To był dla nich dobry rok. Teatr Pieśń Kozła na czterech kontynentach został uznany za artystyczne odkrycie. Po pokazach „Pieśni Leara” w Europie oraz w Chinach, Chile, Kolumbii i Stanach Zjednoczonych, media zachwycały się dojrzałą i ekspresyjną grą aktorów, polifonicznym śpiewem i nielinearnym podejściem do tekstu Szekspira. Na swoich łamach, po występach w Chicago i w Nowym Jorku na New Wave Festival w Brooklyn Academy od Music, z uznaniem odnosiły się do odczytania Szekspira przez Grzegorza Brala „New York Times”i “Washington Post”. Charles Dance, słynny angielski aktor szekspirowski, znany również z serialu „Gra o tron”, mówił po występach "Kozłów", że tylko stara Europa potrafi wymyślić taką formę teatralną dla klasyki. Tylko ona jest tak mocno ukontekstowiona i dociera do widza przez wielość skojarzeń.

To mocne osadzenie w kontekstach to znak rozpoznawczy Brala, który choć w tym roku obchodzi 20-lecie swojego teatru, nie zamierza tej rocznicy jakoś specjalnie celebrować. Wręcz przeciwnie, nieustannie powtarza, że na żadne podsumowania i refleksje nie pora, jego teatr ewoluuje, a on sam wciąż czuje się na początku artystycznej drogi. I nadal chce eksperymentować z nowymi środkami wyrazu.

Rok 2016 był dobry dla Teatru Pieśń Kozła także dlatego, że przyniósł dwie premiery. Pierwsza, „Crazy God”, miała miejsce w lipcu, przy okazji Brave Festival, a inspirowana była „Hamletem”. Druga, „Island” (Wyspa), inspirowana „Burzą” wybrzmiała zaledwie kilka dni temu. Znowu Szekspir? Oczywiście, bo dla Brala to uniwersalne źródło wiedzy o człowieku. Kwintesencja teatru: znaczenie i muzyczność w jednym. „Burzę” odczytał jednak inaczej niż najczęściej robili to interpretatorzy ostatniego dzieła Szekspira. Nie przez opowieść o żądzy władzy i zemście, ale przez opowieść o samotności człowieka, schyłkowości i śmierci. Bral podkreśla, że tym spektaklem szuka potwierdzenia, iż każdy z nas jest samotną wyspą.

„Island” to propozycja dla szukających emocji i odnajdujących się w kontekstach kulturowych, ale też dla tych, którzy po prostu chcą doświadczyć czegoś pięknego, a może nawet przeżyć katharsis, nie opierając się wyłącznie na intelekcie. To dla nich wszystkich Bral łączy w tym spektaklu narzędzia i proponuje nie tylko to co mu szczególnie bliskie czyli śpiew, ale też taniec dzięki współpracy z choreografem Ivanem Perezem.

Kompletna ciemność na początku i na końcu spektaklu; klamra pozwalająca na wyciszenie, skupienie, odcięcie od zewnętrznych bodźców. Ascetyczna scenografia, światło, kostiumy. I mała sala refektarza, w której jak nigdzie ogląda się spektakle Teatru Pieśń Kozła. Tym razem, oprócz ulubionego rekwizytu – krzeseł - pojawią się jeszcze lustra, które w połączeniu ze światłem dają niezwykłe doświadczenie kubistycznego obrazowania. Na scenie 19 artystów. To oni za sprawą poematów muzyczno-tanecznych opowiedzą, co kryje się w wyobraźni oszalałego starca Prospera.

Ten spektakl ma być jak antidotum wobec szaleństwa, które nas otacza, ma nieść pozytywny wydźwięk i być otuchą dla umierającego świata. Pieśni, których autorką jest Alicja Bral, a muzykę do nich stworzyli Maciej Rychły i Jean Claudes Acquaviva, pokazują dramat człowieka osaczonego przez chaos, przemoc, utratę tożsamości. Człowieka doświadczającego alienacji, zagubionego w pędzie ku… no właśnie, właściwie ku czemu? Co gorsza, stopniowo przyzwyczajającego do tej sytuacji, bo tak jest łatwiej („niczego nie dostrzegam, moje uszy są głuche, ręce nie drżą mi gdy widzą śmierć”). Polifoniczne poematy autorstwa Rychłego i Acquavivy doskonale wyrażają emocje. - Mówić o emocjach, a znaleźć dla nich ekwiwalent muzyczny, to dwie różne sprawy. Oni to potrafią – komentuje ich pracę Grzegorz Bral.

Bral w rozmowie z gazetaprawna.pl przyznaje, że jego spektakle mocno związane są z kontekstami. Nie da się bowiem odczytać treści dramatów bez osadzenia ich w sytuacji współczesnego świata. – Ten świat, w którym nam przyszło żyć, nie jest w stanie poradzić sobie z dramatem migracji i wojen. A one łączą się wg mnie z samotnością Prospera poprzez wspólny mianownik: odrzucenie – wyjaśnia Bral. Jest też w genezie tego spektaklu drugi kontekst. - Właściwie każdy nowy spektakl jest rezultatem dojrzewania reżysera – przyznaje Grzegorz Bral. - Tak jest i w moim przypadku. To efekt mojego bycia ze sobą. „Island” staje się dla mnie pytaniem o śmierć, ale też o samotność odrzuconego i przytłoczonego zbyt dużymi oczekiwaniami człowieka. Próba formatowania ludzi wg jakiegoś wzorca powoduje, że człowiek może być prawdziwym tylko stając się wyspą. Tylko wtedy może się rozpoznać i być kreatywnym. Myślę czasem, że staliśmy się ofiarami wielkiego odwrócenia. Człowiek, który stworzył pojęcia żeby komunikować świat, stał się ich niewolnikiem. Coś co miało służyć komunikacji, zawłaszczyło ludzi. I w ten sposób każe nam się umierać za nieistniejące idee – podsumowuje reżyser.

„Tak zwana ludzkość w obłędzie”, gdyby iść tropem Witkiewiczowskich skojarzeń, nie miałaby szans, ale na tym właśnie polega wartość tego spektaklu, że na przekór wszystkiemu daje on nadzieję. To dlatego przy budowaniu spektaklu, oprócz „Burzy”, Bral odwołał się do staroislandzkiej tradycji opowiadania snów umierającym, które pozwolą im się obudzić w innym, piękniejszym świecie. Co jeszcze uważny widz odnajdzie u źródeł „Island”? - Są w tym spektaklu również moje skojarzenia z Beckettem, Sofoklesem, czy Arystofanesem – wyjaśnia reżyser. - Dlaczego sięgam do ich twórczości? Bo mam nadzieję, że dzięki temu ludzie sobie przypomną o prawdziwych wartościach. Wiem na pewno, że ten spektakl nie byłby taki jaki jest, poza Polską, niezależnie od wielonarodowości jego twórców i wykonawców. Nie powstałby bez moich doświadczeń w Gardzienicach, bez mojej fascynacji Kantorem czy Grotowskim.

Bral szuka, eksperymentuje, teatr postdramatyczny to jego naturalne środowisko. - Jestem eksperymentatorem, stawiam sobie pytania o granice teatru, bo przecież to właśnie jest rola awangardy. Ale mój eksperyment nie oznacza prostej dekonstrukcji pozbawionej pomysłu. W pewnej intymnej relacji z widzem przyznaję się, że coś mnie porusza, nie ukrywam moich źródeł inspiracji – tłumaczy reżyser w rozmowie z gazetaprawna.pl.

W „Island” występują od lat związani z Teatrem Pieśń Kozła aktorzy, m. in. rewelacyjna jak zawsze Julianna Bloodgood czy Anu Salonen-Almagro. Dołączają też nowi. I dobrze, bo Bral ma rękę do nich. Tak było m. in. z Katarzyną Janekowicz, dla której to już kolejny spektakl z „Kozłami”. I oby tak było z Magdaleną Wojnarowską, która swoją skalą głosu, muzyczną wrażliwością i dojrzałością zabłysła w „Island”. Ciekawie prezentują się też Natalia Voskoboynikova, Magdalena Kumorek i Olga Kunicka. Przejmujące jest też wykonanie pieśni przez Peymana Fallahiana Kichaniego. Technika koordynacji, którą posługuje się Bral w pracy z aktorami przynosi każdorazowo wspaniałe efekty. Ich rozwój nie byłby możliwy w takim stopniu, gdyby nie ogromna praca dokonana w relacji reżyser - aktor.

Grzegorz Bral podkreślał nieraz, że bardziej niż ciało fascynują go muzyka i głos. Ale tym razem znowu postanowił przekroczyć granice i zaprosił do współtworzenia spektaklu tancerza i choreografa Ivana Peraza i jego zespół INNE. To ich wkład staje się kontrapunktem dla polifonicznego śpiewu.

Kim jest Ivan Perez? Można powiedzieć, że w największym stopniu ukształtował go Netherlands Dance Theater, w którym przez 7,5 roku pracował jako tancerz. - Tam zdobywałem swoje pierwsze doświadczenia, również w roli choreografa, ale w końcu musiałem opuścić teatr, by znaleźć swój własny artystyczny głos – mówi Perez gazetaprawna.pl. - Ważnym doświadczeniem była dla mnie również współpraca z bardzo ciekawą grupą BalletBoyz z Londynu – dodaje. W 2015 roku przygotował dla nich sztukę, której głównym tematem była I wojna światowa. Na jej kanwie powstał film BBC „Young Men”. Założenie własnej grupy tanecznej, pod nazwą INNE, otworzyło nowy etap jego rozwoju artystycznego. - Cieszę się, że wraz z moją grupą mam okazję współpracować z Teatrem Pieśń Kozła i Grzegorzem Bralem – mówi choreograf. – Przekonuje mnie sposób, w jaki Grzegorz Bral wprowadza tradycję w formy nowoczesności, jak sięga do źródeł rytuałów i duchowości, jak uwspółcześnia je i przekłada na język, który przemawia również do ludzi w dzisiejszych czasach. To spójny koncept, za którym stoi metawizja świata. Duże znaczenie ma dla mnie również to, jak głębokie pokłady emocjonalności wydobywa Teatr Pieśń Kozła, również poprzez cielesność i ruch.

Jego tancerze w „Island” posługują się ekspresją bez głosu. To trudne zadanie. - Fizyczność, ruch i ciało to nie tylko forma, lecz również treść – zwraca uwagę Perez.
Poruszanie różnych strun i wykorzystywanie różnych środków wyrazu dostarcza widzom dodatkowych emocji. W przypadku „Island” taniec pozwala odczytywać emocje w wymiarze niezwykle plastycznym i przemawiającym do wyobraźni. W doskonałym zespole Pereza na plan pierwszy wychodzi niezwykle dojrzała Orla Mc Carthy, doskonale przygotowana nie tylko tanecznie, ale i aktorsko.

Owacje na stojąco po wszystkich spektaklach premierowych niech będą pointą.

Następne spektakle będzie można zobaczyć od 9 do 12 lutego 2017 roku we Wrocławiu.