Wartościowe są te role, które kształtują rzeczywistość. Jeśli świat może istnieć bez nich, nie są warte zagrania – mówi Jonathan Pryce, odtwórca roli Wielkiego Wróbla w serialu „Gra o tron”
Czego pan oczekiwał, dołączając do obsady „Gry o tron”?
Nie bardzo wiedziałem, czego się spodziewać, choć oczywiście byłem świadomy, że będę grał w serialu numer jeden na świecie. Pamiętam, że pierwszego dnia, kiedy znalazłem się na planie w Belfaście i założyłem kostium, oczekiwałem zderzenia z niejakim cynizmem, że będziemy pędzić, nakręcimy scenę, potem następną, bez gadania, bez refleksji, ale było zupełnie inaczej. „Gra o tron” jest znakomita dlatego, że ekipa traktuje tę robotę z pełną powagą, to doświadczeni ludzie, nieprzypadkowi, a reżyserzy dobierani są na podstawie umiejętności, a nie dostępności. Często kogo innego prosi się o zrealizowanie odcinka ze scenami bitewnymi, a kogo innego do odcinka opartego na dialogu. I przecież niekiedy równolegle pracują aż trzej reżyserzy w trzech różnych krajach. Świadomość, ile pracy trzeba włożyć w organizację planu, w próby, w koordynację, w poukładanie tego wszystkiego, sprawia, że człowiek zaczyna podziwiać to zaangażowanie. Bałem się, że ogromny nacisk położony zostanie na efekty komputerowe, a zastałem bogatą scenografię, która przypomniała mi tę z „Brazil”, gdzie grałem.