Obniżają one rangę filmu, za to dają radosną satysfakcję, że dołożyliśmy klechom. W rezultacie tego błędu reżysera, o jego ostatnim filmie możemy raczej powiedzieć „sprawnie zrobiony i na ważny temat”, zamiast „wybitny i poruszający”. Jeszcze jeden, cholera, niewybitny polski film, który miał szansę.
Dla pewności dodam – zachęcam do obejrzenia „Kleru”. Sam jednak miałem podczas projekcji pod powiekami dwa inne filmy: „W imię…” Małgorzaty Szumowskiej i „Bogowie” Łukasza Palkowskiego. Pierwszy pokazał zmagania duchownego bardzo zwykłego, zarazem dobrego, jak złego, a przy tym tak samotnego, że ciarki przechodzą. Drugi ukazał środowisko lekarskie, którego członkowie zachowywali się etycznie, a na dodatek byli dzielnymi zuchami mimo nikotynizmu. Trudno pojąć, dlaczego nie powstał jeszcze podobny film o duchownych. Nie chce się wierzyć, że reżyserzy nie spotkali na swojej drodze prawdziwych uzdrowicieli dusz, a przy tym ludzi powikłanych, lecz zaradnych, dowcipnych, zaangażowanych… i w sutannach. Może decyduje wyczucie rynku – ogół widzów odczułaby nawet najlepiej zrobiony film o najprawdziwszych dobrych księżach jako nowy element osaczenia?