracyjnych państwa” – wyliczał socjolog prof. Jan Szczepański w 1974 r. w odpowiedzi na ankietę tygodnika „Polityka”. W jego opinii ekonomiczny rozwój państwa i życie zwykłych obywateli zatruła plaga klientelizmu. Za jej sprawą nie kompetencje decydowały o karierze, ale to, kto pod kogo był „podczepiony”. Ponadto posiadane znajomości określały możliwości dostępu do dóbr kontrolowanych przez państwo. Zasługi dla społeczeństwa, ciężka praca czy nawet prawo nie miały większego znaczenia. Liczyły się nieformalne powiązania, których PRL był wielkim generatorem, doskonaląc w tej sztuce pokolenia Polaków.

Wylęgarnia klik

„Nawet w środkach masowego przekazu – głównie w telewizji – jako pozytywne informacje o pracy niektórych służb, na przykład o szpitalnictwie, wymienia się fakt, że pacjenta hospitalizuje się bez protekcji” – opisywał w 1982 r. socjolog Wojciech Pawlik. W tamtym czasie skala kumoterstwa osiągnęła apogeum, choć zawsze była olbrzymia. Z jednej strony władze ciągle wzywały do jego zwalczania, a obywatele okazywali niechęć wobec takich zachowań, z drugiej mało kto decydował się na ryzykowne życie poza siecią wzajemnych świadczeń. „«Naturalność» istnienia relacji i zachowań nieformalnych w niektórych sytuacjach jest tak duża, że zdziwienie budzi raczej fakt rezygnacji z nieprzyjmowania zwyczajowych gratyfikacji niż ich praktykowanie” – podkreślał Pawlik.

Ten ukryty świat zaczął się kształtować zaraz po przejęciu przez komunistów władzy w Polsce. Zgodnie z sowieckimi wzorcami zaczęli oni budować nową hierarchię społeczną – dawne elity spychano na dół, a ich miejsce zajmowały nowe, których znaczenie wynikało z bliskich związków z aparatem władzy. Tak właśnie wytworzyła się nomenklatura. Nazwa ta wzięła się od stanowisk nomenklaturowych – ich ogromna pula znajdowała się w ręku kierownictwa PZPR. Obejmujący partyjne posady ludzie zajmowali się nadzorowaniem aparatu państwa i jednocześnie zawiadywaniem nim. Każde ministerstwo było dublowane przez zajmujący się takimi samymi sprawami wydział w Komitecie Centralnym. Tam, gdzie pracował urzędnik, tam równocześnie funkcjonował aparatczyk patrzący mu na ręce. Tak samo wyglądała codzienność w zakładach pracy, służbach mundurowych etc.


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (2)

  • Bert(2019-02-08 12:33) Zgłoś naruszenie 33

    I wy , szanowne pismaki z gazety POprawnej jesteście wiernym odzwierciedleniem tej "miary"

    Odpowiedz
  • Niekończąca się opowieść(2019-02-08 18:46) Zgłoś naruszenie 20

    Kliki kumoterskie i plaga klientelizmu - tak robiono w Rzymie, potem Kościół, Polska szlachecka - te sprawy były przerwane przez wojny światowe i rewolucje. I potem znowu ożywały. Za PiS to już powstała kasta ludzi kościoła i partii. Za PO i po 1989 r. też tak było, ale się nie chwalono tym. Tak musiało być jeszcze przed Rzymem - stąd tak walczono z ustrojem monarchicznym. No i powstało cesarstwo - to normalne. Zawala się wtedy, gdy dzieci elyt zachowują się jak Misiewicze i tak w koło.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie