TEATR DRAMATYCZNY | Przygnębiająca klęska „Wizyty starszej pani” Dürrenmatta bierze się z nadmiaru pomysłów reżysera Wawrzyńca Kostrzewskiego, pokazywania tego, co oczywiste, oraz szukania aktualności za wszelką cenę
Kibicuję Wawrzyńcowi Kostrzewskiemu od czasu jego debiutanckiego „Cudotwórcy”, również wystawionego w Dramatycznym. Artysta jest wierny temu teatrowi, zrealizował tu wybitną „Rzecz o banalności miłości” Liebrecht z nieodżałowaną Haliną Skoczyńską i Adamem Ferencym, potem „Wszystkich moich synów” Millera, gdzie Ferencemu towarzyszyła Halina Łabonarska. Nie wszystkie spektakle Kostrzewskiego podobały mi się tak samo, ale w każdym znać było, że młody reżyser idzie własną drogą, proponując teatr mały i szlachetny, poprzez tematy opowieści i ich ton skierowany jedynie do inteligencji.
Zrozumiałe jest, że po kilku kameralnych próbach chce się zbudować coś w większej skali, z oddechem, raczej forte niż piano. Trudno spierać się też z wyborem repertuarowym, bo „Wizyta starszej pani” to już rzecz klasyczna, w dodatku z gatunku tych, które rezonują z każdym właściwie czasem. Wyzwaniem godnym jednego z ukoronowań kariery aktorskiej jest zawsze rola Klary Zachanassian, nic więc dziwnego, że przed laty mierzyły się z nią m.in. Wanda Łuczycka i Barbara Krafftówna, a w ostatnich latach Maja Komorowska i Anna Polony. Dwie ostatnie grające Klarę widziałem, ale nie były to dobre przedstawienia. Może więc zatem najsłynniejszy dramat Dürrenmatta jednak się zestarzał, a może po prostu trzeba zaufać mu bez reszty, zagrać litera po literze, powoli docierając do głębiej ukrytych sensów. Okaże się wtedy, że historia miliarderki, która przybywa do dawno opuszczonego przez siebie miasta po zemstę, w istocie dotyczy relatywizmu moralności i zasady mówiącej, że cel uświęca środki. Skoro społeczność Güllen postanawia na rozkaz Klary zamordować jednego ze swoich członków i jak najszybciej zdjąć z siebie winę za ten czyn, warto zapytać, co z wewnętrznymi regułami rządzącymi tą wspólnotą. Albo pójść jeszcze dalej: czy ta wspólnota w ogóle jeszcze istnieje?