WYDARZENIE | „Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię” Davida Fostera Wallace’a, czyli najlepszy i najbardziej osobliwy zbiór esejów, jaki przeczytacie w tym roku

Z racji naszego położenia w łańcuchu pokarmowym światowej kultury często musimy dojadać resztki z pańskiego stołu albo spożywać pokarmy przeżute już dawno przez kogoś innego. Jakąkolwiek metaforę by tu zastosować, często są to dania niezbyt smaczne; co rusz okładkowe blurby zapowiadają kolejne amerykańskie albo brytyjskie arcydzieła, które okazują się w najlepszym razie przeciętną literaturą, w najgorszym zaś – sztampową, stereotypową, niewartą uwagi słabizną. Jak z tej góry papieru wyłowić teksty wartościowe? Obawiam się, że jedynie metodą prób i błędów. W świecie, w którym wszystko przykrywa gruba folia marketingu, człowiek przeważnie porusza się po omacku. Ale czasami – inaczej nie warto byłoby w ogóle próbować – czekają na niego nagrody i odkrycia. Na przykład pisarstwo Davida Fostera Wallace’a.

Jeśli chodzi o Wallace’a, to nie ma chyba ani grama przesady w stwierdzeniu, że był pisarzem onieśmielająco wybitnym; był też pisarzem w pewnym sensie, przynajmniej w osobistym mniemaniu, niespełnionym – w 2008 roku odszedł śmiercią samobójczą w wieku zaledwie 46 lat, pozostawiając rozgrzebany i niedokończony manuskrypt powieści („The Pale King”), z którą męczył się od blisko dekady. Z depresją i nerwicą lękową męczył się znacznie dłużej, bo od wczesnej młodości. Naturalnie wielu twórców zmaga się z demonami swojej psychiki i wielu w taki czy inny sposób przetwarza te zmagania na literaturę, ale Wallace miał zdumiewający dar jednoczesnego abstrahowania od własnej udręczonej duszy i głęboko personalnego pozostawania w centrum wydarzeń. Czyli – by posłużyć się pewnym paradoksem – pisząc o sobie, nie pisał o sobie, a nie pisząc o sobie, pisał o sobie. Czytelnik w literackiej rzeczywistości Wallace’a – rzeczywistości trudnej, porośniętej kolczastymi krzewami, zasadniczo dość nieeuklidesowej – nigdy nie bywa osamotniony, zawsze ma bliskiego towarzysza w postaci autora. Ale jeśli zapragnąłby spojrzeć mu znienacka w oczy, dojrzy tylko plecy, ruchomą sylwetkę, zamazany profil.