Od pierwszych scen serial przyciąga tym, czym Scorsese i Winter zachwycili w „Zakazanym imperium”. Rozmach przy kreowaniu ówczesnej rzeczywistości powala. Tak naprawdę przyjemność może dać samo oglądanie w „Vinylu” szalonych kostiumów, wnętrz pełnych niesamowitych przedmiotów i gadżetów z tamtych lat
Reklama
Pisząc scenariusz, nie byliśmy w stanie wymyślić nawet w połowie tak dzikich historii, jakie wtedy naprawdę działy się w muzycznym środowisku” – słowa jednego ze współtwórców serialu „Vinyl”, Terence’a Wintera, dobrze oddają czasy, w których hasło „Sex, drugs i rock’n’roll” jak nigdy pasowało do rzeczywistości. „Vinyl” to wspólny projekt Micka Jaggera (wpadł na ten pomysł już 20 lat temu), Martina Scorsese (producent, reżyser pierwszego odcinka) i Wintera (scenarzysta). Pierwszych dwóch pracowało już razem m.in. przy „Rolling Stones w blasku świateł”. Z kolei Winter i Martin zrobili wspólnie „Wilka z Wall Street” i serię „Zakazane imperium”. Cała trójka postanowiła teraz przenieść się do Nowego Jorku w 1973 roku. Jagger święcił wtedy triumfy ze Stonesami, a Scorsese zrealizował swój przełomowy obraz „Ulice nędzy”.
To był wyjątkowy czas w amerykańskiej popkulturze. W muzyce ścierały się punkrock, glamrock, disco, na Bronksie DJ Kool Herc zaczął organizować imprezy hiphopowe. W modzie rządziły eksperymenty, ludzie nie mniej eksperymentowali w narkotykach. W Nowym Jorku śmietanka towarzyska spotykała się u Andy’ego Warhola. W ten szalony krwiobieg zostaje wrzucony bohater „Vinyla”, Richie Finestra (w tej roli Bobby Cannavale, znany chociażby ze swojej krwawej roli w jednym z sezonów „Zakazanego imperium”), szef wytwórni płytowej American Century Records. Jego muzyczne dziecko czeka trudny czas, nie łatwiej dzieje się w życiu osobistym. Przy okazji zobaczymy karierę młodego muzyka (od ulicznego grajka do punkrockowej gwiazdy), upadek znakomicie zapowiadającego się czarnoskórego wokalisty czy dramatyczne losy radiowej szychy. Obok genialnego Cannavale w serialu grają też m.in. Olivia Wilde, Ray Romano, Juno Temple, syn Micka Jaggera James i duńska aktorka, którą powinni kojarzyć fani tamtejszych seriali kryminalnych, Birgitte Hjort Sorensen.
Od pierwszych scen serial przyciąga tym, czym Scorsese i Winter zachwycili w „Zakazanym imperium”. Rozmach przy kreowaniu ówczesnej rzeczywistości powala. Tak naprawdę przyjemność może dać samo oglądanie w „Vinylu” szalonych kostiumów, wnętrz pełnych niesamowitych przedmiotów i gadżetów z tamtych lat (wrażenie robi zwłaszcza wystrój siedziby wytwórni American Century Records), scenografii. Tematem na osobną opowieść jest muzyka. Na ekranie pojawiają się chociażby członkowie Led Zeppelin i David Bowie (odgrywani przez aktorów). W tle słychać kompozycje Otisa Reddinga albo New York Dolls. Wraz z premierą ukazuje się zresztą soundtrack z serialu. Poza tym znakomite są zdjęcia i rozwiązania dramaturgiczne poszczególnych scen. A kiedy wreszcie trochę opadnie pierwszy szok wizualizacyjno-muzyczny, łatwiej będzie skupić się na znakomitych, ostrych i zabawnych dialogach oraz samej fabule. Mick Jagger w wywiadach podkreślał, że tworząc „Vinyl”, chcieli zrealizować nie musical czy film muzyczny, ale dramat osadzony w pewnej wyjątkowej rzeczywistości. Zdaje się, że wyszło im jedno i drugie. „Vinyl” to niewątpliwie jedno z największych wydarzeń telewizyjnych w ostatnim czasie.
Vinyl | HBO | Odcinek I w niedzielę (14.02.) o godz. 03:00 oraz w poniedziałek (15.02.) godz. 20.10