W debiutanckim tytule Jakubik zapraszał do autotematycznej zabawy w kino w duchu niezależnych Amerykanów, w „Prostej historii o morderstwie” o wiele odważniej zderza kryminalną opowieść z rodzinną psychodramą o spirali zła.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Mechanizm jest Hitchcockowski: zaczyna się od trzęsienia ziemi. Introdukcja to trup. Dalszy ciąg to wiwisekcja tego pierwszego zdarzenia. Trafiamy do rodziny policyjnej: lekka patologia, ale bez przesady. Tatuś oficer (Andrzej Chyra) to despota, często na bani, jeszcze częściej z groźnym szczękościskiem. Świerzbi go ręka. Ofiarami domowej przemocy są zarówno żona (Kinga Preis), jak i trójka synów, z granym przez Filipa Pławiaka młodym policjantem Jackiem na czele. To właśnie junior stanie się głównym podejrzanym w sprawie rodzinnego morderstwa...

Jakubik jest już reżyserem pełną gębą. Nie musi nikogo przepraszać za ambicje, wchodzić tylnymi drzwiami i dziękować za producencką herbatkę z herbatnikami. Ma kolejny fach w ręku, potrafi to robić. W „Prostej historii o morderstwie” ciekawych pomysłów inscenizacyjnych jest aż zbyt wiele. Niektóre są celne – jak lynchowski, plastyczny motyw domu obrośniętego złowrogim bluszczem, inne wydają się pospolite – choćby zbyt częste skoki czasowe, bliźniacze patenty na odgrywanie policyjnych obdukcji, oficerska nowomowa albo stereotypowy portret apatycznej gangsterki z salonu meblowego. A jednak „Prosta historia o morderstwie” jest filmem ze wszech miar ciekawym. To coś w rodzaju anty-„Pitbulla”. Zamiast kokietowania środowisk dresiarskich i discopolopodobnych dostajemy socjologicznie trafną opowieść o narodzinach mężczyzny w chłopcu, o determinacji i wrażliwości. – Wszyscy się czasem boimy – mówi Jacek do swojego młodszego brata. – To żaden wstyd.

Prosta historia o morderstwie | Polska 2016 | reżyseria: Arkadiusz Jakubik | dystrybucja: Kino Świat | czas: 90 min | w kinach od 21.10