źródło: Dziennik Gazeta Prawna

DVD „Chcielibyśmy uzyskać coś na pograniczu »Hurt Lockera« i »Bitwy o Irak«, która jest opowiedziana bez efekciarstwa, ale w taki sposób, że wciąga widza w sam środek pożogi wojennej” – powiedział w jednym z wywiadów o swojej „Karbali” reżyser Krzysztof Łukaszewicz. Film odwołujący się do wydarzeń w irackiej Karbali w 2004 roku, kiedy to polscy żołnierze, wraz z bułgarskimi kolegami, skutecznie obronili bardzo ważny obiekt nowej administracji. Filmowi brak napięcia, w jakim trzyma widza wspomniany „Hurt Locker”, ale też jest to kino poziom wyższe od wojennego dzieła Władysława Pasikowskiego, też dziejącej się w Iraku, tylko kilkanaście lat wcześniej, „Operacji Samum”. Efektowne zdjęcia Arkadiusza Tomiaka, znakomity Bartłomiej Topa – to na pewno atuty „Karbali”. Gorzej wypadają pozostali aktorzy, mało przekonujący jest chociażby Antoni Królikowski, choć teoretycznie gra najciekawszą postać. Dobrze wypadają w filmie poszczególne sceny, całość mnie jednak znudziła. Efektowna realizacja nie przysłania zwyczajnie mało interesującego scenariusza.

Karbala | reżyseria: Krzysztof Łukaszewicz | dystrybucja: Agora

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

DVD Po raz pierwszy widziałem „Kryzys to nasz pomysł” na ubiegłorocznym American Film Festivalu i oglądany wtedy idealnie wpasowywał się w gorący wyborczy okres. Gdy polityczne karty zostały dawno rozdane, emocji już nie budzi. Grani przez Sandrę Bullock i Billy’ego Boba Thorntona bohaterowie filmu – inspirowanego prawdziwymi wydarzeniami – to doradcy wizerunkowi pracujący przy kampaniach konkurujących ze sobą kandydatów na urząd prezydenta Boliwii. Starcie specjalistów od PR szybko zamienia się w bezpardonową wojnę, w ruch idą oszczerstwa, kłamstwa, fałszywki. Solidnie zagrany i chwilami dość zabawny „Kryzys...” niesie ze sobą przesłanie równie oczywiste, jak banalne: polityka to brudna gra, liczą się pieniądze i medialna obecność, a nie prawdziwe intencje, w walce o stołki nie ma miejsca na listość czy jakąkolwiek refleksję. W kraju, w którym politycy nieustannie wymieniają ciosy poniżej pasa – czy to w Polsce, czy w USA, gdzie film zrobił wielką klapę – trudno uznać to za specjalne odkrycie.

Kryzys to nasz pomysł | reżyseria: David Gordon Green | dystrybucja: Galapagos

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

DVD W 1974 roku francuski linoskoczek Philippe Petit dokonał rzeczy niezwykłej. Przez ponad 40 minut chodził, tańczył i siadał na linie łączącej szczyty dopiero co wybudowanych wież World Trade Center. W Nowym Jorku stał się legendą. W 2008 roku jego historię przypomniał znakomity dokument „Człowiek na linie”. Rok temu powrócił do niej Robert Zemeckis, twórca m.in. „Forresta Gumpa” i „Powrotu do przyszłości”. W jego „The Walk. Sięgając chmur” poznajemy narodziny marzenia Petita, historię przygotowań do nielegalnej, spektakularnej akcji i oglądamy jej finał. Zdjęcia ze „spaceru” zapierają dech w piersiach, nawet na DVD. Film ma dużo uroku w pierwszych scenach, kiedy poznajemy Petita (Joseph Gordon-Levitt) jako początkującego linoskoczka pobierającego nauki u swojego mistrza (sir Ben Kingsley). Zemeckis bawi się kolorami: są na przykład czarno-białe zdjęcia z kolorową jedynie bagietką, którą wcina Petit. Jest kilka scen niemal baśniowych. Poważniej robi się w drugiej części filmu. Jeżeli nie poznaliście jeszcze Petita, obraz Zemeckisa będzie dobrym wstępem do „Człowieka na linie”.

The Walk. Sięgając chmur | reżyseria: Robert Zemeckis | dystrybucja: Imperial Cinepix

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

DVD Jeszcze jedna próba opowiedzenia historii Frankensteina i jego monstrum – zresztą już pierwsze zdanie, jakie pada w tym filmie, brzmi: „Znacie tę opowieść”. I choć w tej wersji relacjonowana jest z perspektywy Igora, garbatego asystenta Victora Frankensteina (pomocnik ów jest zresztą wynalazkiem filmowych horrorów z lat 30., w powieści Mary Shelley się nie pojawia), to na widzów czeka stosunkowo niewiele zaskoczeń. Reżyser Paul McGuigan za bardzo stara się naśladować Guya Ritchiego, ba, chciałby nawet zaciągnąć bezczelny dług u Federica Felliniego (Igor jako cyrkowy garbus zakochany w pięknej akrobatce), ale brakuje mu wyobraźni, dystansu i poczucia humoru. I chociaż posępna scenografia robi wrażenie, a Daniel Radcliffe stara się tchnąć w Igora trochę życia (czego już o grającym Victora Jamesie McAvoyu powiedzieć się nie da), to raczej wtórna, mało emocjonująca rozrywka. Z Igorów zdecydowanie bardziej wart uwagi był ten grany przez Marty’ego Feldmana w „Młodym Frankensteinie” Mela Brooksa sprzed ponad 40 lat.

Victor Frankenstein | reżyseria: Paul McGuigan | dystrybucja: Imperial Cinepix