statystyki

Każda władza ma swoich półkowników

autor: Konrad Wojciechowski26.11.2016, 16:00; Aktualizacja: 13.04.2017, 12:37
Mów mi Marianna

Kadr z filmu „Mów mi Marianna”źródło: Materiały Prasowe

Kiedy aktorka Joanna Szczepkowska ogłosiła koniec komunizmu, nie powiedziała, czy do historii przejdzie również cenzura. Choć upłynęło ćwierć wieku, polskie kino nie jest w pełni niezależne. Bo z ekranu tu i ówdzie grzmi alarmująca przestroga: „Emisja kontrolowana, emisja kontrolowana...”

Koniec ubiegłego roku. Do drzwi Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej zapukał reżyser Dariusz Zawiślak. Chciał zgłosić projekt filmu dokumentalnego i wystarać się o dofinansowanie. Jak sam o sobie mówi, jest spoza mainstreamu polskich filmowców i zwykle nie prosi o jałmużnę, ale postanowił się przełamać, bo do zakończenia prac nad filmem zabrakło mu środków. Kręcił dokument o aferze wokół przyznawania doktoratów na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. – Kwota dofinansowania, o którą aplikowałem, nie była wysoka. Potrzebowałem dodatkowych środków przede wszystkim na ekspertyzy prawne oraz zakup praw do materiałów archiwalnych – opowiada Zawiślak. Pieniędzy nie dostał, bo dyrekcja PISF nie zgodziła się nawet przedłożyć jego wniosku ekspertom pod ocenę. Reżyser może tylko domniemywać, dlaczego tak się stało. – Projekt filmowy był śmiałym głosem w dyskusji na temat podległemu Ministerstwu Kultury szkolnictwu artystycznemu, ukazując patologię panującą na warszawskiej ASP. Mimo trybu odwołania i tak został odrzucony. Nie ma wątpliwości, iż ukazywałby w złym świetle znanych artystów i kuratorów powiązanych z prominentnymi politykami – mówi reżyser i wymienia nazwiska Andy Rottenberg, Tomasza Tomaszewskiego, Tomasza Sikory czy Ryszarda Horowitza, którym doktoraty organizował dziekan Janusz Fogler.

Zawiślak się jednak nie poddaje. W tym roku ponownie złożył projekt i tym razem PISF go przyjął, choć wnioskujący o dofinansowanie złożył te same dokumenty. Nie ma jednak żadnej informacji, czy film „Lewe doktoraty ASP” przejdzie przez eksperckie sito. Reżyser liczy się z tym, że nieprawomyślną produkcję będzie musiał kręcić wyłącznie za własne pieniądze. – Rozumiem, że za błędy ASP płaciłaby z pieniędzy otrzymywanych z dotacji ministerstwa, które jest również organem nadzorującym PISF i logiczne jest, że roztrząsanie tej sprawy raczej w tym nie pomoże.

W podobnej sytuacji co Zawiślak znalazł się Konrad Szołajski, który w tym samym czasie złożył do PISF projekty dwóch filmów – fabularnego i dokumentalnego. Oba dotykały niewygodnych z punktu widzenia nowej władzy tematów polityczno-obyczajowych i oba nie przeszły. Fabuła o tytule „Zlecenie” opowiadała historie osób opętanych przez demona i odprawiania nad nimi egzorcyzmów. Szołajski zrobił kiedyś o tym dokument – jego „Walka z szatanem” puszczana była w HBO oraz w publicznej telewizji w Szwecji, Danii, Irlandii, Austrii i Niemczech. Teraz reżyser planuje napisać powieść i nakręcić film. Pomysł zarekomendował jeden z krakowskich księży, pisząc że „dzieło dotyczy bardzo aktualnych wydarzeń w Polsce, o których nikt nie chce się oficjalnie wypowiadać, chociaż wszyscy o tym dyskutują”. Ekspertom PISF pomysł wydał się intrygujący, ale nie na tyle, aby zasłużył na dofinansowanie. „Niestety widać, że autor nie wie, na co się zdecydować: czy na czarny kryminał, czy na kino o wynaturzeniach” – napisano w recenzji.


Pozostało jeszcze 85% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (8)

  • nbt(2016-11-27 09:57) Zgłoś naruszenie 80

    Czytaliście w ogóle artykuł? Tu chodzi o "półkownika" od półki, na którą trafiały filmy za czasów cenzury. Gimbaza....

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • JAN(2016-11-26 19:43) Zgłoś naruszenie 53

    CIEKAWE CO PAN REDAKTOR MIAŁ Z POLSKIEGO - NO MASAKRA...

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • A(2016-11-27 15:26) Zgłoś naruszenie 52

    Jeśli nie chodzi o pułkownika rozumianego jako stopień wojskowy, to należało słowo "półkownik" ubrać w cudzysłowie.

    Odpowiedz
  • grjdghgnb(2016-11-26 20:47) Zgłoś naruszenie 39

    Pułkowników gmyzie jeden. U A NIE Ó.

    Odpowiedz
  • Ave(2016-12-01 15:56) Zgłoś naruszenie 20

    Uprzejmie wyjaśniam Szanownym i nieuświadomionym, że półkownik to ogólnie przyjęte określenie filmu (i nieistotny tutaj jest cudzysłów), który to cenzura odkładała na półki, nie dopuszczając tym samym do emisji... Zatem swary o prawidłową pisownię są niczym nie poparte. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  • dortmundek(2016-12-11 22:47) Zgłoś naruszenie 00

    artykuł lekko sugeruje, że cenzura to coś, co istniało w komunizmie, ale jest i teraz - otóż cenzura istniała zawsze, a w czasach ukochanej przez obecną ekipę piłsudczykowskiej sanacji pracowała dniem i nocą, i konfiskowała wszystko, co się nie podobało władzy

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie